10 000 km w sezon

Osiągnięcie odblokowane

10 000 kilometrów w 2020 roku

Pamiętacie swoje postanowienia noworoczne? Co to było? Mniej jeść? Zacząć chodzić na siłownie? Przestać palić, a może czytać więcej książek?

Moim postanowieniem na ten roku było:

Przejechać 10 000 km rowerem.

Udało się!

Statystyki:

Po 196 dniach przejechałem cały planowany dystans: 10 000 km.
- Zajęło mi to 458 godzin, 33 minuty.
- Spaliłem 314 592 kcal. (1048 hamburgerów)
- Jeżdżąc ze średnią prędkością 21.82 km/h.
- Jeżdżąc średnio na wycieczkę 70 km.
- Wyszedłem na rower 143 razy.
- Przejechałem w pionie w sumie 43 571 m. (prawie 5 razy na Mount Everest!).

Taktyka:

Do wykonania celu potrzebne było solidne przeorganizowanie czasu i życia. Nie powiem, czasem było ciężko. Chociaż zima była łaskawa w tym roku, to temperatura bliska 0 była odczuwalna po godzinach jazdy.

Jazda przed pracą lub po pracy wymagała przygotowania wcześniej jedzenia, wczesnego wstawania i po prostu chęci ;-) Pozostało tylko jeździć. Czy wiał wiatr, padał deszcz, było ciemno jeździłem i zbierałem kilometry. Wytypowałem sobie ulubioną trasę po Gdańsku.

Forma

Wraz z upływem miesięcy forma rosła. Wszystkie dodatkowe kg. dawno spłonęły. Z każdym miesiącem zauważyłem poprawę średniej prędkości. Nie pędziłem też ze względu na bezpieczeństwo, ale trzymałem stałą dla mnie kadencję.

Plan?

Systematyczne jeżdżenie. Kilka dni pod rząd i dzień na regenerację i tak w kółko. Z czasem zwiększałem dystans lub czując siłę oraz mając dobre warunki pogodowe łamałem zasadę 3/1 (3 dni trening, 1 odpoczynek).

Miesięcznie zakładałem, że powinienem przejechać minimum 1000 km. Później okazało się, że 1400 - 1600 km miesięcznie wyjeżdżam na spokojnie. Dlatego też zdobywając każdego miesiące dodatkowe kilometry szybciej osiągnąłem swój cel niż zakładałem.

Celowałem na ukończenie postanowienia w listopadzie, ale wszedłem w rytm i ukończyłem wyzwanie kilka miesięcy wcześniej.

Co jadłem?

Podstawą dla mnie było śniadanie. Praktycznie zawsze takie samo, czyli omlet z musli, kakao, miodem jajkami z przeróżnymi modyfikacjami by się nie nudziło. Zresztą jedzenie spełniało jedynie funkcję odżywczą, chociaż wszystko bardzo mi smakowało i tak.

Cytryny, Grejpfruty i tony bananów. Warzywa czasem. Dużo mięsa, czasem ryby. W trasie często suszone daktyle dla uzupełnienia paliwa. Wieczorem najczęściej twaróg. No i oczywiście dużo wody i mleka.

Regeneracja?

Tak. Po każdym treningu rozciąganie. Rozbijanie mięśni moimi magicznymi narzędziami z praktyki fizjoterapeutycznej skutecznie utrzymywały je mięśnie w bardzo dobrym stanie.

Rehabilitacja!

Przeciążenia mięśniowe nóg pojawiały się co jakiś czas. W porę wykryte i opracowane były niegroźne i szybko odpuszczały. Resztę przeciążeń, do których sam nie mogłem się dostać lub znaleźć opracowały fizjoterapeutki: Paulina Duszak, Agata i Małgorzata ,którym serdecznie dziękuję za terapie.

Taka profilaktyczna rehabilitacja była niezbędna do uzyskania takiego wyniku bez kontuzji. O amortyzację siedziska zadbałem już na początku roku kupując odpowiedni amortyzator siodełka.

Działa wyśmienicie. Ze strony kręgosłupa nigdy nie miałem żadnych większych dolegliwości. Nadgarstki. Idealne ustawienie stawów nadgarstków względem ciała to priorytet. Odpowiednia regulacja wysokość kierownicy rozwiązała ten problem. Moja sylwetka jest mniej sportowa, za to bardziej ergonomiczna.

Co z rowerem?

Eksploatowany rower potrzebował czasu na mniejsze lub większe naprawy. W czasie trwania wyzwania przebiłem 11 razy dętkę.
Wymieniłem cały układ napędowy i wymieniłem 2 komplety kół.
W wyniku jednej kraksy wymieniłem krzywą obręcz koła. Co 700-1000 km zmieniałem łańcuch na kolejny (łącznie 3) tak w kółko.
Wymieniłem kilka razy szprychy.
Poza tym rower działał jak należy.

Czy czasem miałem dość?

Nie. Nawet gdy było ciężko przez złą pogodę: deszcz, wiatr czy grad myśl w głowie, że zwycięstwo zbliża się z każdym przejechanym kilometrem rekompensowała trudy i dawała nowej mocy. Całe to postanowienie to tak naprawdę świetna zabawa.

Dosłownie bawiłem się tym postanowieniem. Zawsze wracałem zadowolony, z dużym wyrzutem endorfin. Jazda na rowerze to moja pasja, podobnie jak fizjoterapia.

Czego się nauczyłem?

Pracując na swój cel stałem się bardziej zorganizowany. Zrozumiałem, że od życia dostajemy to po co wyciągamy dłoń. Nic nie stoi na przeszkodzie by osiągnąć cel, jeśli naprawdę tego chcesz. Poza tym udowodniłem sobie, że jestem silny ;-) W czasie trwania postanowienia pobiłem moje wszystkie wcześniejsze rowerowe rekordy!
Najdłuższy dzienny dystans - 325 km.
Najdłuższy czas spędzony na rowerze -14 h.
Najwięcej przejechanych km. w miesiącu - 2267 km.
Najwięcej spalonych kalorii podczas treningu: 10760 kcal.

Co dalej?

Rok się nie skończył, a że idę na rekord to spróbuję wykręcić ile się da. Przypomnę tylko, że w najlepszym sezonie rowerowym wykręciłem wcześniej 5000 km. Dalej uważam, że łatwiej jest przejechać tysiące km, niż posprzątać mieszkanie ; D

Na koniec chciałbym Was wszystkich gorąco zachęcić do tego, byście stawiali sobie w życiu wyzwania. Nie tylko sportowe. Byście nie wpadli w pułapkę pracoholizmu, stagnacji i miałkich atrakcji. To nie jest w życiu najważniejsze. Dziękuję za uwagę ;-)