Spis Treści: (naciśnij, by przejść)
- Piękna, utworzona specjalnie dla rowerzystów trasa - tzw. R10;
- 50 kilometrów jazdy lasami;
- Podróż wzdłuż morza z wieloma plażami;
- Możliwość przepłynięcia się promami.
Spis Treści: (naciśnij, by przejść)
- Piękna, utworzona specjalnie dla rowerzystów trasa - tzw. R10;
- 50 kilometrów jazdy lasami;
- Podróż wzdłuż morza z wieloma plażami;
- Możliwość przepłynięcia się promami.
| Czas wycieczki | 2 dni | |
| Dzień | I | II |
| Dystans | 58 km | 52 km |
| Droga pod górę | 330 m | 290 m |
| Poziom trudności | Łatwa | |
| Początek wyprawy | Świbno | Piaski |
| Nawierzchnia | Utwardzone leśne ścieżki i asfalt | |
| Preferowany typ roweru | Każdy | |
| Czas wycieczki | 2 dni | |
| Dzień | I | II |
| Dystans | 58 km | 52 km |
| Droga pod górę | 330 m | 290 m |
| Poziom trudności | Łatwa | |
| Początek wyprawy | Świbno | Piaski |
| Nawierzchnia | Utwardzone leśne ściezki i asfalt | |
| Preferowany typ roweru | Każdy | |
Początek wycieczki zaczynam od świetnej atrakcji, jaką jest przeprawa
promem.
Prom pływa między brzegami Przekopu Wisły między Świbnem,
które leży na Wyspie Sobieszewskiej, czyli jeszcze w Gdańsku, a
Mikoszewem.
Postanowiłem zacząć wyprawę na Mierzeję Wiślaną, dojeżdżając do Świbna autem i przeprawić się nim na drugą stronę.
Tam zaparkowałem auto, którym przewiozłem rower i ruszyłem w rowerową podróż.
Gdy zastaliśmy prom, już w części był załadowany autamii oraz ludźmi z rowerami.
Ciekawostka:
Przekop Wisły wybudowany został w roku 1895, na skutek siejących spustoszenie powodzi, które nawiedzały Żuławy Wiślane.
Spokojna Wisła pięknie odbijała promienie słońca.


Za pomocą małego statku, który przywarł do jednej stron burty, swoim napędem pchał prom na drugi brzegi rzeki.
Prom ustabilizowany jest przez liny, aby nie zbaczał z kursu.


W końcu prom ruszył! Ale frajda ;D

Ta niedługa podróż na drugi brzeg Wisły to świetny pomysł. Sprawia dużo przyjemności.

Niedługo po tym dopłynąłem do brzegu Wisły od strony Mikoszewa. Chwila na przygotowanie rowerów i założenie bagaży i jesteśmy gotowi na wycieczkę.
Rowerzysta ma teraz wybór. Jechać cały czas szosą, lub skierować się na Szlak R10. My wybraliśmy R10.

Trasa, którą podążałem to Szlaku R10, który zaczyna się w Świnoujściu i podąża wzdłuż wybrzeżu Morza Bałtyckiego. ciągnie się aż do Krynicy Morskiej
R10 stanowi kontynuację międzynarodowego szlaku EuroVelo10. Liczy on 8539 kilometrów!
Okrążąjąc Bałtyk biegnie przez:
Polskę, Niemcy, Danię, Szwecję, Finlandię, Rosję, Estonię, Łotwę i Litwę.


Może kiedyś spróbuję go przejechać. Póki co chcę zwiedzić jego część mieszczącą się u nas.
Pojechałem dalej, aż pod granicę z Federacją Rosyjską trzymając się R10.
Szlak, którym podążamy został odnowiony i specjalnie przygotowany dla rowerzystów w wyniku połączenia siły tutejszych gmin, a sfinansowany został z funduszy Unii Europejskiej.
Robi się naprawdę upalnie i takie mają być dwa dni. Właśnie sobie zdałem sprawę, że wypad w te strony, do chłodnych lasów blisko morza to najlepsza decyzja na taki gorąc.

Jadąc napawałem się pięknem natury. Proste, utwardzone leśne ścieżki dają możliwość bezpiecznej jazdy i rozglądania się we wszystkie strony.
Od czasu do czasu zatrzymywałem się na krótką przerwę. Na trasie utworzonych jest sporo specjalnych miejsc na odpoczynek dla rowerowych turystów.


Dotarłem na plażę w Jantarze. To jedno z popularniejszych miast Mierzei Wiślanej.
Słynie z pięknej plaży, na której stoją wciągnięte kutry rybackie. Turyści bardzo upodobali sobie piękno tego miejsca i w sezonie letnim jest przepełnione ludźmi. Nad plażą znajdują się sklepiki i budki z żywnością.

Na plażach, nie tylko tutaj spotkać można szałasy wybudowane przez chcących spać blisko morskich fal turystów.


W lasach przyroda żyje swoim życiem. Jeśli dobrze się przypatrzysz, to zobaczysz leśne żuki i ptaki.
W Jantarze mieści się stajnia koni i czasem plażą kłusem gnają konie.



Piękno tej małej nadmorskiej miejscowości, kontrastuje z jednym z najtragiczniejszych rozdziałów naszej historii – obozem koncentracyjnym Stutthof.
Gdy zatrzymałem rower przed bramą z napisem "Stutthof", poczułem dziwną mieszaninę emocji. Tu historia nie jest tylko zapisaną kartą w podręczniku. Tu historia oddycha, choć tak wielu straciło tu swoje ostatnie tchnienie. Pozostałości w obozie, które zwiedziłem przypominają o ludziach, którzy przeszli przez to piekło, często nie wiedząc, że droga powrotna do domu nigdy już nie nadejdzie.

Stutthof przypomina o naszej ludzkiej kruchości. O tym, jak łatwo jest zapomnieć o empatii, współczuciu, o tym, co najważniejsze. A rower? Dla mnie, tego dnia, przestał być tylko narzędziem do podróżowania. Stał się środkiem, który przewiózł mnie przez lekcję, jakiej nigdy nie zapomnę.


To muzeum nie jest typowym obiektem, gdzie eksponaty czekają na turystów. Tu każdy krok jest przypomnieniem o tym, co się wydarzyło. Budynki, które przetrwały – baraki, komory gazowe, krematorium – stoją w niemal nienaruszonym stanie, tak jakby czas nie mógł ich dotknąć.
.
Na terenie obozu znajduje się kilkanaście obiektów, które można zwiedzać. W barakach zgromadzono przedmioty codziennego użytku więźniów, ich ubrania, zdjęcia i listy. Czasami patrząc na te rzeczy, trudno sobie wyobrazić, że należały do ludzi, którzy jeszcze niedawno żyli normalnym życiem. W muzeum są też obszerne wystawy multimedialne, które pomagają zrozumieć kontekst historyczny, jednak mimo technologii, największe wrażenie robi sama przestrzeń. Obozowy plac, pusty i cichy, nadal emanuje niepokojem, mimo upływu dekad.

Ważnym elementem muzeum jest Pomnik Ofiar, którego monumentalność przypomina, że cierpienie tysięcy ludzi nie może zostać zepchnięte w zapomnienie. To miejsce, gdzie odbywają się oficjalne uroczystości upamiętniające, ale także miejsce, gdzie każdy może się zatrzymać i oddać cześć ofiarom w ciszy.

Będąc na wysokości tej miejscowości odbiłem na dobrą rybę w tutejszej knajpie.
Restauracja ,,U Basi" zadowoliła moje podniebienie w 100%. Podano mi przepysznego Dorsza, a nim go zrobiono, ochłodziłem się zimnym piwkiem.
Żyć nie umierać.


Ruszyłem dalej, wracając do lasu. Niedługo potem dojechałem do słynnego Przekopu Wisły, który jest za Kątami Rybackimi. Wyjeżdżając z lasu można zatrzymać się na punkcie widokowym i zobaczyć całą infrastrukturę tego miejsca z dobrej perspektywy. Projekt robi wrażenie.


Po krótkiej przerwie na punkcie widokowym przy Przekopie Mierzei ruszyłem dalej.
Jadąc jakiś czas lasami, dojechałęm do jednego z najpiękniejszych fragmentów szlaku
rowerowego.
Przed Krynicą Morską, tuż przy brzegu morza, na wysokości kilkunastu metrów wiedzie
piękny odcinek trasy.

Widoki na morze z tej perspektywy są niepowtarzalne. Po prawej ciągle mamy lasy. Tutaj teren jest bardziej zmienny i jest więcej podjazdów.


To jest niesamowita część przejażdżki. Byłem bardzo podekscytowany pięknem tych stron.
W planach mamy zobaczyć Latarnię Morską w Krynicy Morskiej, do której
właśnie co dojechłem odbijając z leśnej ścieżki do głównej ulicy miasta.
Pracując kiedyś w jednym z sanatoriów na Mierzej Wiślanej robiłem małe rowerowe wypady w
te strony.
Latarnia, którą kiedyś zwiedziłem była zamknięta i właściwie, to myślałem, że jest
wyłączona ze zwiedzania.
Gdy w końcu dojechałem na miejsce, okazało się, że można wejść na szczyt latarni i podziwiać
okolicę!


Po krótkim spacerze po schodach wszedłem na samą górze. Moim oczom ukazała się w oddali Wysoczyzna Elbląska. Bez trudu dało się dojrzeć Frombork i Tolkmicko.
Przede mną rozpościerał się widok na kolorowe zabudowania Krynicy Morskiej z tutejszym portem, a odwracając się wreszcie o 180 stopni nacieszyłem oczy Morzem Bałtyckim i widokiem na Mierzeję Wiślaną w całej okazałości, jak z lotu ptaka.

Schodząc z powrotem na dół udało mi się zdobyć ostatni Paszport Miłośnika Latarń Morskich! Pan za kasą najpierw powiedział, że nie ma niestety książeczek, na co odparłem, że trochę słabo, bo przecież sezon rowerowy już od dawna. Wtedy przeszukał szuflady i znalazł ostatnią skrytą pod papierami książeczkę he he.


Książeczka służy do zbierania stempli w odwiedzonych jak tej latarni. Myślę, że to dodatkowa motywacja do zobaczenia reszty Latarń. Za uzbieranie wszystkich stempli można otrzymać odznakę.
W wolnym czasie napiszę o tym coś więcej na blogu.
Za Krynicą jest ciekawe miejsce, które już kiedyś odwiedziłem. Kilka kilometrów za miastem stanąłem na parkingu i pieszo poszedłem do góry po wielkiej wydmie.
Z Krynicy Morskiej można popłynąć na drugą stronę Zalewu Wiślanego do Fromborka lub Tolkmicka.
Może to być świetne urozmaicenie wycieczki, bo po tamtej stronie jest przepięknie.
Byłem tam kiedyś i opisałem moje wrażenia TUTAJ
To jedno z wielu miejsc na tej trasie, gdzie warto zejść z siodełka i podejść pieszo.
Wielbłądzi Garb to wydma i to nie byle jaka. Jest to najwyższy punkt Mierzei Wiślanej i najwyższa wydma w Europie.
To jedyne naturalne miejsce, z którego widać Morze Bałtyckie i Zalew Wiślany.


Podobnie jak z góry latarni morskiej i tutaj popatrzeć można na dwa zbiorniki wodne. Sceneria jest ograniczona koronami drzew, które zasłaniają część widoków. Jednak w niczym to nie przeszkadza.


Zbliżyłem się do miejscowości, w której będę dziś nocować w namiocie. Ilość turystów na rowerach widocznie się zmniejszyła. Ścieżki odchodzące od R10 są już dzikie i bardzo piaszczyste. Do pokonania raczej tylko pieszo.

W końcu dojechałem do najdalej wysuniętej miejscowości, którą są Piaski. W sezonie miejscowość jest licznie odwiedzana. To też nie jest jakaś zabita dechami dziura, tylko ładna mieścinka. Są tu sklepy, kemping. Byłem pozytywnie zaskoczony.
W planach tej wycieczki było nocowanie w tej miejscowości. Docelowy kemping znalazłem szybko, zjeżdżając z R10 do miasta.
Po jakimś czasie rozłożyłem namiot na miękkiej trawie.
Postanowiłem przejść się do samej granicy z Federacją Rosyjską. To 5 kilometrów spacerku, który przeszliśmy plażą. Nie brakowało tu turystów szukających bursztynu.

Po sympatycznym spacerze, moczyłem się w morzu (do pasa, bo zimno). Doszedłem do granicy Unii Europejskiej.


Ten niesamowity i bogaty w atrakcje dzień zakończył się przępieknym, nie zmąconym przez chmury zachodem Słońca. Czy można chcieć czegoś więcej? Jestem szczęśliwy ;-)


Po uzupełnieniu prowiantu w okolicznym sklepie wróciłem do namiotu. To była spokojna noc. Nawet dziki, przed którymi ostrzegał nas sam właściciel pola kempingowego (,,przychodzą, ale po jedzenie, nie po ludzi"), nie przyszły.
Następnego ranka ruszyłem z powrotem w kierunku do Mikoszewa, ponownie ciesząc się urokami Mierzei Wiślanej.
Po paru godzinach byłem już w aucie.
Mierzeja Wiślana zachwyciła mnie pięknymi widokami. Mamy tu nieprzebrane lasy, które przejeżdżamy specjalnie utworzonymi ścieżkami dla rowerzystów. Ogrom plaż, dzikich i strzeżonych, to nieskończone możliwości na urozmaicenie wycieczki.
Pełno tu knajp, gdzie zjemy dobre jedzenie. Każda z małych miejscowości ma jakąś swoją historię i kilka miejsc, do których warto zajrzeć.
Mierzeja Wiślana to kraina, którą chciałem od dawna zrelacjonować i bardzo cieszę się, że miałem idealne warunki, by przeżyć tu wyjątkowe chwile.
Spis Treści: (naciśnij, by przejść)
- Piękna, utworzona specjalnie dla rowerzystów trasa - tzw. R10;
- 50 kilometrów jazdy lasami;
- Podróż wzdłuż morza z wieloma plażami;
- Możliwość przepłynięcia się promami.
Spis Treści: (naciśnij, by przejść)
- Piękna, utworzona specjalnie dla rowerzystów trasa - tzw. R10;
- 50 kilometrów jazdy lasami;
- Podróż wzdłuż morza z wieloma plażami;
- Możliwość przepłynięcia się promami.
| Czas wycieczki | 2 dni | |
| Dzień | I | II |
| Dystans | 58 km | 52 km |
| Droga pod górę | 330 m | 290 m |
| Poziom trudności | Łatwa | |
| Początek wyprawy | Świbno | Piaski |
| Nawierzchnia | Utwardzone leśne ścieżki i asfalt | |
| Preferowany typ roweru | Każdy | |
| Czas wycieczki | 2 dni | |
| Dzień | I | II |
| Dystans | 58 km | 52 km |
| Droga pod górę | 330 m | 290 m |
| Poziom trudności | Łatwa | |
| Początek wyprawy | Świbno | Piaski |
| Nawierzchnia | Utwardzone leśne ściezki i asfalt | |
| Preferowany typ roweru | Każdy | |
Początek wycieczki zaczynam od świetnej atrakcji, jaką jest przeprawa
promem.
Prom pływa między brzegami Przekopu Wisły między Świbnem,
które leży na Wyspie Sobieszewskiej, czyli jeszcze w Gdańsku, a
Mikoszewem.
Postanowiłem zacząć wyprawę na Mierzeję Wiślaną, dojeżdżając do Świbna autem i przeprawić się nim na drugą stronę.
Tam zaparkowałem auto, którym przewiozłem rower i ruszyłem w rowerową podróż.
Gdy zastaliśmy prom, już w części był załadowany autamii oraz ludźmi z rowerami.
Ciekawostka:
Przekop Wisły wybudowany został w roku 1895, na skutek siejących spustoszenie powodzi, które nawiedzały Żuławy Wiślane.
Spokojna Wisła pięknie odbijała promienie słońca.


Za pomocą małego statku, który przywarł do jednej stron burty, swoim napędem pchał prom na drugi brzegi rzeki.
Prom ustabilizowany jest przez liny, aby nie zbaczał z kursu.


W końcu prom ruszył! Ale frajda ;D

Ta niedługa podróż na drugi brzeg Wisły to świetny pomysł. Sprawia dużo przyjemności.

Niedługo po tym dopłynąłem do brzegu Wisły od strony Mikoszewa. Chwila na przygotowanie rowerów i założenie bagaży i jesteśmy gotowi na wycieczkę.
Rowerzysta ma teraz wybór. Jechać cały czas szosą, lub skierować się na Szlak R10. My wybraliśmy R10.

Trasa, którą podążałem to Szlaku R10, który zaczyna się w Świnoujściu i podąża wzdłuż wybrzeżu Morza Bałtyckiego. ciągnie się aż do Krynicy Morskiej
R10 stanowi kontynuację międzynarodowego szlaku EuroVelo10. Liczy on 8539 kilometrów!
Okrążąjąc Bałtyk biegnie przez:
Polskę, Niemcy, Danię, Szwecję, Finlandię, Rosję, Estonię, Łotwę i Litwę.


Może kiedyś spróbuję go przejechać. Póki co chcę zwiedzić jego część mieszczącą się u nas.
Pojechałem dalej, aż pod granicę z Federacją Rosyjską trzymając się R10.
Szlak, którym podążamy został odnowiony i specjalnie przygotowany dla rowerzystów w wyniku połączenia siły tutejszych gmin, a sfinansowany został z funduszy Unii Europejskiej.
Robi się naprawdę upalnie i takie mają być dwa dni. Właśnie sobie zdałem sprawę, że wypad w te strony, do chłodnych lasów blisko morza to najlepsza decyzja na taki gorąc.

Jadąc napawałem się pięknem natury. Proste, utwardzone leśne ścieżki dają możliwość bezpiecznej jazdy i rozglądania się we wszystkie strony.
Od czasu do czasu zatrzymywałem się na krótką przerwę. Na trasie utworzonych jest sporo specjalnych miejsc na odpoczynek dla rowerowych turystów.


Dotarłem na plażę w Jantarze. To jedno z popularniejszych miast Mierzei Wiślanej.
Słynie z pięknej plaży, na której stoją wciągnięte kutry rybackie. Turyści bardzo upodobali sobie piękno tego miejsca i w sezonie letnim jest przepełnione ludźmi. Nad plażą znajdują się sklepiki i budki z żywnością.

Na plażach, nie tylko tutaj spotkać można szałasy wybudowane przez chcących spać blisko morskich fal turystów.


W lasach przyroda żyje swoim życiem. Jeśli dobrze się przypatrzysz, to zobaczysz leśne żuki i ptaki.
W Jantarze mieści się stajnia koni i czasem plażą kłusem gnają konie.



Piękno tej małej nadmorskiej miejscowości, kontrastuje z jednym z najtragiczniejszych rozdziałów naszej historii – obozem koncentracyjnym Stutthof.
Gdy zatrzymałem rower przed bramą z napisem "Stutthof", poczułem dziwną mieszaninę emocji. Tu historia nie jest tylko zapisaną kartą w podręczniku. Tu historia oddycha, choć tak wielu straciło tu swoje ostatnie tchnienie. Pozostałości w obozie, które zwiedziłem przypominają o ludziach, którzy przeszli przez to piekło, często nie wiedząc, że droga powrotna do domu nigdy już nie nadejdzie.

Stutthof przypomina o naszej ludzkiej kruchości. O tym, jak łatwo jest zapomnieć o empatii, współczuciu, o tym, co najważniejsze. A rower? Dla mnie, tego dnia, przestał być tylko narzędziem do podróżowania. Stał się środkiem, który przewiózł mnie przez lekcję, jakiej nigdy nie zapomnę.


To muzeum nie jest typowym obiektem, gdzie eksponaty czekają na turystów. Tu każdy krok jest przypomnieniem o tym, co się wydarzyło. Budynki, które przetrwały – baraki, komory gazowe, krematorium – stoją w niemal nienaruszonym stanie, tak jakby czas nie mógł ich dotknąć.
.
Na terenie obozu znajduje się kilkanaście obiektów, które można zwiedzać. W barakach zgromadzono przedmioty codziennego użytku więźniów, ich ubrania, zdjęcia i listy. Czasami patrząc na te rzeczy, trudno sobie wyobrazić, że należały do ludzi, którzy jeszcze niedawno żyli normalnym życiem. W muzeum są też obszerne wystawy multimedialne, które pomagają zrozumieć kontekst historyczny, jednak mimo technologii, największe wrażenie robi sama przestrzeń. Obozowy plac, pusty i cichy, nadal emanuje niepokojem, mimo upływu dekad.

Ważnym elementem muzeum jest Pomnik Ofiar, którego monumentalność przypomina, że cierpienie tysięcy ludzi nie może zostać zepchnięte w zapomnienie. To miejsce, gdzie odbywają się oficjalne uroczystości upamiętniające, ale także miejsce, gdzie każdy może się zatrzymać i oddać cześć ofiarom w ciszy.

Będąc na wysokości tej miejscowości odbiłem na dobrą rybę w tutejszej knajpie.
Restauracja ,,U Basi" zadowoliła moje podniebienie w 100%. Podano mi przepysznego Dorsza, a nim go zrobiono, ochłodziłem się zimnym piwkiem.
Żyć nie umierać.


Ruszyłem dalej, wracając do lasu. Niedługo potem dojechałem do słynnego Przekopu Wisły, który jest za Kątami Rybackimi. Wyjeżdżając z lasu można zatrzymać się na punkcie widokowym i zobaczyć całą infrastrukturę tego miejsca z dobrej perspektywy. Projekt robi wrażenie.


Po krótkiej przerwie na punkcie widokowym przy Przekopie Mierzei ruszyłem dalej.
Jadąc jakiś czas lasami, dojechałęm do jednego z najpiękniejszych fragmentów szlaku
rowerowego.
Przed Krynicą Morską, tuż przy brzegu morza, na wysokości kilkunastu metrów wiedzie
piękny odcinek trasy.

Widoki na morze z tej perspektywy są niepowtarzalne. Po prawej ciągle mamy lasy. Tutaj teren jest bardziej zmienny i jest więcej podjazdów.


To jest niesamowita część przejażdżki. Byłem bardzo podekscytowany pięknem tych stron.
W planach mamy zobaczyć Latarnię Morską w Krynicy Morskiej, do której
właśnie co dojechłem odbijając z leśnej ścieżki do głównej ulicy miasta.
Pracując kiedyś w jednym z sanatoriów na Mierzej Wiślanej robiłem małe rowerowe wypady w
te strony.
Latarnia, którą kiedyś zwiedziłem była zamknięta i właściwie, to myślałem, że jest
wyłączona ze zwiedzania.
Gdy w końcu dojechałem na miejsce, okazało się, że można wejść na szczyt latarni i podziwiać
okolicę!


Po krótkim spacerze po schodach wszedłem na samą górze. Moim oczom ukazała się w oddali Wysoczyzna Elbląska. Bez trudu dało się dojrzeć Frombork i Tolkmicko.
Przede mną rozpościerał się widok na kolorowe zabudowania Krynicy Morskiej z tutejszym portem, a odwracając się wreszcie o 180 stopni nacieszyłem oczy Morzem Bałtyckim i widokiem na Mierzeję Wiślaną w całej okazałości, jak z lotu ptaka.

Schodząc z powrotem na dół udało mi się zdobyć ostatni Paszport Miłośnika Latarń Morskich! Pan za kasą najpierw powiedział, że nie ma niestety książeczek, na co odparłem, że trochę słabo, bo przecież sezon rowerowy już od dawna. Wtedy przeszukał szuflady i znalazł ostatnią skrytą pod papierami książeczkę he he.


Książeczka służy do zbierania stempli w odwiedzonych jak tej latarni. Myślę, że to dodatkowa motywacja do zobaczenia reszty Latarń. Za uzbieranie wszystkich stempli można otrzymać odznakę.
W wolnym czasie napiszę o tym coś więcej na blogu.
Za Krynicą jest ciekawe miejsce, które już kiedyś odwiedziłem. Kilka kilometrów za miastem stanąłem na parkingu i pieszo poszedłem do góry po wielkiej wydmie.
Z Krynicy Morskiej można popłynąć na drugą stronę Zalewu Wiślanego do Fromborka lub Tolkmicka.
Może to być świetne urozmaicenie wycieczki, bo po tamtej stronie jest przepięknie.
Byłem tam kiedyś i opisałem moje wrażenia TUTAJ
To jedno z wielu miejsc na tej trasie, gdzie warto zejść z siodełka i podejść pieszo.
Wielbłądzi Garb to wydma i to nie byle jaka. Jest to najwyższy punkt Mierzei Wiślanej i najwyższa wydma w Europie.
To jedyne naturalne miejsce, z którego widać Morze Bałtyckie i Zalew Wiślany.


Podobnie jak z góry latarni morskiej i tutaj popatrzeć można na dwa zbiorniki wodne. Sceneria jest ograniczona koronami drzew, które zasłaniają część widoków. Jednak w niczym to nie przeszkadza.


Zbliżyłem się do miejscowości, w której będę dziś nocować w namiocie. Ilość turystów na rowerach widocznie się zmniejszyła. Ścieżki odchodzące od R10 są już dzikie i bardzo piaszczyste. Do pokonania raczej tylko pieszo.

W końcu dojechałem do najdalej wysuniętej miejscowości, którą są Piaski. W sezonie miejscowość jest licznie odwiedzana. To też nie jest jakaś zabita dechami dziura, tylko ładna mieścinka. Są tu sklepy, kemping. Byłem pozytywnie zaskoczony.
W planach tej wycieczki było nocowanie w tej miejscowości. Docelowy kemping znalazłem szybko, zjeżdżając z R10 do miasta.
Po jakimś czasie rozłożyłem namiot na miękkiej trawie.
Postanowiłem przejść się do samej granicy z Federacją Rosyjską. To 5 kilometrów spacerku, który przeszliśmy plażą. Nie brakowało tu turystów szukających bursztynu.

Po sympatycznym spacerze, moczyłem się w morzu (do pasa, bo zimno). Doszedłem do granicy Unii Europejskiej.


Ten niesamowity i bogaty w atrakcje dzień zakończył się przępieknym, nie zmąconym przez chmury zachodem Słońca. Czy można chcieć czegoś więcej? Jestem szczęśliwy ;-)


Po uzupełnieniu prowiantu w okolicznym sklepie wróciłem do namiotu. To była spokojna noc. Nawet dziki, przed którymi ostrzegał nas sam właściciel pola kempingowego (,,przychodzą, ale po jedzenie, nie po ludzi"), nie przyszły.
Następnego ranka ruszyłem z powrotem w kierunku do Mikoszewa, ponownie ciesząc się urokami Mierzei Wiślanej.
Po paru godzinach byłem już w aucie.
Mierzeja Wiślana zachwyciła mnie pięknymi widokami. Mamy tu nieprzebrane lasy, które przejeżdżamy specjalnie utworzonymi ścieżkami dla rowerzystów. Ogrom plaż, dzikich i strzeżonych, to nieskończone możliwości na urozmaicenie wycieczki.
Pełno tu knajp, gdzie zjemy dobre jedzenie. Każda z małych miejscowości ma jakąś swoją historię i kilka miejsc, do których warto zajrzeć.
Mierzeja Wiślana to kraina, którą chciałem od dawna zrelacjonować i bardzo cieszę się, że miałem idealne warunki, by przeżyć tu wyjątkowe chwile.