Jedna z najpopularniejszych tras rowerowych w Polsce. Przymierzałem się do niej od lat, ale odkładałem na rzecz innych wycieczek. Ostatecznie wybrałem ją zamiast Tatr w 2023 roku.

Relacja dotyczy trasy ze Świnoujścia do Helu – w sumie 4 wyjazdów połączonych w całość.

Wyprawa nie była łatwa – pogoda nad morzem bywa kapryśna, a ja nie lubię pośpiechu, bo wtedy można przegapić piękne miejsca.

Bywało, że wiatr odwracał się o 180 stopni i w środku czerwca jechałem w polaru i długich spodniach.

Trudny jest też sam dojazd – z Gdańska nie ma bezpośredniego pociągu do Świnoujścia, a miejsc na rowery często brak.

Do tego dochodzą ceny noclegów w sezonie – bywają wysokie, a wolnych miejsc może nie być. Wtedy pozostaje zmiana planów lub namiot.

Jedna z najpopularniejszych tras rowerowych w Polsce. Przymierzałem się do niej od lat. W bardzo aktywnych turystycznie latach 2020–2021 wielokrotnie odkładałem tę wycieczkę na rzecz innych tras – w głębi kraju lub za granicą. O mało co nie pojechałem w 2023 roku, ale ostatecznie wybrałem wypad w Tatry. Pewnie gdybym nie mieszkał nad morzem, jeszcze bardziej ciągnęłoby mnie nad Bałtyk.

Ta relacja dotyczy trasy ze Świnoujścia do Helu. W sumie cały dystans wycieczki to zlepek 4 wycieczek, które odbyłem w różnym czasie

Wyprawa tym szlakiem sprawiła mi trudności. Po pierwsze trudno jest liczyć na to, że cały przejazd nad morzem będzie w czasie ładnej pogody. Może komuś się udało jeśli po prostu pędził rowerem przed siebie pokonując trasę w 2-3 dni. Rowerowy Odkrywca odkrywa i pośpiech jest niewskazany, by nie przegapić pięknych miejsc.

Po drugie – pogoda potrafi zmienić się dosłownie na kilka dni przed wyjazdem. Tak właśnie było z pierwszą, zaplanowaną częścią wycieczki. W skrócie: wiatr odwrócił się o 180 stopni i, proszę Państwa, w środku czerwca cały dzień jechałem w czarnym polarze i długich spodniach, z lodowatym wiatrem prosto w twarz.

Trzecim problemem jest dojazd. Z Gdańska do Świnoujścia połączenia bezpośredniego pociągiem nie ma. Trzeba też liczyć się z tym, że liczba miejsc na rowery jest ograniczona i może się okazać, że chcąc kupić trasę na w przód o 2 tygodnie biletów już nie będzie.

Po czwarte – ceny noclegów w sezonie potrafią być bardzo wysokie, albo miejsc po prostu może nie być. Jeśli więc zaplanujecie trasę z punktu A do punktu B – dajmy na to 100 km – może się okazać, że w danym miejscu nie znajdziecie noclegu i trzeba będzie skrócić lub wydłużyć trasę o 20 km. Pozostaje jeszcze opcja spania w namiocie.

Zwiedzając R-10 spałem pod namiotem, nocowałem w pensjonatach, czy też podjechałem z Gdańska autem i zrobiłem rundę, jak również przyjechałem na Hel z Gdańska.

To jeden z dłuższych wpisów. Starałem się go uszczuplić jak najmocniej. Tę relację najlepiej jest przeglądać na komputerze.

Statystyki wycieczki

Łączny czas podróży 10 dni
Łączny dystans 818 km
Czas poszczególnych części 3 dni 3 dni 1 dzień 1 dzień 2 dni
Trasa Świnoujście - Mielno Mielno - Łeba Łeba - Władysławowo Gdańsk - Hel Gdańsk - Piaski
Dystans trasy 185 km 235 km 65 km 223 km 110 km
Poziom trudności trasy łatwa średnia łatwa łatwa łatwa
Sposób transportu na miejsce pociągiem do Świnoujścia pociągiem do Koszalina autem do Gniewina rowerem z Gdańska rowerem z Gdańska
Nocleg pod namiotem w pensjonatach bez noclegu bez noclegu pod namiotem
Nawierzchnia ścieżka rowerowa lub utwardzona leśna ścieżka
Preferowany typ roweru MTB, Cross, E-bike, Gravel

Początek wycieczki - Świnoujście

To był pięknie zapowiadający się weekend w całej Polsce. Na kilka dni przed wyjazdem obudziłem się pewnego ranka z myślą, że tak właściwie to odłożyłem na ostatnią chwilę zarezerwowanie noclegu. Niby sprawdzałem booking, czy nawet olxy. Niby ofert było jeszcze trochę, ale pomyślałem, że zrobię to później. Przyszło później i okazało się, że w promieniu 100 km od Świnoujścia nie ma żadnego noclegu. Nie zastanawiałem się długo i podjąłem decyzję o tym, że będę spał pod namiotem. Campingów nad morzem jak mrówków. Jedna sakwa była na namiot ze śpiworem, a druga na ubrania na zmianę i jakiś asortyment.

Planowałem weekend nad morzem, ale zbyt późno zabrałem się za rezerwację. W promieniu 100 km od Świnoujścia nie było już noclegów, więc zdecydowałem się spać pod namiotem. Jedna sakwa poszła na namiot i śpiwór, druga na ubrania i drobiazgi.

Pokaż filmik

Dojazd z Gdańska do Świnoujścia był bezproblemowy. Przesiadka była w Szczecinie, z krótkim opóźnieniem, ale nie było żadnych problemów. W czasie jazdy zająłem się jakimiś niedomkniętymi sprawami związanymi z pracą oraz zacząłem robić mał reserach pierwszego noclegu, który przypadał na okolice Międzyzdroje. Tego dnia na miejscu byłem dopiero o 15-stej. Chcąc jeszcze pozwiedzać Świnoujście wiedziałem, że jakiś dalekich dystansów robić nie będę i nie chcę. Znalazłem Camping z dobrymi ocenami i śmieszną nazwą, która mnie bawi do dziś - Forest Camp ; D.

Podróż z Gdańska do Świnoujścia przebiegła bez problemów, z przesiadką w Szczecinie. Po przyjeździe o 15:00 zdecydowałem się zostać w Świnoujściu, znaleźć camping i pozwiedzać miasto. Nocleg wybrałem w miejscu o zabawnej nazwie – Forest Camp.

Od razu po wyjściu z pociągu trochę z automatu ruszyłem za innymi wprost do przeprawy promowej, która jest przy samym dworcu. Chwilę trzerba było czekać, ale prom, który widać na filmiku już się zbliżał. Miałem właśnie w planach zwiedzić zachodnią część miasta.

Po wyjściu z pociągu poszedłem za innymi do przeprawy promowej przy dworcu. Po krótkim oczekiwaniu prom przypłynął, a ja ruszyłem zwiedzać zachodnią część Świnoujścia.


Szlak R10
Pokaż filmik

Po przeprawie promowej znalazłem się już na drugim brzegu w Świnoujściu. Od razu ruszyłem w stronę morza, a pierwszym punktem na trasie był Fort Anioła. Zatrzymałem się tam na chwilę – wszedłem na teren, obeszłem kawałek i przyznam, że faktycznie ma coś wspólnego z Zamkiem Anioła w Rzymie, tym przy Watykanie. Nie miałem jednak zbyt dużo czasu, więc odpuściłem dokładne zwiedzanie i ruszyłem dalej.

W okolicach Fortu Zachodniego odbiłem już w stronę morza i od tego momentu praktycznie równolegle do linii brzegowej kierowałem się na zachód. W ten sposób dotarłem na promenadę w Świnoujściu – i muszę powiedzieć, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jest naprawdę długa, pełna restauracji, sklepów i wszelkich atrakcji. Wszystko ładnie zorganizowane, a do tego panuje tam przyjemna atmosfera – idealne miejsce na odpoczynek, spacer czy krótką przerwę w trasie.

Dojeżdżając do samego końca promenady znalazłem się przy przejściu granicznym Świnoujście – Ahlbeck. To bardzo symboliczne miejsce, bo tutaj można swobodnie przekroczyć granicę – pieszo albo rowerem – bez żadnych kontroli. Ot, taki mały spacer między krajami, który robi niesamowite wrażenie.

Tuż obok znajduje się też punkt, który jest najdalej na północny-zachód wysuniętym miejscem Polski. Granica biegnie tędy w bardzo naturalny sposób, właściwie niezauważalnie, choć wprawne oko dostrzeże charakterystyczne słupki i ścieżkę prowadzącą wzdłuż Promenady Europa.

Całość robi świetne wrażenie, bo pokazuje, jak blisko siebie jesteśmy. Świnoujście i niemieckie uzdrowiska na wyspie Uznam łączy wspólna sieć ścieżek rowerowych, a co więcej – powstała tu najdłuższa w Europie transgraniczna trasa pieszo-rowerowa. Dzięki temu można naprawdę komfortowo i bez żadnych przeszkód eksplorować niemiecką część wyspy. To jeden z tych momentów, w których czuje się, że rower daje pełną wolność i swobodę odkrywania.

Po krótkim postoju zawróciłem, ale tym razem inną drogą, aby znowu dotrzeć do przeprawy promowej. Tam czekała już na mnie kolejna część przygody – kierunek: latarnia morska w Świnoujściu.

Po raz kolejny przeprawiłem się promem na drugi brzeg. Tym razem szczęście mi dopisało, bo kiedy dojeżdżałem do przeprawy, prom akurat czekał po tej samej stronie i mogłem od razu wjechać na pokład.

Z drugiej strony ruszyłem w kierunku latarni morskiej, którą już wcześniej widziałem z oddali, jadąc zachodnią stroną. To miała być kolejna atrakcja na trasie, ale szybko okazało się, że będzie inaczej niż się spodziewałem.

Latarnia morska w Świnoujściu – rozczarowanie i ciekawość

Latarnia w Świnoujściu była pierwszą na mojej trasie, do której nie można nawet podjechać. Droga została zablokowana, a stare znaki prowadzące w stronę latarni były przekreślone. Kiedy dotarłem najbliżej, czyli w okolice terenu stoczni, zobaczyłem ogrodzenie i wyraźną tablicę z zakazem wstępu. Nie pozostało nic innego, jak zawrócić.

Trochę mnie to rozczarowało, bo z daleka latarnia prezentuje się naprawdę okazale i szkoda, że nie można jej zobaczyć z bliska. W miejscu, gdzie kończyła się droga, był też znak R10, który kierował w prawo, w stronę lasu i dalej w kierunku Międzyzdrojów.

Szkoda tym większa, że to przecież nie byle jaka latarnia – Świnoujście może się pochwalić najwyższą ceglaną latarnią morską na świecie. Ma aż 68 metrów wysokości, a jej światło widać z ponad 40 kilometrów. Została zbudowana w połowie XIX wieku i do dziś pełni swoją funkcję, będąc jednocześnie jednym z symboli miasta.

Cały czas zastanawiałem się, dlaczego właściwie ten dojazd jest zamknięty. Czy to kwestia bezpieczeństwa ze względu na stocznię i wojsko, czy może chodzi o coś innego, np. ochronę strategicznych obiektów przed ewentualnym wywiadem? Tak czy inaczej, pozostaje pewien niedosyt – ale też ciekawość, bo latarnia w Świnoujściu to miejsce wyjątkowe, które zdecydowanie zasługuje na bliższe poznanie.

Po przeprawie promowej ruszyłem w stronę morza i odwiedziłem Fort Anioła, a potem promenadę w Świnoujściu, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Dojechałem aż do granicy z Niemcami przy Ahlbeck – miejsce symboliczne, z najdalej na północny zachód wysuniętym punktem Polski i transgraniczną trasą pieszo-rowerową.

Po krótkim postoju wróciłem inną drogą na prom i skierowałem się do latarni morskiej w Świnoujściu. Niestety okazało się, że nie można do niej podjechać – teren jest zamknięty i ogrodzony. To spore rozczarowanie, bo latarnia jest najwyższą ceglaną na świecie (68 m), a jej światło widać z ponad 40 km. Zastanawiałem się, czy zamknięcie ma związek ze stocznią i wojskiem, czy z ochroną strategiczną.


Las międzyzdrojski – bunkry i leśne ścieżki

Szlak R10
Szlak R10

Tak więc, gdy „pocałowałem klamkę” dojazdu do latarni morskiej, nie pozostało mi nic innego, jak ruszyć dalej zgodnie ze znakiem R10. W miejscu, gdzie kończyła się droga i stało ogrodzenie, trasa wskazywała kierunek na wschód – i tam właśnie skręciłem.

Wjechałem do pięknego, dużego lasu międzyzdrojskiego. Na początku prowadziła mnie dość wyboista, kamienista ścieżka, która trochę podskakiwała pod kołami, ale z każdym kilometrem teren stawał się coraz bardziej przyjazny. Mimo wszystko jechało się świetnie – czuło się ten leśny klimat, zapach drzew i cień, który dawał odpoczynek od słońca.

Po drodze mijałem różne pozostałości z dawnych lat – między innymi bunkry i umocnienia, które skrywały się między drzewami. Niektóre wyglądały jak dawno opuszczone strażnice, inne porastał już mech i krzaki. Mam wrażenie, że gdyby zrobić tu dłuższą pieszą lub rowerową wyprawę, można by odkryć jeszcze więcej takich militarnych śladów – ukrytych w sercu lasu i trochę zapomnianych przez czas.

Po nieudanym podejściu do latarni ruszyłem dalej zgodnie ze znakiem R10, kierując się na wschód.

Wjechałem do dużego lasu międzyzdrojskiego – początkowo ścieżka była wyboista i kamienista, ale dalej jechało się przyjemniej, w cieniu drzew i z zapachem lasu.

Po drodze mijałem bunkry i dawne umocnienia, częściowo zarośnięte i zapomniane, które przypominały o historii tego miejsca.


W cieniu lasu – chwila wytchnienia od upału

Szlak R10
Szlak R10

Lasem jechało się później naprawdę przyjemnie. Ścieżki często były proste, prowadzące w samym sercu zieleni, gdzie człowiek mógł zapomnieć, że jeszcze chwilę temu był blisko miasta i gwaru.

W pewnym momencie przytrafiła mi się mała „atrakcja” – drogę przede mną przecięło stado dzików. Na szczęście wolały iść swoją drogą, a dla mnie była to okazja, by na chwilę się zatrzymać i złapać parę pamiątkowych zdjęć. Takie spotkania z naturą dodają wycieczce zupełnie innego wymiaru – przypominają, że to nie tylko asfalt i oznakowania szlaku, ale też żywy las z całą swoją dziką fauną.

Ten odcinek był tym bardziej przyjemny, że piątkowy dzień okazał się wyjątkowo upalny. W takich warunkach jazda zacienionymi ścieżkami z lekkim, przyjaznym wiatrem była idealnym rozwiązaniem. Czułem, że mogę spokojnie przemierzać te nieprzebrane lasy, nie męcząc się tak bardzo, jak na otwartej przestrzeni.

Jazda przez las była bardzo przyjemna – proste ścieżki prowadziły w samym sercu zieleni, z dala od miejskiego zgiełku.

Po drodze spotkałem stado dzików, które spokojnie przeszły swoją drogą. Dla mnie była to okazja, by zrobić kilka zdjęć i poczuć bliskość dzikiej natury.

Upalny dzień sprawiał, że cień drzew i lekki wiatr tworzyły idealne warunki do dalszej jazdy bez większego zmęczenia.


„Las, morze i namiot”

Pokaż filmik

Nieśpiesznie przemierzając malownicze lasy i delektując się każdym fragmentem okolicznej przyrody, w końcu dotarłem do Międzyzdrojów. Tam już wcześniej, jeszcze jadąc pociągiem, zarezerwowałem sobie miejsce pod namiot. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo na samym kempingu sytuacja wyglądała dość dramatycznie – w kolejce do recepcji stało sporo osób. W pewnym momencie jedna z pracownic wyszła na zewnątrz i ogłosiła, że jeśli ktoś w kolejce chciałby zarejestrować nocleg pod namiot, niestety miejsc już brak. Na szczęście mogłem od razu pochwalić się, że mam wcześniej wykupioną rezerwację – i tym sposobem uniknąłem stresu, że nie znajdę miejsca na noc.

Pracownica od razu zaprowadziła mnie na przydzielony teren, pokazała, gdzie mogę rozbić namiot, wśród innych kempingowiczów. Wtedy dotarło do mnie, że właściwie otacza mnie setki osób, które tej nocy również będą spać pod gołym niebem – w namiotach, przyczepach czy w większych kempingach. Na początku trochę mnie to przeraziło – pomyślałem sobie: „Jak będzie głośno przy tylu ludziach?” – bo na terenie tego kempingu śmiało można by doliczyć się nawet tysiąca osób. Na szczęście moje obawy okazały się niepotrzebne – ludzie zachowywali się spokojnie, a muzyka nie grała długo ani głośno.

Od razu rozłożyłem namiot na miękkiej trawie, gdzie miałem sporo miejsca tylko dla siebie. Przepakowałem rzeczy, ogarnąłem wszystko i wróciłem do recepcji, żeby opłacić nocleg. Cena była bardzo przystępna, wyniosło mnie to około 50 zł, więc byłem zadowolony, że wszystko tak sprawnie się udało.

Jeszcze zdążyłem wybrać się na krótką wycieczkę nad pobliską plażę i zanurzyć się w morzu. Woda nie była wcale zimna – miała jakieś 19 stopni, więc kąpiel była naprawdę przyjemna. Po tym wszystkim wróciłem na kemping i resztę dnia spędziłem już w swoim namiocie, ciesząc się spokojem i letnim klimatem nad Bałtykiem.

Dotarłem do Międzyzdrojów, gdzie dzięki wcześniejszej rezerwacji uniknąłem problemu z brakiem miejsc na kempingu – wielu czekającym w kolejce odmówiono noclegu.

Rozbiłem namiot na wyznaczonym terenie wśród setek innych turystów. Początkowo obawiałem się hałasu, ale atmosfera była spokojna i przyjazna.

Nocleg kosztował tylko 50 zł, a po rozpakowaniu rzeczy wybrałem się jeszcze na plażę. Kąpiel w morzu okazała się świetnym zakończeniem dnia.

Szlak R10

Dalsza część wpisu na drugiej stronie

Rowerowy Szlak R10

Jedna z najpopularniejszych tras rowerowych w Polsce. Przymierzałem się do niej od lat, ale odkładałem na rzecz innych wycieczek. Ostatecznie wybrałem ją zamiast Tatr w 2023 roku.

Relacja dotyczy trasy ze Świnoujścia do Helu – w sumie 4 wyjazdów połączonych w całość.

Wyprawa nie była łatwa – pogoda nad morzem bywa kapryśna, a ja nie lubię pośpiechu, bo wtedy można przegapić piękne miejsca.

Bywało, że wiatr odwracał się o 180 stopni i w środku czerwca jechałem w polaru i długich spodniach.

Trudny jest też sam dojazd – z Gdańska nie ma bezpośredniego pociągu do Świnoujścia, a miejsc na rowery często brak.

Do tego dochodzą ceny noclegów w sezonie – bywają wysokie, a wolnych miejsc może nie być. Wtedy pozostaje zmiana planów lub namiot.

Jedna z najpopularniejszych tras rowerowych w Polsce. Przymierzałem się do niej od lat. W bardzo aktywnych turystycznie latach 2020–2021 wielokrotnie odkładałem tę wycieczkę na rzecz innych tras – w głębi kraju lub za granicą. O mało co nie pojechałem w 2023 roku, ale ostatecznie wybrałem wypad w Tatry. Pewnie gdybym nie mieszkał nad morzem, jeszcze bardziej ciągnęłoby mnie nad Bałtyk.

Ta relacja dotyczy trasy ze Świnoujścia do Helu. W sumie cały dystans wycieczki to zlepek 4 wycieczek, które odbyłem w różnym czasie

Wyprawa tym szlakiem sprawiła mi trudności. Po pierwsze trudno jest liczyć na to, że cały przejazd nad morzem będzie w czasie ładnej pogody. Może komuś się udało jeśli po prostu pędził rowerem przed siebie pokonując trasę w 2-3 dni. Rowerowy Odkrywca odkrywa i pośpiech jest niewskazany, by nie przegapić pięknych miejsc.

Po drugie – pogoda potrafi zmienić się dosłownie na kilka dni przed wyjazdem. Tak właśnie było z pierwszą, zaplanowaną częścią wycieczki. W skrócie: wiatr odwrócił się o 180 stopni i, proszę Państwa, w środku czerwca cały dzień jechałem w czarnym polarze i długich spodniach, z lodowatym wiatrem prosto w twarz.

Trzecim problemem jest dojazd. Z Gdańska do Świnoujścia połączenia bezpośredniego pociągiem nie ma. Trzeba też liczyć się z tym, że liczba miejsc na rowery jest ograniczona i może się okazać, że chcąc kupić trasę na w przód o 2 tygodnie biletów już nie będzie.

Po czwarte – ceny noclegów w sezonie potrafią być bardzo wysokie, albo miejsc po prostu może nie być. Jeśli więc zaplanujecie trasę z punktu A do punktu B – dajmy na to 100 km – może się okazać, że w danym miejscu nie znajdziecie noclegu i trzeba będzie skrócić lub wydłużyć trasę o 20 km. Pozostaje jeszcze opcja spania w namiocie.

Zwiedzając R-10 spałem pod namiotem, nocowałem w pensjonatach, czy też podjechałem z Gdańska autem i zrobiłem rundę, jak również przyjechałem na Hel z Gdańska.

To jeden z dłuższych wpisów. Starałem się go uszczuplić jak najmocniej. Tę relację najlepiej jest przeglądać na komputerze.

Statystyki wycieczki

Łączny czas podróży 10 dni
Łączny dystans 818 km
Czas poszczególnych części 3 dni 3 dni 1 dzień 1 dzień 2 dni
Trasa Świnoujście - Mielno Mielno - Łeba Łeba - Władysławowo Gdańsk - Hel Gdańsk - Piaski
Dystans trasy 185 km 235 km 65 km 223 km 110 km
Poziom trudności trasy łatwa średnia łatwa łatwa łatwa
Sposób transportu na miejsce pociągiem do Świnoujścia pociągiem do Koszalina autem do Gniewina rowerem z Gdańska rowerem z Gdańska
Nocleg pod namiotem w pensjonatach bez noclegu bez noclegu pod namiotem
Nawierzchnia ścieżka rowerowa lub utwardzona leśna ścieżka
Preferowany typ roweru MTB, Cross, E-bike, Gravel

Początek wycieczki - Świnoujście

To był pięknie zapowiadający się weekend w całej Polsce. Na kilka dni przed wyjazdem obudziłem się pewnego ranka z myślą, że tak właściwie to odłożyłem na ostatnią chwilę zarezerwowanie noclegu. Niby sprawdzałem booking, czy nawet olxy. Niby ofert było jeszcze trochę, ale pomyślałem, że zrobię to później. Przyszło później i okazało się, że w promieniu 100 km od Świnoujścia nie ma żadnego noclegu. Nie zastanawiałem się długo i podjąłem decyzję o tym, że będę spał pod namiotem. Campingów nad morzem jak mrówków. Jedna sakwa była na namiot ze śpiworem, a druga na ubrania na zmianę i jakiś asortyment.

Planowałem weekend nad morzem, ale zbyt późno zabrałem się za rezerwację. W promieniu 100 km od Świnoujścia nie było już noclegów, więc zdecydowałem się spać pod namiotem. Jedna sakwa poszła na namiot i śpiwór, druga na ubrania i drobiazgi.

Pokaż filmik

Dojazd z Gdańska do Świnoujścia był bezproblemowy. Przesiadka była w Szczecinie, z krótkim opóźnieniem, ale nie było żadnych problemów. W czasie jazdy zająłem się jakimiś niedomkniętymi sprawami związanymi z pracą oraz zacząłem robić mał reserach pierwszego noclegu, który przypadał na okolice Międzyzdroje. Tego dnia na miejscu byłem dopiero o 15-stej. Chcąc jeszcze pozwiedzać Świnoujście wiedziałem, że jakiś dalekich dystansów robić nie będę i nie chcę. Znalazłem Camping z dobrymi ocenami i śmieszną nazwą, która mnie bawi do dziś - Forest Camp ; D.

Podróż z Gdańska do Świnoujścia przebiegła bez problemów, z przesiadką w Szczecinie. Po przyjeździe o 15:00 zdecydowałem się zostać w Świnoujściu, znaleźć camping i pozwiedzać miasto. Nocleg wybrałem w miejscu o zabawnej nazwie – Forest Camp.

Od razu po wyjściu z pociągu trochę z automatu ruszyłem za innymi wprost do przeprawy promowej, która jest przy samym dworcu. Chwilę trzerba było czekać, ale prom, który widać na filmiku już się zbliżał. Miałem właśnie w planach zwiedzić zachodnią część miasta.

Po wyjściu z pociągu poszedłem za innymi do przeprawy promowej przy dworcu. Po krótkim oczekiwaniu prom przypłynął, a ja ruszyłem zwiedzać zachodnią część Świnoujścia.


Szlak R10
Pokaż filmik

Po przeprawie promowej znalazłem się już na drugim brzegu w Świnoujściu. Od razu ruszyłem w stronę morza, a pierwszym punktem na trasie był Fort Anioła. Zatrzymałem się tam na chwilę – wszedłem na teren, obeszłem kawałek i przyznam, że faktycznie ma coś wspólnego z Zamkiem Anioła w Rzymie, tym przy Watykanie. Nie miałem jednak zbyt dużo czasu, więc odpuściłem dokładne zwiedzanie i ruszyłem dalej.

W okolicach Fortu Zachodniego odbiłem już w stronę morza i od tego momentu praktycznie równolegle do linii brzegowej kierowałem się na zachód. W ten sposób dotarłem na promenadę w Świnoujściu – i muszę powiedzieć, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jest naprawdę długa, pełna restauracji, sklepów i wszelkich atrakcji. Wszystko ładnie zorganizowane, a do tego panuje tam przyjemna atmosfera – idealne miejsce na odpoczynek, spacer czy krótką przerwę w trasie.

Dojeżdżając do samego końca promenady znalazłem się przy przejściu granicznym Świnoujście – Ahlbeck. To bardzo symboliczne miejsce, bo tutaj można swobodnie przekroczyć granicę – pieszo albo rowerem – bez żadnych kontroli. Ot, taki mały spacer między krajami, który robi niesamowite wrażenie.

Tuż obok znajduje się też punkt, który jest najdalej na północny-zachód wysuniętym miejscem Polski. Granica biegnie tędy w bardzo naturalny sposób, właściwie niezauważalnie, choć wprawne oko dostrzeże charakterystyczne słupki i ścieżkę prowadzącą wzdłuż Promenady Europa.

Całość robi świetne wrażenie, bo pokazuje, jak blisko siebie jesteśmy. Świnoujście i niemieckie uzdrowiska na wyspie Uznam łączy wspólna sieć ścieżek rowerowych, a co więcej – powstała tu najdłuższa w Europie transgraniczna trasa pieszo-rowerowa. Dzięki temu można naprawdę komfortowo i bez żadnych przeszkód eksplorować niemiecką część wyspy. To jeden z tych momentów, w których czuje się, że rower daje pełną wolność i swobodę odkrywania.

Po krótkim postoju zawróciłem, ale tym razem inną drogą, aby znowu dotrzeć do przeprawy promowej. Tam czekała już na mnie kolejna część przygody – kierunek: latarnia morska w Świnoujściu.

Po raz kolejny przeprawiłem się promem na drugi brzeg. Tym razem szczęście mi dopisało, bo kiedy dojeżdżałem do przeprawy, prom akurat czekał po tej samej stronie i mogłem od razu wjechać na pokład.

Z drugiej strony ruszyłem w kierunku latarni morskiej, którą już wcześniej widziałem z oddali, jadąc zachodnią stroną. To miała być kolejna atrakcja na trasie, ale szybko okazało się, że będzie inaczej niż się spodziewałem.

Latarnia morska w Świnoujściu – rozczarowanie i ciekawość

Latarnia w Świnoujściu była pierwszą na mojej trasie, do której nie można nawet podjechać. Droga została zablokowana, a stare znaki prowadzące w stronę latarni były przekreślone. Kiedy dotarłem najbliżej, czyli w okolice terenu stoczni, zobaczyłem ogrodzenie i wyraźną tablicę z zakazem wstępu. Nie pozostało nic innego, jak zawrócić.

Trochę mnie to rozczarowało, bo z daleka latarnia prezentuje się naprawdę okazale i szkoda, że nie można jej zobaczyć z bliska. W miejscu, gdzie kończyła się droga, był też znak R10, który kierował w prawo, w stronę lasu i dalej w kierunku Międzyzdrojów.

Szkoda tym większa, że to przecież nie byle jaka latarnia – Świnoujście może się pochwalić najwyższą ceglaną latarnią morską na świecie. Ma aż 68 metrów wysokości, a jej światło widać z ponad 40 kilometrów. Została zbudowana w połowie XIX wieku i do dziś pełni swoją funkcję, będąc jednocześnie jednym z symboli miasta.

Cały czas zastanawiałem się, dlaczego właściwie ten dojazd jest zamknięty. Czy to kwestia bezpieczeństwa ze względu na stocznię i wojsko, czy może chodzi o coś innego, np. ochronę strategicznych obiektów przed ewentualnym wywiadem? Tak czy inaczej, pozostaje pewien niedosyt – ale też ciekawość, bo latarnia w Świnoujściu to miejsce wyjątkowe, które zdecydowanie zasługuje na bliższe poznanie.

Po przeprawie promowej ruszyłem w stronę morza i odwiedziłem Fort Anioła, a potem promenadę w Świnoujściu, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Dojechałem aż do granicy z Niemcami przy Ahlbeck – miejsce symboliczne, z najdalej na północny zachód wysuniętym punktem Polski i transgraniczną trasą pieszo-rowerową.

Po krótkim postoju wróciłem inną drogą na prom i skierowałem się do latarni morskiej w Świnoujściu. Niestety okazało się, że nie można do niej podjechać – teren jest zamknięty i ogrodzony. To spore rozczarowanie, bo latarnia jest najwyższą ceglaną na świecie (68 m), a jej światło widać z ponad 40 km. Zastanawiałem się, czy zamknięcie ma związek ze stocznią i wojskiem, czy z ochroną strategiczną.


Las międzyzdrojski – bunkry i leśne ścieżki

Szlak R10
Szlak R10

Tak więc, gdy „pocałowałem klamkę” dojazdu do latarni morskiej, nie pozostało mi nic innego, jak ruszyć dalej zgodnie ze znakiem R10. W miejscu, gdzie kończyła się droga i stało ogrodzenie, trasa wskazywała kierunek na wschód – i tam właśnie skręciłem.

Wjechałem do pięknego, dużego lasu międzyzdrojskiego. Na początku prowadziła mnie dość wyboista, kamienista ścieżka, która trochę podskakiwała pod kołami, ale z każdym kilometrem teren stawał się coraz bardziej przyjazny. Mimo wszystko jechało się świetnie – czuło się ten leśny klimat, zapach drzew i cień, który dawał odpoczynek od słońca.

Po drodze mijałem różne pozostałości z dawnych lat – między innymi bunkry i umocnienia, które skrywały się między drzewami. Niektóre wyglądały jak dawno opuszczone strażnice, inne porastał już mech i krzaki. Mam wrażenie, że gdyby zrobić tu dłuższą pieszą lub rowerową wyprawę, można by odkryć jeszcze więcej takich militarnych śladów – ukrytych w sercu lasu i trochę zapomnianych przez czas.

Po nieudanym podejściu do latarni ruszyłem dalej zgodnie ze znakiem R10, kierując się na wschód.

Wjechałem do dużego lasu międzyzdrojskiego – początkowo ścieżka była wyboista i kamienista, ale dalej jechało się przyjemniej, w cieniu drzew i z zapachem lasu.

Po drodze mijałem bunkry i dawne umocnienia, częściowo zarośnięte i zapomniane, które przypominały o historii tego miejsca.


W cieniu lasu – chwila wytchnienia od upału

Szlak R10
Szlak R10

Lasem jechało się później naprawdę przyjemnie. Ścieżki często były proste, prowadzące w samym sercu zieleni, gdzie człowiek mógł zapomnieć, że jeszcze chwilę temu był blisko miasta i gwaru.

W pewnym momencie przytrafiła mi się mała „atrakcja” – drogę przede mną przecięło stado dzików. Na szczęście wolały iść swoją drogą, a dla mnie była to okazja, by na chwilę się zatrzymać i złapać parę pamiątkowych zdjęć. Takie spotkania z naturą dodają wycieczce zupełnie innego wymiaru – przypominają, że to nie tylko asfalt i oznakowania szlaku, ale też żywy las z całą swoją dziką fauną.

Ten odcinek był tym bardziej przyjemny, że piątkowy dzień okazał się wyjątkowo upalny. W takich warunkach jazda zacienionymi ścieżkami z lekkim, przyjaznym wiatrem była idealnym rozwiązaniem. Czułem, że mogę spokojnie przemierzać te nieprzebrane lasy, nie męcząc się tak bardzo, jak na otwartej przestrzeni.

Jazda przez las była bardzo przyjemna – proste ścieżki prowadziły w samym sercu zieleni, z dala od miejskiego zgiełku.

Po drodze spotkałem stado dzików, które spokojnie przeszły swoją drogą. Dla mnie była to okazja, by zrobić kilka zdjęć i poczuć bliskość dzikiej natury.

Upalny dzień sprawiał, że cień drzew i lekki wiatr tworzyły idealne warunki do dalszej jazdy bez większego zmęczenia.


„Las, morze i namiot”

Pokaż filmik

Nieśpiesznie przemierzając malownicze lasy i delektując się każdym fragmentem okolicznej przyrody, w końcu dotarłem do Międzyzdrojów. Tam już wcześniej, jeszcze jadąc pociągiem, zarezerwowałem sobie miejsce pod namiot. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo na samym kempingu sytuacja wyglądała dość dramatycznie – w kolejce do recepcji stało sporo osób. W pewnym momencie jedna z pracownic wyszła na zewnątrz i ogłosiła, że jeśli ktoś w kolejce chciałby zarejestrować nocleg pod namiot, niestety miejsc już brak. Na szczęście mogłem od razu pochwalić się, że mam wcześniej wykupioną rezerwację – i tym sposobem uniknąłem stresu, że nie znajdę miejsca na noc.

Pracownica od razu zaprowadziła mnie na przydzielony teren, pokazała, gdzie mogę rozbić namiot, wśród innych kempingowiczów. Wtedy dotarło do mnie, że właściwie otacza mnie setki osób, które tej nocy również będą spać pod gołym niebem – w namiotach, przyczepach czy w większych kempingach. Na początku trochę mnie to przeraziło – pomyślałem sobie: „Jak będzie głośno przy tylu ludziach?” – bo na terenie tego kempingu śmiało można by doliczyć się nawet tysiąca osób. Na szczęście moje obawy okazały się niepotrzebne – ludzie zachowywali się spokojnie, a muzyka nie grała długo ani głośno.

Od razu rozłożyłem namiot na miękkiej trawie, gdzie miałem sporo miejsca tylko dla siebie. Przepakowałem rzeczy, ogarnąłem wszystko i wróciłem do recepcji, żeby opłacić nocleg. Cena była bardzo przystępna, wyniosło mnie to około 50 zł, więc byłem zadowolony, że wszystko tak sprawnie się udało.

Jeszcze zdążyłem wybrać się na krótką wycieczkę nad pobliską plażę i zanurzyć się w morzu. Woda nie była wcale zimna – miała jakieś 19 stopni, więc kąpiel była naprawdę przyjemna. Po tym wszystkim wróciłem na kemping i resztę dnia spędziłem już w swoim namiocie, ciesząc się spokojem i letnim klimatem nad Bałtykiem.

Dotarłem do Międzyzdrojów, gdzie dzięki wcześniejszej rezerwacji uniknąłem problemu z brakiem miejsc na kempingu – wielu czekającym w kolejce odmówiono noclegu.

Rozbiłem namiot na wyznaczonym terenie wśród setek innych turystów. Początkowo obawiałem się hałasu, ale atmosfera była spokojna i przyjazna.

Nocleg kosztował tylko 50 zł, a po rozpakowaniu rzeczy wybrałem się jeszcze na plażę. Kąpiel w morzu okazała się świetnym zakończeniem dnia.

Szlak R10

Dalsza część wpisu na drugiej stronie