Nim zacząłem przemierzać rzymskie ulice, musiałem się tam w ogóle dostać. Zabrałem więc swój rower i wyruszyłem w podróż, której celem było Wieczne Miasto.

Lot do Włoch

Dzień transportu do Włoch okazał się prawdziwym logistycznym wyzwaniem. Harmonogram był niezwykle napięty – najpierw czekała mnie podróż pociągiem z Gdańska do Warszawy.

Po dotarciu do stolicy musiałem przesiąść się na rower i samodzielnie dojechać na Lotnisko Chopina, by na koniec dnia – już w słonecznych Włoszech – pokonać jeszcze trasę z portu im. Leonarda da Vinci prosto do hotelu.

Pociąg w Gdańsku podstawił się punktualnie, co nastroiło mnie optymistycznie. Bez zbędnych komplikacji ulokowałem mój rower w wyznaczonym przedziale i zająłem fotel przy oknie.

Pogoda dopisała, a krajobrazy za szybą przesuwały się kojąco – podróż mijała szybko i wyjątkowo przyjemnie. Nie ukrywam, mam słabość do kolei.

Warszawa powitała mnie popołudniowym słońcem. Do odlotu pozostało jeszcze pięć godzin, co było zbawiennym zapasem czasu. Idealnie – mogłem spokojnie dotrzeć na lotnisko i bez pośpiechu rozeznać się, jak najbezpieczniej nadać mój jednoślad.

Nim zacząłem przemierzać rzymskie ulice, musiałem się tam w ogóle dostać. Zabrałem więc swój rower i wyruszyłem w podróż, której celem było Wieczne Miasto.

Dzień transportu do Włoch okazał się prawdziwym logistycznym wyzwaniem. Harmonogram był niezwykle napięty – najpierw czekała mnie podróż pociągiem z Gdańska do Warszawy.

Po dotarciu do stolicy musiałem przesiąść się na rower i samodzielnie dojechać na Lotnisko Chopina, by na koniec dnia – już w słonecznych Włoszech – pokonać jeszcze trasę z portu im. Leonarda da Vinci prosto do hotelu.

Lotnisko imienia Fryderyka Chopina w Warszawie
Lotnisko imienia Fryderyka Chopina w Warszawie

Po krótkim czasie znalazłem bramkę do odprawy oraz dowiedziałem się, gdzie jest punkt przyjmowania bagażu ponadwymiarowego.

Zacząłem rozkręcać rower tak, by go zmieścić do specjalnego pokrowca oraz zabezpieczyć jego kluczowe elementy, przed uszkodzeniem w czasie transportu.

Złożony rower
Złożony rower

Wizja rozpoczęcia wakacji z uszkodzonym w wyniku transportu sprzętem trochę mnie stresowała. Ale byłem pewny, że zrobiłem wszystko, by nic się nie wygięło, w szczególności elementy tylnej przerzutki.

Po jakimś czasie odprawiłem bagaż i zdałem rower na samolot.

Spakowany rower

Później już poszło gładko. Kontrola na bramce i byłem w środku. Lot odbył się punktualnie. Podróż przebiegła bardzo dobrze. Cały lot rozmyślałem o tym, co zobaczę i jak potoczy się cała rowerowa wycieczka po Włoszech. Byłem bardzo podekscytowany.

Zachód słońca
Zachód słońca

W końcu wylądowaliśmy. Od razu poszedłem szukać mojego roweru. Czy doleciał w jednym kawałku?

Jest! Torba przypominająca zwłoki w worku leżała gdzieś obok podajnika na zwykły bagaż. Jestem już zmęczony całym dniem jeżdżenia. Szybko składam rower w całość. Szczęśliwie nic nie zostało uszkodzone albo wygięte.

Kieruję się do wyjścia z lotniska. Zostało dojechać do hotelu, który znalazłem blisko lotniska.

Trafiłem na miejsce i odpoczywam. Jutro jadę do Rzymu!


Analiza wycieczki

Czas wycieczki 3 dni
Dystans 100 km
Droga pod górę 700 m
Poziom trudności 2/6
Początek wyprawy Fiumicino
Nawierzchnia Asfalt
Preferowany typ roweru Każdy

Zwiedzanie Rzymu

Znak drogowy
Znak drogowy

Obudziłem się punktualnie, dokładnie tak, jak zakładał plan. Pierwsze, co zrobiłem, to wyjrzałem przez okno – powitało mnie bezchmurne, włoskie niebo. To był ten moment! Lotnisko Fiumicino dzieliło mnie od serca Rzymu o zaledwie piętnaście kilometrów – dystans idealny na początek mojej wyprawy.

Czas rozpocząć rowerową przygodę z prawdziwego zdarzenia! Z werwą ruszyłem przed siebie, szybko trafiając na malowniczą ścieżkę biegnącą wzdłuż brzegów Tybru.

Emocje sięgnęły zenitu! Inna roślinność, to specyficzne, południowe światło i aura wielkiej przygody sprawiały, że rower zdawał się jechać sam. Nie potrafiłem ukryć uśmiechu – czułem się, jakbym sam do siebie promieniał z radości. To działo się naprawdę, byłem w Rzymie!

Ścieżka rowerowa w Rzymie

Po pewnym czasie zjechałem ze spokojnej ścieżki prosto w gęstwinę miejskiej dżungli. Tłoczna ulica przywitała mnie zupełnie innym rytmem niż ten, do którego przywykłem w Polsce. Tu każdy trąbi na każdego, tworząc nieustanną kakofonię dźwięków. Samochody przemykają niebezpiecznie blisko, a skutery pojawiają się dosłownie znikąd, wyprzedzając z każdej strony. Mówiąc krótko: totalna masakra.

Ostrzegano mnie, że włoski styl jazdy to osobna liga, ale teoria zderzyła się z rzeczywistością w bardzo brutalny sposób. Musiałem mieć dosłownie oczy dookoła głowy. Nie zwalniając jednak tempa, wjechałem w sam środek rzymskiego centrum, zdeterminowany, by dotrzeć do mojego pierwszego punktu na mapie.


Koloseum



Zatrzymałem się na dłuższą chwilę, by złapać oddech po tej szalonej miejskiej przeprawie. To miejsce całkowicie mnie oczarowało – klimat był nie do podrobienia. Na pierwszy ogień poszło Koloseum; choć znałem je z setek zdjęć, widok tej monumentalnej budowli na żywo, podziwianej z zewnątrz, dosłownie zapierał dech w piersiach.

Koloseum

Łuk Konstantyna Wielkiego

To niesamowite, jak silne emocje budzi przebywanie w miejscu o tak wielkim ciężarze gatunkowym. Przeszłość tego amfiteatru jest mroczna i brutalna – te mury były niemymi świadkami walk gladiatorów, w których jedyną stawką było życie. Tu, na arenach, ginęli pierwsi chrześcijanie, rozszarpywani przez bestie ku uciesze rozszalałego tłumu, który wył z zachwytu przy każdym akcie okrucieństwa. Patrząc na te poszczerbione ściany, niemal słyszę echo tamtego zgiełku i czuję dreszcz na myśl o tym, co działo się tu wieki temu.



Koloseum

Manewrowałem rowerem w poszukiwaniu najlepszych kadrów, starając się uchwycić magię tego miejsca na zdjęciach. Tłumy oczywiście były, ale w granicach rozsądku – październikowa aura zdecydowanie sprzyjała spokojniejszemu odkrywaniu Rzymu. W myślach dziękowałem sobie za wybór tego terminu; wyobrażając sobie letni, duszny gwar i morze turystów, wiedziałem, że byłoby to dla mnie zdecydowanie zbyt męczące.


Łuk Konstantyna Wielkiego

Ten mieszczący się przy Koloseum najlepiej zachowany antyczny łuk stanowił część trasy triumfalnej.

Zbudował go Konstantyn Wielki na cześć zwycięstwa nad tyranem Maksencjuszem. Łuk dzieli się na trzy, z których środkowy jest największy. Ozdobione są płaskorzeźbami i posągami, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Na łuku mieszczą się posągi, które przedstawiają plemiona, które zostały podbite. Łącznie jest ich pięć.

Łuk Konstantyna Wielkiego
Łuk Konstantyna Wielkiego

Forum Romanum

Ten przepełniony ogromny plac zabytków będący niegdyś centrum Rzymu, w którym działy się najważniejsze wydarzenia religijne, czy też polityczne to jedno z najważniejszych miejsc w mieście.

Forum Romanum
Forum Romanum

Z racji tego, że poruszam się rowerem objechałem go z zewnątrz. Robi ogromne wrażenie. Ponoć skremowane są tu zwłoki samego Juliusza Cezara. Legendy głoszą, że czarny marmur, który jest na terenie tego starożytnego placu to miejsce pochówku samego Romulusa, który zabił swojego brata - Remusa.

Łuk Tytusa

Na samym wejściu od strony Koloseum pięknie prezentuje się Łuk Tytusa. Ta wysoka na 15 metrów konstrukcja, wykonana z białego marmuru, jak wiele innych wspaniałych zabytków w Rzymie ma ponad 2000 lat.

Łuk Tytusa

Łuk triumfalny został prawdopodobnie wybudowany dla uczczenia zwycięstwa Tytusa wraz z Wespazjanem po wojnie z Żydami i zdobyciu Jerozolimy.


Kościół św. Bonawentury na Palatynie

...mieści się niedaleko od wcześniej odwiedzonego łuku. Prowadzi do niego ślepa uliczka, na końcu której mieści się ten mały, obdarty z zewnątrz obiekt sakralny.

Kościół św. Bonawentury na Palatynie wewnątrz

Wzniesiony w 1965 roku kościół klasztorny Franciszkanów, chociaż skromny z zewnątrz, co dla mnie ma swój rodzaj piękna, w środku zachwyca pięknym ołtarzem oraz obrazami mieszczącymi się na ścianach.

Kościół św. Bonawentury na Palatynie wewnątrz

Poświęcam tu chwilę na krótką modlitwę i ruszam dalej.


Jadąc dalej po Rzymie podziwiam każdy zakątek. Nieśpiesznie mając za sobą Koloseum zbliżam się do kolejnego celu wycieczki.

Forum Trajana - Foro Di Traiano

Ten najpóźniej zbudowany w Rzymie plac. Zachwyca swoją ogromną powierzchnią oraz licznymi zabytkami mieszczącymi się na jego terenie.


Foro di traiano

Kościół Najświętszej Marii Panny z Loreto

Moją uwagę zwraca piękny Kościół Najświętszej Marii Panny z Loreto.

Kościół Najświętszej Marii Panny z Loreto

Znalazłem punkt widokowy wraz z legendą i dłuższą chwilę odszukiwałem poszczególne zabytki, porównując je z informacjami na tablicy. To bardzo ekscytujące odkrywać i poznawać Rzym.


Kolejnym, niedaleko mieszczącym się punktem wycieczki od Forum Trajana jest słynny Plac Wenecki. Niegdyś pałac, który widzicie poniżej na zdjęciu był rezydencją papieską.

Za czasów rządzenia Mussoliniego miejsce te było jego siedzibą. Miejsce warte zwiedzenia. Zadziwia swymi rozmiarami i pięknym wykończeniem.


Plac Wenecki

Piazza di Spagna i Schody Hiszpańskie

Baaardzo dużo ludzi stoi przy pięknej fontannie i przebywa na schodach. Miejsce jest bardzo popularne. Na 137-stopniowe schody z rowerem się już nie pchałem i nacieszyłem oczy widokiem z dołu.

Schody Hiszpańskie
Schody Hiszpańskie

Ciekawostką jest fakt, że za siadanie na schodach można zabulić 400 euro ;D. Widziałem policjantów, którzy zakochanych w tym miejscu turystów chcących przysiąść na schodach i wykonać sobie kilka słit foci zganiali. Pewnie trzeba się postarać mocniej o ten mandat.

Nazwa mylnie była łączona z tym, że miejsce zostało ufundowane przez Hiszpanów. Tak naprawdę zostało sfinansowane przez Stefano Gueffiera - francuskiego dyplomatę.

Nazwa wzięła się od znajdującej się tu kiedyś ambasady hiszpańskiej.

Po wejściu Schodami Hiszpańskimi na górę trafimy na starszy od samych schodów kościół - Trinità dei Monti i obelisk Sallustiano.


Pokaż filmik

Jadę ciekawą, licznie uczęszczaną ulicą wprost do kolejnego celu wycieczki. Postanawiam wyciągnąć telefon i nagrać dla Was ten krótki przejazd.

Piazza del Popolo przytłoczyło mnie swoim rozmachem – to plac o imponującej skali, który wywiera piorunujące wrażenie. Centralny punkt zajmuje tam majestatyczny, 24-metrowy egipski obelisk, wzniesiony przed wiekami przez samego Ramzesa. Świadomość, że ten kamienny świadek historii został sprowadzony do Rzymu już w 10 roku p.n.e., dodaje całemu miejscu niemal mistycznej aury.


Piazza del popolo
Punt widokowy z tarasu widokowego w Rzymie

Plac od strony południowej zamykają dwa bliźniacze kościoły. Są ogromne i robią na turystach wrażenie.

Dwa kościoły na piaza del pololo

Od strony wschodniej, na wzniesieniu mieści się punkt widokowy - Terrazza del Pincio, z którego roztacza się przepiękny widok na plac i sporą część Rzymu.


Rzeka Tyber w Rzymie

Ruszam w dalszą drogę. Zjechałem nieco niżej, pod poziom miejskiej infrastruktury, prosto na nadbrzeże Tybru. To genialne rozwiązanie dla rowerzystów – prawdziwy, bezpieczny korytarz, który pozwala całkowicie odciąć się od ulicznego chaosu i bezstresowo przemierzać kolejne części miasta.

Ścieżka rowerowa, wijąca się wzdłuż nurtu rzeki, to dla cyklisty prawdziwy skarb. Pozwala ona sprawnie pokonać niemal cały Rzym – z północy na południe i z powrotem – z dala od hałasu i spalin, w całkowitym spokoju.

Rzeka Tyber w Rzymie<
,

Zamek Świętego Anioła to absolutna ikona Rzymu, miejsce, które przyciąga magnetyczną siłą. Jego potężne mury skrywają fascynującą, wielowiekową historię, która mogłaby posłużyć za scenariusz niejednego epickiego filmu.

Do twierdzy prowadzi zachwycający Most Świętego Anioła – prawdziwe barokowe arcydzieło, nad którym czuwają wykute w kamieniu, dostojne figury aniołów. Spacer po nim to niezwykle nastrojowe doświadczenie, które stanowi idealny wstęp do odkrywania wnętrza samej budowli.


Zamek św Anioła z daleka

Niegdyś Mauzoleum Hadriana to grobowiec cesarza Hadriana i jego rodziny. Obiekt ten zmieniał swoje funkcje w późniejszym czasie. Mauzoleum została przerobione na więzienie, a następnie na fortecę.

Zamek św Anioła z bliska

W końcu pod koniec VI wieku nadane zostało mu miano Zamku Świętego Anioła, aby upamiętnić niezwykłe wydarzenie, jakim było rzekome objawienie się Anioła nad zamkiem, jako znak zakończenia szerzącej się w tych czasach epidemii. Sądzono, że została sprowadzona na ludzi, jako gniew Boży.

Dziś mury te są otwarte dla zwiedzających jako fascynujące muzeum. To doskonała okazja, by zagłębić się w kolejne rozdziały historii tego miejsca i na własne oczy zobaczyć bezcenne przedmioty, które przetrwały wieki, by dziś opowiedzieć nam swoje sekrety.


Watykan

Via della Conciliazione

Mój następny cel wycieczki widać już będąc pod wyżej wspomnianym Zamkiem Świętego Anioła. Do Placu Świętego Piotra prowadzi znana ulica - Via della Conciliazione.

Via della Conciliazione

Kończę kawę i już nie mogę doczekać się tego, co zaraz zobaczę. Prowadzę rower i już po chwili wchodzę na ten wyjątkowy plac.

Plac świętego Piotra i Obelisk
Plac świętego Piotra
Plac świętego Piotra i Obelisk
Plac świętego Piotra


Plac Świętego Piotra

To miejsce kojarzy chyba każdy, nawet jeśli nigdy nie postawił stopy w Wiecznym Mieście. W samym jego sercu wznosi się monumentalny, granitowy obelisk – prawdziwy świadek historii. Dumnie przyozdobiony papieskim herbem, stoi w chrześcijańskim centrum świata, choć jego korzenie sięgają znacznie dalej w przeszłość – pochodzi bowiem z samego serca starożytnego Egiptu!

Rowerzysta w Watykanie
Rowerzysta w Watykanie

Bazylika Świętego Piotra

Podczas wizyty w Watykanie Muzea Watykańskie to absolutny punkt obowiązkowy. Zgromadzono tam tak gigantyczną i bezcenną kolekcję sztuki klasycznej oraz renesansowej – z nieśmiertelnymi freskami Michała Anioła na czele – że po wyjściu czułem niemal fizyczny ból głowy od nadmiaru piękna. Przepych zdobionych sal, wszechobecne płótna, posągi i rzeźby przytłaczały swym majestatem, sprawiając, że od bogactwa detali i kunsztu artystów trudno było po prostu zebrać myśli.



Nie ma większego sensu, bym Wam wrzucał tu sto zdjęć z muzeum, a w szczególności z Kaplicy Sykstyńskiej, w której robienie fotografii jest zabronione ;-)


Ogrody Watykańskie

Robienie zdjęć w Kaplicy Sykstyńskiej zabronione jest ze względu na podpisaną umowę między Watykanem, a japońską telewizją. W zamian za kosztowny remont wykonany przez japońskiego nadawcę telewizyjnego, Japończycy mają monopol na robienie zdjęć kaplicy. Ciekawe ;-)

muzem watykańskie

Watykan prezentuje się równie pięknie nocą. Pięknie oświetlony kolumny zamykające plac i sama Bazylika Świętego Piotra wprowadza mnie w niesamowity nastrój.


pomnik migrantów w watykanie
pomnik migrantów w watykanie

Powietrze jest przyjemnie ciepłe. Siadam w cieniu filaru, u podnóża monumentalnego obelisku, i w zupełnej ciszy chłonę atmosferę tego miejsca. Próbuję sobie wyobrazić, jak ten plac zmienia się, gdy wypełniają go tysiące pielgrzymów podczas papieskich audiencji – to musi być widok, który zapiera dech. Może kiedyś uda mi się go doświadczyć na własne oczy? Jedno wiem na pewno: do Rzymu wrócę, i to z wielką radością.

Moją uwagę przykuł również Pomnik Migrantów, który od kilku lat znajduje się nieopodal jednej z fontann. Został on uroczyście odsłonięty przez papieża Franciszka po mszy z okazji Światowego Dnia Migranta i Uchodźcy. Autorem tego poruszającego dzieła jest wybitny rzeźbiarz, Timothy Schmalz.

Rzeźba robi kolosalne wrażenie – precyzja wykonania i dbałość o najdrobniejszy detal sprawiają, że nie sposób przejść obok niej obojętnie; dzieło autentycznie chwyta za serce i skłania do głębokiej refleksji. Umieszczenie tak wymownego monumentu w samym sercu Watykanu to bez wątpienia ogromne wyróżnienie dla artysty i niezwykle ważny sygnał dla świata.


tablica z nazwą ulicy w rzymie
tablica z nazwą ulicy w rzymie

Kolejnego dnia postanowiłem wyruszyć na spotkanie z żywą historią – odwiedziłem najstarszą drogę świata! Świadomość, że pod moimi kołami znajdują się kamienie, po których przed ponad dwoma tysiącami lat maszerowały rzymskie legiony, była absolutnie oszałamiająca. To po prostu niesamowite uczucie!

Via Appia rozciąga się na ponad pięćset kilometrów, a ja miałem chrapkę, by choć fragment tej antycznej trasy pokonać na własnym rowerze. Oczywiście nie znajdziecie tu asfaltu – to autentyczny, nadszarpnięty zębem czasu bruk. Na szczęście, po wyłączeniu z ruchu kołowego, szlak stał się rajem dla pieszych i rowerzystów, którzy chętnie korzystają z wydeptanych ścieżek biegnących wzdłuż wiekowych kamiennych płyt.

Współczesny początek Via Appia wyznacza charakterystyczne rozwidlenie dróg, przy którym wznosi się słynny kościół Domine Quo Vadis. Choć większość zna go pod tą właśnie nazwą, oficjalnie to świątynia pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny in Palmis.

Kościół w Rzymie przy ulicy Via Appia Antica
Kościół w Rzymie przy ulicy Via Appia Antica

Kościół ten jest bardzo popularny wśród turystów ze względu na legendę. To tutaj miał objawić się uciekającemu z Rzymu świętemu Piotrowi sam Jezus Chrystus.

To tutaj padły słowa wypowiedziane przez świętego Piotra: „Quo vadis domine?”. Powstał tu kościół, w środku którego mieści się kamień (replika), z odciskami stóp Jezusa, które zostały po jego objawieniu w tym miejscu.

Wewnątrz kościoła mieści się polski akcent. Jest to marmurowa rzeźba z brązu przedstawiająca Henryka Sienkiewicza, utworzona na cześć otrzymania przez Sienkiewicza Literackiej Nagrody Nobla za Quo vadis: Powieść z czasów Nerona

Via Appia Antica

Ruszyłem dalej. Początek drogi to brukowana droga. Trochę dalej pojawia się pierwsze atrakcja jakąś możecie zwiedzieć, jeśli macie trochę więcej czasu. Katakumby Świętego Kaliksta to starożytne tunele, będąc miejscem spoczynku pierwszych Chrześcijan. Wejście jest biletowane i można zwiedzać z przewodnikiem, również w języku polskim.

Via Appia Antica


Nieco dalej możecie odwiedzić Katakumby świętego Sebastiana, który wraz z innymi ludźmi został pochowany w tych starożytnych katakumbach.

Droga jak widać nie należy do najprzyjemniejszych, ale o to właśnie chodzi nie? Liznąć historii i poczuć klimacik. Rosną tu jakieś dziwne rośliny, których nigdy wcześniej nie widziałem. Wzdłuż drogi mijam mury wilii i rezydencji. Chyba mieszkają tu jacyś bardzo zamożni ludzie.

Wejście do posiadłości
Ruiny przy drodze

Pełno tu historycznych pozostałości. Kamienne tablice, mury i wiele innych. Czuć, że czas stanął tu w miejscu. Nie ma tu w ogóle ludzi i jest totalna cisza.

Ruiny przy drodze

Mausoleo di Cecilia Metella

Mijam ogromny obiekt, którym jest Mauzoleum Cecylii Metelli. Ta cylindryczny, beczkowaty obiekt miejscem pochówku córki Kwintusa Cecyliusza Metellusa i żony Marka Krassusa. No nie powiem. Z rozmachem. W średniowieczu obiekt ten został przerobiony na fortecę. Do środka można dostać się po zakupieniu biletu.

Mausoleo di Cecilia Metella
brukowana kostka na drodze

Regina Viarum (Królowa dróg) to inna nazwa tej mającej niegdyś ogromne znaczenie strategiczne drogi. Łączyła prowincje państwa rzymskiego. Przemierzały ją legiony, kupcy oraz posłańcy.

brukowana kostka na drodze

To wzdłuż niej w 71 roku p.n.e ukrzyżowano sześć tysięcy powstańców pod wodzą Spartakusa, po nieudanym powstaniu nad rzeką Silarus!

Udało mi się wreszcie zobaczyć prawdziwe akwedukty. Akwedukty Klaudiusza wybudowane w 71 r. zaopatrywały w wodę 20% Rzymu.


Akwedukty Klaudiusza w Rzymie

To wprost niepojęte, że te antyczne konstrukcje zdołały przetrwać próbę czasu i wciąż stoją, pozwalając nam na własne oczy podziwiać geniusz dawnych budowniczych. Patrzenie na nie to jak dotykanie samej historii, która mimo upływu wieków wciąż zdaje się tętnić życiem.

Byłem absolutnie oczarowany – to była lekcja historii, której nie zapomnę do końca życia. Z głową pełną wrażeń i nowej wiedzy, powoli skierowałem się z powrotem w stronę tętniącego życiem centrum.


Fontanna Di Trevi to jedna z najpopularniejszych atrakcji w Rzymie. Ludzie tłumnie tu przychodzą, rzucają monety do zbiornika fontanny.

Fontanna Di Trevi

Legenda głosi, że kto rzuci za siebie monetą do fontanny, jeszcze tu kiedyś powróci. Dwie monety mają zwiastować romans xD, a trzy - ślub. Wrzuciłem całą garść monet i niech się dzieje co chce ;-)


Plazza Navona to kolejny przepiękny plac z piękną Fontanną Maura i Fontanną del Neptuna, Obeliskiem Agonale i Kościółem Sant’Agnese in Agone, który dumnie tkwi nad (zdaniem wielu turystów) najpiękniejszą fontanna w Rzymie, czyli Fontanna Czterech Rzek.

Plazza Navona
Plazza Navona

Plac ten powstał w miejscu stadionu lekkoatletycznego. Źródła podają, że artyści Berninim i Borromin, którzy projektowali Fontannę Czterech Rzek oraz Kościół świętej Agnieszki nie darzyli się zbytnio sympatią, z czym ma być związana mina postaci na fontannie, których głowy odwracają się od fasady kościoła z grymasem na ustach.

Jestem w stanie uwierzyć, że tak właśnie było. Okrążam ten piękny plac podziwiając wszystkie piękne obiekty w nim zawarte, po czym jadę zwiedzać dalej.


Teatr Marcellusa w pierwszej kolejności kojarzy mi się z Koloseum. Był to starożytny teatr. W jednym momencie przedstawienie mogło podziwiać trzynaście tysięcy widzów!

Zabytek w Rzymie
Teatr Marcellusa

Już za czasów panowania Cezara ten obiekt miał być zbudowany, jednak jego przedwczesna śmierć opóźniła budowę tego obiektu.


Starożytna rzeźba

Niedaleko Teatru Marcellusa, przy Bazylice Santa Maria in Cosmedin mieści się popularny wśród turystów kamienny obiekt - Usta Prawdy. Ten marmurowy medalion z tajemniczo wyglądającą twarzą ma ponad 2000 lat! Nie wiadomo dokładnie, jakie było pochodzenie i zastosowanie tej rzeźby. Teorii jest kilka.

Nie jest tez jasne oblicze czyjego bóstwa zostało przedstawione na medalionie. Może to być grecki bóg Tryton, a może tytan Okeanos. Niektórzy wskazują na rzymskiego boga Jowisza. Niektórzy mają na myśli staroitalskiego boga płodności - Fauna. Może to być również oblicze rzymskiego boga złodziei i handlu - Merkurego.

Starożytna rzeźba

Dzisiaj turyści robią zdjęcia wkładając palce dłoni do ust tej dziwnej brodatej twarzy. Legenda głosi, że osoba, której palce dłoni tkwiły w ustach tej kamiennej twarzy, a która składała fałszywe świadectwo, miałby być przez tę rzeźbę odgryzane! Cóż...Na to wygląda, że jeszcze pogram na pianinie ;-)


Legenda głosi, że Bazylika Matki Boskiej Śnieżnej powstała po tym jak papieżowi Liberiuszowi i rzymianinowi Janowi przyśniła się Maryja i powiedziała, że w miejscu, w którym w środku lata spadnie śnieg powstać ma kościół. Tak też się stało, gdy w sierpniu 352 roku spadł w tej okolicy śnieg, papież nakazał budowę w tym miejscu kościoła

Oglądam miły dla oka kościół siedząc przy fontannie, która jest tuż przed wejściem. Po jakimś czasie uciekam stąd dalej zwiedzać pozostałe punkty tej wycieczki.

Bazylika
Bazylika Matki Boskiej Śnieżnej


Panteon to miejsce poświęcone rzymskim bogom i panującemu cesarzowi. Kilkaset lat później Panteon został przerobiony na kościół pod wezwaniem Świętej Marii Panny od Męczenników. Jak inne zabytkowe obiekty, ten też zmieniał swoje funkcje. W średniowieczu został zmieniony w fortecę.

Włoska pizza

Duża kolejka przed wejściem zniechęciła mnie do czekania. Może innym razem. Na pewno warto. Za to zgłodniałem.

To świetna okazja na prawdziwą włoską pizzę. Rozgościłem się przy stoliku włoskiej restauracji z najlepszy widokiem na Panteon. Piłem pyszną Caffè latte w oczekiwaniu na pizzę, napawając się tą chwilą i wyjątkowym miejscem, w którym jestem. Po niedługiej chwili na stoliku leżała przepyszna pizza ;-)

Włoska pizza


Bazylika św. Jana na Lateranie ta wspaniała, ogromna rezydencja przytłaczająca swą wielkością była rezydencją papieską przez wieki. Była pierwszym kościołem, który powstał w Rzymie. W ciągu wieków ulegała pożarom, trzęsieniom ziemi i grabieżom. Główna fasada tego gmachu robi ogromne wrażenie. Na jej szczycie mieści się piętnaście siedmiometrowych figur. Po środku nich stoi rzeźba Chrystusa.

Bazylika w Rzymie

Włoska ulica w Rzymie

Miejsce można zwiedzić wewnątrz, niestety choćbym chciał wszystkiego nie oblecę podczas tak krótkiego pobytu w Rzymie, ale to kolejna zachęta, by tu wrócić i nadrobić zaległości.

Podziwiałem jakiś czas bazylikę i całą okolicę, po czym wracam do hotelu. Jestem pozytywnie zmęczony zwiedzaniem.


Podsumowanie wycieczki

Włoska ulica w Rzymie

Rzym całkowicie skradł moje serce. To była moja pierwsza wyprawa o tak dużym rozmachu do zagranicznej stolicy, co czyni ją jeszcze bardziej wyjątkowym doświadczeniem.

Cieszę się, że dane mi było zobaczyć tyle historycznych perełek na własne oczy. Rzym ma w sobie niepowtarzalny klimat – to miasto jest jedyne w swoim rodzaju i nie przypomina absolutnie żadnego, które do tej pory odwiedziłem.

Zafascynowała mnie też tutejsza mentalność i temperament mieszkańców. Podróże kształcą, a ta była dla mnie potężną dawką wiedzy i inspiracji, którą będę zgłębiał oraz weryfikował jeszcze długo po powrocie do domu.


Dalsza podróż

Ten wpis dobiega końca, ale moja wyprawa nie – ruszyłem w głąb Włoch, kierując się prosto w stronę gór.

O mojej podróży do Pescosolido i dalszych przygodach możecie poczytać, klikając Tutaj

Rzym

Nim zacząłem przemierzać rzymskie ulice, musiałem się tam w ogóle dostać. Zabrałem więc swój rower i wyruszyłem w podróż, której celem było Wieczne Miasto.

Lot do Włoch

Dzień transportu do Włoch okazał się prawdziwym logistycznym wyzwaniem. Harmonogram był niezwykle napięty – najpierw czekała mnie podróż pociągiem z Gdańska do Warszawy.

Po dotarciu do stolicy musiałem przesiąść się na rower i samodzielnie dojechać na Lotnisko Chopina, by na koniec dnia – już w słonecznych Włoszech – pokonać jeszcze trasę z portu im. Leonarda da Vinci prosto do hotelu.

Pociąg w Gdańsku podstawił się punktualnie, co nastroiło mnie optymistycznie. Bez zbędnych komplikacji ulokowałem mój rower w wyznaczonym przedziale i zająłem fotel przy oknie.

Pogoda dopisała, a krajobrazy za szybą przesuwały się kojąco – podróż mijała szybko i wyjątkowo przyjemnie. Nie ukrywam, mam słabość do kolei.

Warszawa powitała mnie popołudniowym słońcem. Do odlotu pozostało jeszcze pięć godzin, co było zbawiennym zapasem czasu. Idealnie – mogłem spokojnie dotrzeć na lotnisko i bez pośpiechu rozeznać się, jak najbezpieczniej nadać mój jednoślad.

Nim zacząłem przemierzać rzymskie ulice, musiałem się tam w ogóle dostać. Zabrałem więc swój rower i wyruszyłem w podróż, której celem było Wieczne Miasto.

Dzień transportu do Włoch okazał się prawdziwym logistycznym wyzwaniem. Harmonogram był niezwykle napięty – najpierw czekała mnie podróż pociągiem z Gdańska do Warszawy.

Po dotarciu do stolicy musiałem przesiąść się na rower i samodzielnie dojechać na Lotnisko Chopina, by na koniec dnia – już w słonecznych Włoszech – pokonać jeszcze trasę z portu im. Leonarda da Vinci prosto do hotelu.

Lotnisko imienia Fryderyka Chopina w Warszawie
Lotnisko imienia Fryderyka Chopina w Warszawie

Po krótkim czasie znalazłem bramkę do odprawy oraz dowiedziałem się, gdzie jest punkt przyjmowania bagażu ponadwymiarowego.

Zacząłem rozkręcać rower tak, by go zmieścić do specjalnego pokrowca oraz zabezpieczyć jego kluczowe elementy, przed uszkodzeniem w czasie transportu.

Złożony rower
Złożony rower

Wizja rozpoczęcia wakacji z uszkodzonym w wyniku transportu sprzętem trochę mnie stresowała. Ale byłem pewny, że zrobiłem wszystko, by nic się nie wygięło, w szczególności elementy tylnej przerzutki.

Po jakimś czasie odprawiłem bagaż i zdałem rower na samolot.

Spakowany rower

Później już poszło gładko. Kontrola na bramce i byłem w środku. Lot odbył się punktualnie. Podróż przebiegła bardzo dobrze. Cały lot rozmyślałem o tym, co zobaczę i jak potoczy się cała rowerowa wycieczka po Włoszech. Byłem bardzo podekscytowany.

Zachód słońca
Zachód słońca

W końcu wylądowaliśmy. Od razu poszedłem szukać mojego roweru. Czy doleciał w jednym kawałku?

Jest! Torba przypominająca zwłoki w worku leżała gdzieś obok podajnika na zwykły bagaż. Jestem już zmęczony całym dniem jeżdżenia. Szybko składam rower w całość. Szczęśliwie nic nie zostało uszkodzone albo wygięte.

Kieruję się do wyjścia z lotniska. Zostało dojechać do hotelu, który znalazłem blisko lotniska.

Trafiłem na miejsce i odpoczywam. Jutro jadę do Rzymu!


Analiza wycieczki

Czas wycieczki 3 dni
Dystans 100 km
Droga pod górę 700 m
Poziom trudności 2/6
Początek wyprawy Fiumicino
Nawierzchnia Asfalt
Preferowany typ roweru Każdy

Zwiedzanie Rzymu

Znak drogowy
Znak drogowy

Obudziłem się punktualnie, dokładnie tak, jak zakładał plan. Pierwsze, co zrobiłem, to wyjrzałem przez okno – powitało mnie bezchmurne, włoskie niebo. To był ten moment! Lotnisko Fiumicino dzieliło mnie od serca Rzymu o zaledwie piętnaście kilometrów – dystans idealny na początek mojej wyprawy.

Czas rozpocząć rowerową przygodę z prawdziwego zdarzenia! Z werwą ruszyłem przed siebie, szybko trafiając na malowniczą ścieżkę biegnącą wzdłuż brzegów Tybru.

Emocje sięgnęły zenitu! Inna roślinność, to specyficzne, południowe światło i aura wielkiej przygody sprawiały, że rower zdawał się jechać sam. Nie potrafiłem ukryć uśmiechu – czułem się, jakbym sam do siebie promieniał z radości. To działo się naprawdę, byłem w Rzymie!

Ścieżka rowerowa w Rzymie

Po pewnym czasie zjechałem ze spokojnej ścieżki prosto w gęstwinę miejskiej dżungli. Tłoczna ulica przywitała mnie zupełnie innym rytmem niż ten, do którego przywykłem w Polsce. Tu każdy trąbi na każdego, tworząc nieustanną kakofonię dźwięków. Samochody przemykają niebezpiecznie blisko, a skutery pojawiają się dosłownie znikąd, wyprzedzając z każdej strony. Mówiąc krótko: totalna masakra.

Ostrzegano mnie, że włoski styl jazdy to osobna liga, ale teoria zderzyła się z rzeczywistością w bardzo brutalny sposób. Musiałem mieć dosłownie oczy dookoła głowy. Nie zwalniając jednak tempa, wjechałem w sam środek rzymskiego centrum, zdeterminowany, by dotrzeć do mojego pierwszego punktu na mapie.


Koloseum



Zatrzymałem się na dłuższą chwilę, by złapać oddech po tej szalonej miejskiej przeprawie. To miejsce całkowicie mnie oczarowało – klimat był nie do podrobienia. Na pierwszy ogień poszło Koloseum; choć znałem je z setek zdjęć, widok tej monumentalnej budowli na żywo, podziwianej z zewnątrz, dosłownie zapierał dech w piersiach.

Koloseum

Łuk Konstantyna Wielkiego

To niesamowite, jak silne emocje budzi przebywanie w miejscu o tak wielkim ciężarze gatunkowym. Przeszłość tego amfiteatru jest mroczna i brutalna – te mury były niemymi świadkami walk gladiatorów, w których jedyną stawką było życie. Tu, na arenach, ginęli pierwsi chrześcijanie, rozszarpywani przez bestie ku uciesze rozszalałego tłumu, który wył z zachwytu przy każdym akcie okrucieństwa. Patrząc na te poszczerbione ściany, niemal słyszę echo tamtego zgiełku i czuję dreszcz na myśl o tym, co działo się tu wieki temu.



Koloseum

Manewrowałem rowerem w poszukiwaniu najlepszych kadrów, starając się uchwycić magię tego miejsca na zdjęciach. Tłumy oczywiście były, ale w granicach rozsądku – październikowa aura zdecydowanie sprzyjała spokojniejszemu odkrywaniu Rzymu. W myślach dziękowałem sobie za wybór tego terminu; wyobrażając sobie letni, duszny gwar i morze turystów, wiedziałem, że byłoby to dla mnie zdecydowanie zbyt męczące.


Łuk Konstantyna Wielkiego

Ten mieszczący się przy Koloseum najlepiej zachowany antyczny łuk stanowił część trasy triumfalnej.

Zbudował go Konstantyn Wielki na cześć zwycięstwa nad tyranem Maksencjuszem. Łuk dzieli się na trzy, z których środkowy jest największy. Ozdobione są płaskorzeźbami i posągami, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Na łuku mieszczą się posągi, które przedstawiają plemiona, które zostały podbite. Łącznie jest ich pięć.

Łuk Konstantyna Wielkiego
Łuk Konstantyna Wielkiego

Forum Romanum

Ten przepełniony ogromny plac zabytków będący niegdyś centrum Rzymu, w którym działy się najważniejsze wydarzenia religijne, czy też polityczne to jedno z najważniejszych miejsc w mieście.

Forum Romanum
Forum Romanum

Z racji tego, że poruszam się rowerem objechałem go z zewnątrz. Robi ogromne wrażenie. Ponoć skremowane są tu zwłoki samego Juliusza Cezara. Legendy głoszą, że czarny marmur, który jest na terenie tego starożytnego placu to miejsce pochówku samego Romulusa, który zabił swojego brata - Remusa.

Łuk Tytusa

Na samym wejściu od strony Koloseum pięknie prezentuje się Łuk Tytusa. Ta wysoka na 15 metrów konstrukcja, wykonana z białego marmuru, jak wiele innych wspaniałych zabytków w Rzymie ma ponad 2000 lat.

Łuk Tytusa

Łuk triumfalny został prawdopodobnie wybudowany dla uczczenia zwycięstwa Tytusa wraz z Wespazjanem po wojnie z Żydami i zdobyciu Jerozolimy.


Kościół św. Bonawentury na Palatynie

...mieści się niedaleko od wcześniej odwiedzonego łuku. Prowadzi do niego ślepa uliczka, na końcu której mieści się ten mały, obdarty z zewnątrz obiekt sakralny.

Kościół św. Bonawentury na Palatynie wewnątrz

Wzniesiony w 1965 roku kościół klasztorny Franciszkanów, chociaż skromny z zewnątrz, co dla mnie ma swój rodzaj piękna, w środku zachwyca pięknym ołtarzem oraz obrazami mieszczącymi się na ścianach.

Kościół św. Bonawentury na Palatynie wewnątrz

Poświęcam tu chwilę na krótką modlitwę i ruszam dalej.


Jadąc dalej po Rzymie podziwiam każdy zakątek. Nieśpiesznie mając za sobą Koloseum zbliżam się do kolejnego celu wycieczki.

Forum Trajana - Foro Di Traiano

Ten najpóźniej zbudowany w Rzymie plac. Zachwyca swoją ogromną powierzchnią oraz licznymi zabytkami mieszczącymi się na jego terenie.


Foro di traiano

Kościół Najświętszej Marii Panny z Loreto

Moją uwagę zwraca piękny Kościół Najświętszej Marii Panny z Loreto.

Kościół Najświętszej Marii Panny z Loreto

Znalazłem punkt widokowy wraz z legendą i dłuższą chwilę odszukiwałem poszczególne zabytki, porównując je z informacjami na tablicy. To bardzo ekscytujące odkrywać i poznawać Rzym.


Kolejnym, niedaleko mieszczącym się punktem wycieczki od Forum Trajana jest słynny Plac Wenecki. Niegdyś pałac, który widzicie poniżej na zdjęciu był rezydencją papieską.

Za czasów rządzenia Mussoliniego miejsce te było jego siedzibą. Miejsce warte zwiedzenia. Zadziwia swymi rozmiarami i pięknym wykończeniem.


Plac Wenecki

Piazza di Spagna i Schody Hiszpańskie

Baaardzo dużo ludzi stoi przy pięknej fontannie i przebywa na schodach. Miejsce jest bardzo popularne. Na 137-stopniowe schody z rowerem się już nie pchałem i nacieszyłem oczy widokiem z dołu.

Schody Hiszpańskie
Schody Hiszpańskie

Ciekawostką jest fakt, że za siadanie na schodach można zabulić 400 euro ;D. Widziałem policjantów, którzy zakochanych w tym miejscu turystów chcących przysiąść na schodach i wykonać sobie kilka słit foci zganiali. Pewnie trzeba się postarać mocniej o ten mandat.

Nazwa mylnie była łączona z tym, że miejsce zostało ufundowane przez Hiszpanów. Tak naprawdę zostało sfinansowane przez Stefano Gueffiera - francuskiego dyplomatę.

Nazwa wzięła się od znajdującej się tu kiedyś ambasady hiszpańskiej.

Po wejściu Schodami Hiszpańskimi na górę trafimy na starszy od samych schodów kościół - Trinità dei Monti i obelisk Sallustiano.


Pokaż filmik

Jadę ciekawą, licznie uczęszczaną ulicą wprost do kolejnego celu wycieczki. Postanawiam wyciągnąć telefon i nagrać dla Was ten krótki przejazd.

Piazza del Popolo przytłoczyło mnie swoim rozmachem – to plac o imponującej skali, który wywiera piorunujące wrażenie. Centralny punkt zajmuje tam majestatyczny, 24-metrowy egipski obelisk, wzniesiony przed wiekami przez samego Ramzesa. Świadomość, że ten kamienny świadek historii został sprowadzony do Rzymu już w 10 roku p.n.e., dodaje całemu miejscu niemal mistycznej aury.


Piazza del popolo
Punt widokowy z tarasu widokowego w Rzymie

Plac od strony południowej zamykają dwa bliźniacze kościoły. Są ogromne i robią na turystach wrażenie.

Dwa kościoły na piaza del pololo

Od strony wschodniej, na wzniesieniu mieści się punkt widokowy - Terrazza del Pincio, z którego roztacza się przepiękny widok na plac i sporą część Rzymu.


Rzeka Tyber w Rzymie

Ruszam w dalszą drogę. Zjechałem nieco niżej, pod poziom miejskiej infrastruktury, prosto na nadbrzeże Tybru. To genialne rozwiązanie dla rowerzystów – prawdziwy, bezpieczny korytarz, który pozwala całkowicie odciąć się od ulicznego chaosu i bezstresowo przemierzać kolejne części miasta.

Ścieżka rowerowa, wijąca się wzdłuż nurtu rzeki, to dla cyklisty prawdziwy skarb. Pozwala ona sprawnie pokonać niemal cały Rzym – z północy na południe i z powrotem – z dala od hałasu i spalin, w całkowitym spokoju.

Rzeka Tyber w Rzymie<
,

Zamek Świętego Anioła to absolutna ikona Rzymu, miejsce, które przyciąga magnetyczną siłą. Jego potężne mury skrywają fascynującą, wielowiekową historię, która mogłaby posłużyć za scenariusz niejednego epickiego filmu.

Do twierdzy prowadzi zachwycający Most Świętego Anioła – prawdziwe barokowe arcydzieło, nad którym czuwają wykute w kamieniu, dostojne figury aniołów. Spacer po nim to niezwykle nastrojowe doświadczenie, które stanowi idealny wstęp do odkrywania wnętrza samej budowli.


Zamek św Anioła z daleka

Niegdyś Mauzoleum Hadriana to grobowiec cesarza Hadriana i jego rodziny. Obiekt ten zmieniał swoje funkcje w późniejszym czasie. Mauzoleum została przerobione na więzienie, a następnie na fortecę.

Zamek św Anioła z bliska

W końcu pod koniec VI wieku nadane zostało mu miano Zamku Świętego Anioła, aby upamiętnić niezwykłe wydarzenie, jakim było rzekome objawienie się Anioła nad zamkiem, jako znak zakończenia szerzącej się w tych czasach epidemii. Sądzono, że została sprowadzona na ludzi, jako gniew Boży.

Dziś mury te są otwarte dla zwiedzających jako fascynujące muzeum. To doskonała okazja, by zagłębić się w kolejne rozdziały historii tego miejsca i na własne oczy zobaczyć bezcenne przedmioty, które przetrwały wieki, by dziś opowiedzieć nam swoje sekrety.


Watykan

Via della Conciliazione

Mój następny cel wycieczki widać już będąc pod wyżej wspomnianym Zamkiem Świętego Anioła. Do Placu Świętego Piotra prowadzi znana ulica - Via della Conciliazione.

Via della Conciliazione

Kończę kawę i już nie mogę doczekać się tego, co zaraz zobaczę. Prowadzę rower i już po chwili wchodzę na ten wyjątkowy plac.

Plac świętego Piotra i Obelisk
Plac świętego Piotra
Plac świętego Piotra i Obelisk
Plac świętego Piotra


Plac Świętego Piotra

To miejsce kojarzy chyba każdy, nawet jeśli nigdy nie postawił stopy w Wiecznym Mieście. W samym jego sercu wznosi się monumentalny, granitowy obelisk – prawdziwy świadek historii. Dumnie przyozdobiony papieskim herbem, stoi w chrześcijańskim centrum świata, choć jego korzenie sięgają znacznie dalej w przeszłość – pochodzi bowiem z samego serca starożytnego Egiptu!

Rowerzysta w Watykanie
Rowerzysta w Watykanie

Bazylika Świętego Piotra

Podczas wizyty w Watykanie Muzea Watykańskie to absolutny punkt obowiązkowy. Zgromadzono tam tak gigantyczną i bezcenną kolekcję sztuki klasycznej oraz renesansowej – z nieśmiertelnymi freskami Michała Anioła na czele – że po wyjściu czułem niemal fizyczny ból głowy od nadmiaru piękna. Przepych zdobionych sal, wszechobecne płótna, posągi i rzeźby przytłaczały swym majestatem, sprawiając, że od bogactwa detali i kunsztu artystów trudno było po prostu zebrać myśli.



Nie ma większego sensu, bym Wam wrzucał tu sto zdjęć z muzeum, a w szczególności z Kaplicy Sykstyńskiej, w której robienie fotografii jest zabronione ;-)


Ogrody Watykańskie

Robienie zdjęć w Kaplicy Sykstyńskiej zabronione jest ze względu na podpisaną umowę między Watykanem, a japońską telewizją. W zamian za kosztowny remont wykonany przez japońskiego nadawcę telewizyjnego, Japończycy mają monopol na robienie zdjęć kaplicy. Ciekawe ;-)

muzem watykańskie

Watykan prezentuje się równie pięknie nocą. Pięknie oświetlony kolumny zamykające plac i sama Bazylika Świętego Piotra wprowadza mnie w niesamowity nastrój.


pomnik migrantów w watykanie
pomnik migrantów w watykanie

Powietrze jest przyjemnie ciepłe. Siadam w cieniu filaru, u podnóża monumentalnego obelisku, i w zupełnej ciszy chłonę atmosferę tego miejsca. Próbuję sobie wyobrazić, jak ten plac zmienia się, gdy wypełniają go tysiące pielgrzymów podczas papieskich audiencji – to musi być widok, który zapiera dech. Może kiedyś uda mi się go doświadczyć na własne oczy? Jedno wiem na pewno: do Rzymu wrócę, i to z wielką radością.

Moją uwagę przykuł również Pomnik Migrantów, który od kilku lat znajduje się nieopodal jednej z fontann. Został on uroczyście odsłonięty przez papieża Franciszka po mszy z okazji Światowego Dnia Migranta i Uchodźcy. Autorem tego poruszającego dzieła jest wybitny rzeźbiarz, Timothy Schmalz.

Rzeźba robi kolosalne wrażenie – precyzja wykonania i dbałość o najdrobniejszy detal sprawiają, że nie sposób przejść obok niej obojętnie; dzieło autentycznie chwyta za serce i skłania do głębokiej refleksji. Umieszczenie tak wymownego monumentu w samym sercu Watykanu to bez wątpienia ogromne wyróżnienie dla artysty i niezwykle ważny sygnał dla świata.


tablica z nazwą ulicy w rzymie
tablica z nazwą ulicy w rzymie

Kolejnego dnia postanowiłem wyruszyć na spotkanie z żywą historią – odwiedziłem najstarszą drogę świata! Świadomość, że pod moimi kołami znajdują się kamienie, po których przed ponad dwoma tysiącami lat maszerowały rzymskie legiony, była absolutnie oszałamiająca. To po prostu niesamowite uczucie!

Via Appia rozciąga się na ponad pięćset kilometrów, a ja miałem chrapkę, by choć fragment tej antycznej trasy pokonać na własnym rowerze. Oczywiście nie znajdziecie tu asfaltu – to autentyczny, nadszarpnięty zębem czasu bruk. Na szczęście, po wyłączeniu z ruchu kołowego, szlak stał się rajem dla pieszych i rowerzystów, którzy chętnie korzystają z wydeptanych ścieżek biegnących wzdłuż wiekowych kamiennych płyt.

Współczesny początek Via Appia wyznacza charakterystyczne rozwidlenie dróg, przy którym wznosi się słynny kościół Domine Quo Vadis. Choć większość zna go pod tą właśnie nazwą, oficjalnie to świątynia pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny in Palmis.

Kościół w Rzymie przy ulicy Via Appia Antica
Kościół w Rzymie przy ulicy Via Appia Antica

Kościół ten jest bardzo popularny wśród turystów ze względu na legendę. To tutaj miał objawić się uciekającemu z Rzymu świętemu Piotrowi sam Jezus Chrystus.

To tutaj padły słowa wypowiedziane przez świętego Piotra: „Quo vadis domine?”. Powstał tu kościół, w środku którego mieści się kamień (replika), z odciskami stóp Jezusa, które zostały po jego objawieniu w tym miejscu.

Wewnątrz kościoła mieści się polski akcent. Jest to marmurowa rzeźba z brązu przedstawiająca Henryka Sienkiewicza, utworzona na cześć otrzymania przez Sienkiewicza Literackiej Nagrody Nobla za Quo vadis: Powieść z czasów Nerona

Via Appia Antica

Ruszyłem dalej. Początek drogi to brukowana droga. Trochę dalej pojawia się pierwsze atrakcja jakąś możecie zwiedzieć, jeśli macie trochę więcej czasu. Katakumby Świętego Kaliksta to starożytne tunele, będąc miejscem spoczynku pierwszych Chrześcijan. Wejście jest biletowane i można zwiedzać z przewodnikiem, również w języku polskim.

Via Appia Antica


Nieco dalej możecie odwiedzić Katakumby świętego Sebastiana, który wraz z innymi ludźmi został pochowany w tych starożytnych katakumbach.

Droga jak widać nie należy do najprzyjemniejszych, ale o to właśnie chodzi nie? Liznąć historii i poczuć klimacik. Rosną tu jakieś dziwne rośliny, których nigdy wcześniej nie widziałem. Wzdłuż drogi mijam mury wilii i rezydencji. Chyba mieszkają tu jacyś bardzo zamożni ludzie.

Wejście do posiadłości
Ruiny przy drodze

Pełno tu historycznych pozostałości. Kamienne tablice, mury i wiele innych. Czuć, że czas stanął tu w miejscu. Nie ma tu w ogóle ludzi i jest totalna cisza.

Ruiny przy drodze

Mausoleo di Cecilia Metella

Mijam ogromny obiekt, którym jest Mauzoleum Cecylii Metelli. Ta cylindryczny, beczkowaty obiekt miejscem pochówku córki Kwintusa Cecyliusza Metellusa i żony Marka Krassusa. No nie powiem. Z rozmachem. W średniowieczu obiekt ten został przerobiony na fortecę. Do środka można dostać się po zakupieniu biletu.

Mausoleo di Cecilia Metella
brukowana kostka na drodze

Regina Viarum (Królowa dróg) to inna nazwa tej mającej niegdyś ogromne znaczenie strategiczne drogi. Łączyła prowincje państwa rzymskiego. Przemierzały ją legiony, kupcy oraz posłańcy.

brukowana kostka na drodze

To wzdłuż niej w 71 roku p.n.e ukrzyżowano sześć tysięcy powstańców pod wodzą Spartakusa, po nieudanym powstaniu nad rzeką Silarus!

Udało mi się wreszcie zobaczyć prawdziwe akwedukty. Akwedukty Klaudiusza wybudowane w 71 r. zaopatrywały w wodę 20% Rzymu.


Akwedukty Klaudiusza w Rzymie

To wprost niepojęte, że te antyczne konstrukcje zdołały przetrwać próbę czasu i wciąż stoją, pozwalając nam na własne oczy podziwiać geniusz dawnych budowniczych. Patrzenie na nie to jak dotykanie samej historii, która mimo upływu wieków wciąż zdaje się tętnić życiem.

Byłem absolutnie oczarowany – to była lekcja historii, której nie zapomnę do końca życia. Z głową pełną wrażeń i nowej wiedzy, powoli skierowałem się z powrotem w stronę tętniącego życiem centrum.


Fontanna Di Trevi to jedna z najpopularniejszych atrakcji w Rzymie. Ludzie tłumnie tu przychodzą, rzucają monety do zbiornika fontanny.

Fontanna Di Trevi

Legenda głosi, że kto rzuci za siebie monetą do fontanny, jeszcze tu kiedyś powróci. Dwie monety mają zwiastować romans xD, a trzy - ślub. Wrzuciłem całą garść monet i niech się dzieje co chce ;-)


Plazza Navona to kolejny przepiękny plac z piękną Fontanną Maura i Fontanną del Neptuna, Obeliskiem Agonale i Kościółem Sant’Agnese in Agone, który dumnie tkwi nad (zdaniem wielu turystów) najpiękniejszą fontanna w Rzymie, czyli Fontanna Czterech Rzek.

Plazza Navona
Plazza Navona

Plac ten powstał w miejscu stadionu lekkoatletycznego. Źródła podają, że artyści Berninim i Borromin, którzy projektowali Fontannę Czterech Rzek oraz Kościół świętej Agnieszki nie darzyli się zbytnio sympatią, z czym ma być związana mina postaci na fontannie, których głowy odwracają się od fasady kościoła z grymasem na ustach.

Jestem w stanie uwierzyć, że tak właśnie było. Okrążam ten piękny plac podziwiając wszystkie piękne obiekty w nim zawarte, po czym jadę zwiedzać dalej.


Teatr Marcellusa w pierwszej kolejności kojarzy mi się z Koloseum. Był to starożytny teatr. W jednym momencie przedstawienie mogło podziwiać trzynaście tysięcy widzów!

Zabytek w Rzymie
Teatr Marcellusa

Już za czasów panowania Cezara ten obiekt miał być zbudowany, jednak jego przedwczesna śmierć opóźniła budowę tego obiektu.


Starożytna rzeźba

Niedaleko Teatru Marcellusa, przy Bazylice Santa Maria in Cosmedin mieści się popularny wśród turystów kamienny obiekt - Usta Prawdy. Ten marmurowy medalion z tajemniczo wyglądającą twarzą ma ponad 2000 lat! Nie wiadomo dokładnie, jakie było pochodzenie i zastosowanie tej rzeźby. Teorii jest kilka.

Nie jest tez jasne oblicze czyjego bóstwa zostało przedstawione na medalionie. Może to być grecki bóg Tryton, a może tytan Okeanos. Niektórzy wskazują na rzymskiego boga Jowisza. Niektórzy mają na myśli staroitalskiego boga płodności - Fauna. Może to być również oblicze rzymskiego boga złodziei i handlu - Merkurego.

Starożytna rzeźba

Dzisiaj turyści robią zdjęcia wkładając palce dłoni do ust tej dziwnej brodatej twarzy. Legenda głosi, że osoba, której palce dłoni tkwiły w ustach tej kamiennej twarzy, a która składała fałszywe świadectwo, miałby być przez tę rzeźbę odgryzane! Cóż...Na to wygląda, że jeszcze pogram na pianinie ;-)


Legenda głosi, że Bazylika Matki Boskiej Śnieżnej powstała po tym jak papieżowi Liberiuszowi i rzymianinowi Janowi przyśniła się Maryja i powiedziała, że w miejscu, w którym w środku lata spadnie śnieg powstać ma kościół. Tak też się stało, gdy w sierpniu 352 roku spadł w tej okolicy śnieg, papież nakazał budowę w tym miejscu kościoła

Oglądam miły dla oka kościół siedząc przy fontannie, która jest tuż przed wejściem. Po jakimś czasie uciekam stąd dalej zwiedzać pozostałe punkty tej wycieczki.

Bazylika
Bazylika Matki Boskiej Śnieżnej


Panteon to miejsce poświęcone rzymskim bogom i panującemu cesarzowi. Kilkaset lat później Panteon został przerobiony na kościół pod wezwaniem Świętej Marii Panny od Męczenników. Jak inne zabytkowe obiekty, ten też zmieniał swoje funkcje. W średniowieczu został zmieniony w fortecę.

Włoska pizza

Duża kolejka przed wejściem zniechęciła mnie do czekania. Może innym razem. Na pewno warto. Za to zgłodniałem.

To świetna okazja na prawdziwą włoską pizzę. Rozgościłem się przy stoliku włoskiej restauracji z najlepszy widokiem na Panteon. Piłem pyszną Caffè latte w oczekiwaniu na pizzę, napawając się tą chwilą i wyjątkowym miejscem, w którym jestem. Po niedługiej chwili na stoliku leżała przepyszna pizza ;-)

Włoska pizza


Bazylika św. Jana na Lateranie ta wspaniała, ogromna rezydencja przytłaczająca swą wielkością była rezydencją papieską przez wieki. Była pierwszym kościołem, który powstał w Rzymie. W ciągu wieków ulegała pożarom, trzęsieniom ziemi i grabieżom. Główna fasada tego gmachu robi ogromne wrażenie. Na jej szczycie mieści się piętnaście siedmiometrowych figur. Po środku nich stoi rzeźba Chrystusa.

Bazylika w Rzymie

Włoska ulica w Rzymie

Miejsce można zwiedzić wewnątrz, niestety choćbym chciał wszystkiego nie oblecę podczas tak krótkiego pobytu w Rzymie, ale to kolejna zachęta, by tu wrócić i nadrobić zaległości.

Podziwiałem jakiś czas bazylikę i całą okolicę, po czym wracam do hotelu. Jestem pozytywnie zmęczony zwiedzaniem.


Podsumowanie wycieczki

Włoska ulica w Rzymie

Rzym całkowicie skradł moje serce. To była moja pierwsza wyprawa o tak dużym rozmachu do zagranicznej stolicy, co czyni ją jeszcze bardziej wyjątkowym doświadczeniem.

Cieszę się, że dane mi było zobaczyć tyle historycznych perełek na własne oczy. Rzym ma w sobie niepowtarzalny klimat – to miasto jest jedyne w swoim rodzaju i nie przypomina absolutnie żadnego, które do tej pory odwiedziłem.

Zafascynowała mnie też tutejsza mentalność i temperament mieszkańców. Podróże kształcą, a ta była dla mnie potężną dawką wiedzy i inspiracji, którą będę zgłębiał oraz weryfikował jeszcze długo po powrocie do domu.


Dalsza podróż

Ten wpis dobiega końca, ale moja wyprawa nie – ruszyłem w głąb Włoch, kierując się prosto w stronę gór.

O mojej podróży do Pescosolido i dalszych przygodach możecie poczytać, klikając Tutaj