Wstęp:

W roku 2020 po raz pierwszy przejeżdżałem w pobliżu Jury Krakowsko-Cżestochowskiej. Jechaliśmy wtedy grupą rowerzystów w Pallotyńskiej Pielgrzymce Rowerowej z Gdańska do Krakowa.

Niestety tak pechowo została zorganizowana przez organizatora, że omijała wszystkie zamki.

Po powrocie do domu zacząłem czytać na temat tego szlaku. Im dłużej się wczytywałem na temat zamków, górek i jaskiń, tym moje zainteresowanie wzrastało. Planować wycieczkę w to miejsce zacząłem już w lutym 2021.

Tak ogromna ilość zamków, ruin, skał i jaskiń wymaga czasu, by to zwiedzić, dlatego tę trasę liczącą blisko 200 km rozbiłem sobie na 3 dni. Myślę, że to powinno wystarczyć (i wystarczyło).

W roku 2020 po raz pierwszy przejeżdżałem w pobliżu Jury Krakowsko-Cżestochowskiej. Jechaliśmy wtedy grupą rowerzystów w Pallotyńskiej Pielgrzymce Rowerowej z Gdańska do Krakowa.

Niestety tak pechowo została zorganizowana przez organizatora, że omijała wszystkie zamki.

Po powrocie do domu zacząłem czytać na temat tego szlaku. Im dłużej się wczytywałem na temat zamków, górek i jaskiń, tym moje zainteresowanie wzrastało. Planować wycieczkę w to miejsce zacząłem już w lutym 2021.

Tak ogromna ilość zamków, ruin, skał i jaskiń wymaga czasu, by to zwiedzić, dlatego tę trasę liczącą blisko 200 km rozbiłem sobie na 3 dni. Myślę, że to powinno wystarczyć (i wystarczyło).

Analiza wycieczki

Czas trwania: 3 dni
Dzień I II III
Dystans: 50 km 90 km 65 km
Droga pod górę: 575 m 1050 m 500 m
Lokalizacja: województwa: śląskie i małopolskie
Poziom trudności: 3/6 4/6 3/6
Typ nawierzchni: 90% asfalt, 10% ziemia, kamienie, piach
Typ roweru: Trekking, Cross, MTB, Gravel
Początek wyprawy: Częstochowa Kotowice Osiek

Pobierz ślad mapy w formacie pliku .GPX


Mapa

Poniżej przedstawiam mapę, na której zaznaczyłem obiekty, które zwiedziłem. Może Wam posłużyć do odbycia wycieczki w w te strony na własną rękę ;-).


Dzień I - Podróż do Częstochowy

Już siedzę w pociągu do Częstochowy! Czeka mnie jedna przesiadka w Koluszkach, a stąd do celu tylko 125 km. Planowo na miejscu mam być około 13-stej, więc świetnie – zostaje sporo dnia do wykorzystania. Najpierw oczywiście szybki kurs do hotelu, żeby zostawić rzeczy, a potem ruszam w miasto.

Na pierwszy ogień – Jasna Góra. Nie tylko klasztor i słynny obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, ale też całe otoczenie z murami obronnymi, wieżą widokową i klimatycznym parkiem wokół. Chwilę pojeździłem też rowerem po okolicy – fajnie zobaczyć to miejsce z innej perspektywy niż tylko pieszo.

Częstochowa sama w sobie zaskoczyła mnie tym, że oprócz Jasnej Góry ma też swoje spokojniejsze, mniej znane zakątki. Spacerując po Alei Najświętszej Maryi Panny, można poczuć taki miejski rytm – kawiarnie, restauracje i sporo zieleni. Fajnie się tu po prostu poszwendać bez konkretnego planu, chłonąc klimat miasta.

Pogoda nie jest najlepsza, ale nie przeszkadza mi to w zwiedzaniu miasta. Oczywiście byłem na Jasnej Górze, którą dokładnie zwiedziłem. Tak mija reszta tego dnia. Wracam do hotelu i czekam na jutrzejszy dzień.


Dzień II - Wjazd na szlak

ja
ja

Poranek przywitał mnie rzęsistym deszczem. Podejrzewam, że w momencie gdy wyjrzałem przez okno hotelowe i widząc co się święci na zewnątrz zrobiłem kultową minę Clint Eastwood'a. A co mi tam. Przecież mam odpowiednie ubranie. Ważne, że nie ma mgły i wszystko zobaczę.

Wyjechałem rano z Częstochowy jakąś dziką kamienistą drogą. Później już zmieniła się na ładną drogę rowerową, która wiodła równolegle do drogi krajowej w stronę Olsztyna.

Pusto, spokojnie i ładnie. Przejeżdżam przez zielone lasy i mam dobry humor. Po kilkunastu kilometrach pokazuje się pierwszy cel wycieczki - Zamek w Olsztynie.


Zamek w Olsztynie

Zamek w Olsztynie powstał w XIII wieku. Pełnił ważną funkcję obronną Małopolski w tym czasie. Za Kazimierza Wielkiego został rozbudowany. Jednak w czasie Potopu Szwedzkiego w XVII wieku został zniszczony i splądrowany. Na dodatek później z części kamieni tego zamku zbudowano pobliski kościół. Charakterystyczne dla tego zamku są pozostałe dwie wieże: okrągły stołp i kwadratowa wieża, którą miejscowi nazywają starościańską albo sołtysią.



Z zamkiem w Olsztynie wiąże się wiele legend. Najbardziej znana mówi o Maćku Borkowicu, który spiskował przeciwko królowi i został skazany na śmierć głodową w jednej z wież. W 1587 roku zamek bronił się przed wojskami Maksymiliana Habsburga. Starosta Kacper Karliński, mimo że wróg wystawił przed mury jego syna i opiekunkę, nie ugiął się i kazał odpalić działa.

Ja na tle zamku w Olsztynie koło Częstochowy

Sam zamek robi ogromne wrażenie. Usytuowany na wzgórzu, otoczony piękną przestrzenią, daje sporo miejsca do spacerów i odkrywania ruin. Rower zostawiłem przy wejściu i ruszyłem na zwiedzanie.



Obszedłem zamek naokoło oglądając całą okolicę, a widoki są przednie! Uwielbiam takie otwarte przestrzenie!

To jest to! Miejsce po części zawdzięcza swój urok również dzięki ostańcom, które porozwalane są po okolicy. Niektóre z nich doczekały się własnych nazw np: Słoneczne Skały, albo Ganek Ewy.

Ja na tle zamku w Olsztynie koło Częstochowy

Skorzystałem również z możliwości wejścia na jedną z wież (wstęp płatny) i nie zawiodłem się. Część zdjęć, które dla Was przygotowałem pochodzi właśnie stąd.

Pierwszy zamek tylko wyostrzył apetyt na zwiedzanie Szlaku Orlich Gniazd. Spędziłem tu sporo czasu. Jednak w końcu trzeba było ruszyć dalej! Przygodo trwaj!



Rozpadało się konkretnie. Jadąc dalej minąłem Pustynię Siedlecką. Nawet podjechałem bliżej, ale nie było sensu iść, czy jechać dalej w jej głąb. No piach to piach ;D. W oddali słychać było maszyny z napędem na 4 koła. Pewnie to wspaniałe miejsce do zabawy takimi terenowymi autami dające dużą frajdę. Ponoć też wojsko trenuje tutaj skoki spadochronowe. Jadę dalej.

Deszcz się uspokoił. Jadę szosą przez małe wioski. Ogólnie ruch jest bardzo mały. Ilość podjazdów odczuwalnie się zwiększa.

Po jakimś czasie wjeżdżam do dużego lasu. Widać po falującej w oddali koronie drzew, że stoją one na górzystym terenie. Gdzieniegdzie widzę większe, lub mniejsze skałki. Minął jakiś czas i dojechałem do pierwszej ciekawej formacji skalnej.

Brama Twardowskiego

,,Ale fajna skała, z dziurą w środku!" - tak sobie pomyślałem zbliżając się do Bramy Twardowskiego. W pobliżu kręciło się jeszcze kilka osób. Takie formacje skalne robią na mnie duże wrażenie.

Ja na tle zamku w Olsztynie koło Częstochowy

Obszedłem Bramę Twardowskiego z każdej strony. Można też wejść na górę. Fajna sprawa. Do tego cisza, spokój i zapach lasu nasilony przez deszcz. Kilka obowiązkowych zdjęć dla Was i ruszam dalej.



Te osobliwe skały zbudowane ze skalistego wapienia w okresie jury zawdzięczają swoją nazwę w nawiązaniu do czarnoksiężnika Twardowskiego, które zostały nazwane tak przez Zygmunta Krasińskiego.

Niegdyś wybudowane były tu drewniane schody, co przyciągało odwiedzających.

W tych rejonach toczone były walki w 1939 roku. W 1944 roku 300-osobowy Samodzielny Batalion Armii Krajowej bił się tutaj z miażdżącymi siłami niemieckimi.

Wracając do pochodzenia nazwy tego ostańca ma on przypominać o rzekomej sytuacji, w której Twardowski uciekając na kogucie przed diabłem odbił się od skały. W efekcie powstała w niej dziura, która jest charakterystycznym znakiem rozpoznawczym tej skały.

Twardowski miał umowę z diabłem o to, że w zamian za ogromną wiedzę i znajomość magii winny był mu swoją duszę.

Gdy diabeł upomniał się o to co jego Twardowski przechytrzył czorta i wylądował na księżycu właśnie odbijając się z tego miejsca.


Tuż niedaleko za zakrętem jadąc leśną ścieżką natknąłem się na ogromne Skały. Sam ich widok wygląda po prostu groźnie. Przeczytałem tablicę informacyjną na jej temat.

Diabelskie Mosty

Diabelskie Mosty

Ostaniec ten otrzymał nazwę za sprawą Zygmunta Krasińskiego. Swojego czasu kazał, by wybudować pomiędzy wierzchołkami skały mostki.

Ja na tle zamku w Olsztynie koło Częstochowy

O tym miejscu krąży legenda. Również, tak jak z Bramą Twardowskiego chodzi o diabła, który wypatrywał Twardowskiego w ukryciu w skałach i zaklinował się między szczelinami ostańca.



Druga legenda tego miejsca mówi o zamku Tatarzyna. Za sprawą diabelskich czarów zapadł się pod ziemię.

W czasie II Wojny Światowej wojska niemieckie wpadły w zorganizowaną przez oddziałpartyzancki pułapkę.

Diabelskie Mosty
Ja na tle zamku w Olsztynie koło Częstochowy

Te skały wydawały być się bardziej ponure od tych poprzednich. Surowy widok, z tym wielkim pęknięciem budził niepokój. Nie na tyle duży, bym tam nie wlazł ; D.

Jest dosyć ślisko i musiałem uważać na stromy teren, ale udało się wszędzie zajrzeć.

Diabelskie Mosty


Ruszam dalej. Jadę fantastyczną leśną ścieżką. Ziemia jest ubita. Jestem w szczerym lesie. Od czasu do czasu mijam pieszych turystów.

Kolejny cel znalazłem bez problemu. No więc zsiadam z roweru i idę połazić ;-)

Ruiny zamku Ostrężnik (Jaskinia Ostrężnicka)

Ja na tle zamku w Olsztynie koło Częstochowy

Powstanie zamku datuje się na wiek XIV. Budowę zamku rozpoczął Wojciech z Potoka herbu Jelitka - właściciel Trzebniowa, Mokrzeszy i Potoka.

Zamek składał się z dwóch części - górnej i dolnej, które oddzielała fosa z wodą, z niegdyś płynącego tu źródła.

Część górna miała około 1500 m2, a długość murów około 140 metrów. Zamek miał basztę o wymiarach około 6 x 9 metrów. Pod basztą mieścił się podziemia. Część dolna miała około 7200 m2.

W roku 1391 zamek został zburzony na rozkaz króla Władysława Jagiełły. Ponoć przyczyną miał być bandycki charakter księcia Władysława Opolczyka (który ponoć Wojciechowi z Potoka zlecił wybudowanie tego zamku), a który napadał na karawany kupieckie wraz ze wspomnianym Wojciechem.

Władysław Jagiełło w 1391r. przejmuje ruiny zamku ostrężnickiego dla korony. Przekazuje je później w dzierżawę Janowi ze Szczekocin (Herbu Odrowąż).

Jano ze Szczekocin jednak nie chce odbudowywać zamku. Ruiny niszczeją jeszcze bardziej z czasem. Do tej pory z zamku zostało bardzo mało, a zapisków na jego temat jest bardzo mało.



Ogólnie ruin zamku to się nie dopatrzyłem. Za to jaskinia była interesująca. ' Również tutaj pochodziłem sobie po terenie.

Zjadłem coś, bo zgłodniałem odrobinę i ruszyłem dalej. Ponoć jeszcze dwa zamki przede mną.

Zamek Mirów

Ponoć w miejscu tego zamku wcześniej istniał drewniany gródek. Zabezpieczał on granice kraju przed agresją ze strony Czech.

Zamek powstał w wieku XIV. Jego wygląd z biegiem lat zmieniał się. Był rozbudowywany. WW 1587 roku został zdobyty przez arcyksięcia Maksymiliana Habsburga. W czasie Potopu Szwedzkiego zamek zamienił się niemal w ruinę. W końcu został opuszczony. Kamienie z ruin posłużyły okolicznym mieszkańcom wsi do budowy domów.

Już z daleka bardzo fajnie się prezentował. Na dodatek ta wielka flaga Polski ślicznie udekorowała ścianę zamku. To ze względu na Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polski.

Standardowo. Bilecik, przypięcie roweru do płotu i zwiedzanko. Zamek oczywiście usytuowany jest na wzgórzu, pod które bardzo miło się podjeżdżało rowerem. Ludzi nawet trochę już po okolicy się krząta. Idę łazić.



Ja na tle zamku w Olsztynie koło Częstochowy

Zamek pięknie prezentuje się na tle wielkich skał. Mam wrażenie jakby ktoś je tak sobie porozrzucał po okolicy. Na niektóre na pewno bym mógł się wdrapać.

Na okolicę rozpościera się naprawdę bardzo ładny widok. Stoję tu jakiś czas i zmieniam miejsce, by nacieszyć oczy. Po jakimś czasie wracam z powrotem na dół.


Tuż niedaleko od zamku w Mirowie stoi kolejny zamek. Można już pieszo dojść od jednego do drugiego zamku fajną ścieżką!

Zamek Bobolice

Zamek Bobolice
Ja na tle zamku w Olsztynie koło Częstochowy

Zamek w Bobolicach był na początku zamkiem królewskim. Najprawdopodobniej wybudowany był przez Kazimierza Wielkiego. Za datę wybudowania zamku uważa się rok 1350. Jego funkcja tak jak większość zamków jurajskich to obrona granic państwa.

W 1370 zamek zostaroku rządzący wówczas Polską Ludwik Węgierski. Zamek na przestrzeni lat miał wielu właścicieli. Najdłużej należał, bo przez 150 lat do rodziny herbu Ostoja, a Mikołaj Kreza był pierwszym członkiem tej rodziny, w krórego ręce trafił zamek w Bobolicach.

Niestety i ten zamek został zdobyty przez Maksymiliana Habsburga - pretendenta do polskiego tronu. Jednak został odbity przez Jana Zamojskiego.

Zamek Bobolice

W wieku XVII i XVIII na skutek wojen, które nawiedziły kraj zamek powoli zamieniał się w ruinę. W XIX wieku w piwnicach odnaleziono skarb.



O zamku krąży legenda, która głosi że zamek w Bobolicach i twierdzę w Mirowie łączył podziemny tunel.

Zamek Bobolice

Kolejną jest historia dwóch braci, którzy panowali w dwóch warowniach. Jednak pokochali tą samą kobietę. W efekcie doszło do bratobójstwa.

Zamek robi wrażenie. Trzeba kawałek przejść ścieżką, by się znaleźć pod zamkiem. W jego towarzystwie mieszczą się ciekawe z kształtu formacje skalne.


Na dzisiaj koniec zwiedzania. Robi się późno. Jestem głodny. Do miejsca, w którym dziś nocuję mam kilka kilometrów. Ładna górka do pokonania wieńczy dzisiejszą przejażdżkę.

Ja na tle zamku w Olsztynie koło Częstochowy

Małe uzupełnienie prowiantu w pobliskim sklepie i już wypoczywam w pensjonacie Jurajska Stokrotka w miejscowości Kotowice .

To był udany dzień, pomimo pogody, która płatała figle ;-) Zbieram siły na kolejny dzień.



Dalsza część wpisu na drugiej stronie

Szlak Orlich Gniazd

Wstęp:

W roku 2020 po raz pierwszy przejeżdżałem w pobliżu Jury Krakowsko-Cżestochowskiej. Jechaliśmy wtedy grupą rowerzystów w Pallotyńskiej Pielgrzymce Rowerowej z Gdańska do Krakowa.

Niestety tak pechowo została zorganizowana przez organizatora, że omijała wszystkie zamki.

Po powrocie do domu zacząłem czytać na temat tego szlaku. Im dłużej się wczytywałem na temat zamków, górek i jaskiń, tym moje zainteresowanie wzrastało. Planować wycieczkę w to miejsce zacząłem już w lutym 2021.

Tak ogromna ilość zamków, ruin, skał i jaskiń wymaga czasu, by to zwiedzić, dlatego tę trasę liczącą blisko 200 km rozbiłem sobie na 3 dni. Myślę, że to powinno wystarczyć (i wystarczyło).

W roku 2020 po raz pierwszy przejeżdżałem w pobliżu Jury Krakowsko-Cżestochowskiej. Jechaliśmy wtedy grupą rowerzystów w Pallotyńskiej Pielgrzymce Rowerowej z Gdańska do Krakowa.

Niestety tak pechowo została zorganizowana przez organizatora, że omijała wszystkie zamki.

Po powrocie do domu zacząłem czytać na temat tego szlaku. Im dłużej się wczytywałem na temat zamków, górek i jaskiń, tym moje zainteresowanie wzrastało. Planować wycieczkę w to miejsce zacząłem już w lutym 2021.

Tak ogromna ilość zamków, ruin, skał i jaskiń wymaga czasu, by to zwiedzić, dlatego tę trasę liczącą blisko 200 km rozbiłem sobie na 3 dni. Myślę, że to powinno wystarczyć (i wystarczyło).

Analiza wycieczki

Czas trwania: 3 dni
Dzień I II III
Dystans: 50 km 90 km 65 km
Droga pod górę: 575 m 1050 m 500 m
Lokalizacja: województwa: śląskie i małopolskie
Poziom trudności: 3/6 4/6 3/6
Typ nawierzchni: 90% asfalt, 10% ziemia, kamienie, piach
Typ roweru: Trekking, Cross, MTB, Gravel
Początek wyprawy: Częstochowa Kotowice Osiek

Pobierz ślad mapy w formacie pliku .GPX


Mapa

Poniżej przedstawiam mapę, na której zaznaczyłem obiekty, które zwiedziłem. Może Wam posłużyć do odbycia wycieczki w w te strony na własną rękę ;-).


Dzień I - Podróż do Częstochowy

Już siedzę w pociągu do Częstochowy! Czeka mnie jedna przesiadka w Koluszkach, a stąd do celu tylko 125 km. Planowo na miejscu mam być około 13-stej, więc świetnie – zostaje sporo dnia do wykorzystania. Najpierw oczywiście szybki kurs do hotelu, żeby zostawić rzeczy, a potem ruszam w miasto.

Na pierwszy ogień – Jasna Góra. Nie tylko klasztor i słynny obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, ale też całe otoczenie z murami obronnymi, wieżą widokową i klimatycznym parkiem wokół. Chwilę pojeździłem też rowerem po okolicy – fajnie zobaczyć to miejsce z innej perspektywy niż tylko pieszo.

Częstochowa sama w sobie zaskoczyła mnie tym, że oprócz Jasnej Góry ma też swoje spokojniejsze, mniej znane zakątki. Spacerując po Alei Najświętszej Maryi Panny, można poczuć taki miejski rytm – kawiarnie, restauracje i sporo zieleni. Fajnie się tu po prostu poszwendać bez konkretnego planu, chłonąc klimat miasta.

Pogoda nie jest najlepsza, ale nie przeszkadza mi to w zwiedzaniu miasta. Oczywiście byłem na Jasnej Górze, którą dokładnie zwiedziłem. Tak mija reszta tego dnia. Wracam do hotelu i czekam na jutrzejszy dzień.


Dzień II - Wjazd na szlak

ja
ja

Poranek przywitał mnie rzęsistym deszczem. Podejrzewam, że w momencie gdy wyjrzałem przez okno hotelowe i widząc co się święci na zewnątrz zrobiłem kultową minę Clint Eastwood'a. A co mi tam. Przecież mam odpowiednie ubranie. Ważne, że nie ma mgły i wszystko zobaczę.

Wyjechałem rano z Częstochowy jakąś dziką kamienistą drogą. Później już zmieniła się na ładną drogę rowerową, która wiodła równolegle do drogi krajowej w stronę Olsztyna.

Pusto, spokojnie i ładnie. Przejeżdżam przez zielone lasy i mam dobry humor. Po kilkunastu kilometrach pokazuje się pierwszy cel wycieczki - Zamek w Olsztynie.


Zamek w Olsztynie

Zamek w Olsztynie powstał w XIII wieku. Pełnił ważną funkcję obronną Małopolski w tym czasie. Za Kazimierza Wielkiego został rozbudowany. Jednak w czasie Potopu Szwedzkiego w XVII wieku został zniszczony i splądrowany. Na dodatek później z części kamieni tego zamku zbudowano pobliski kościół. Charakterystyczne dla tego zamku są pozostałe dwie wieże: okrągły stołp i kwadratowa wieża, którą miejscowi nazywają starościańską albo sołtysią.



Z zamkiem w Olsztynie wiąże się wiele legend. Najbardziej znana mówi o Maćku Borkowicu, który spiskował przeciwko królowi i został skazany na śmierć głodową w jednej z wież. W 1587 roku zamek bronił się przed wojskami Maksymiliana Habsburga. Starosta Kacper Karliński, mimo że wróg wystawił przed mury jego syna i opiekunkę, nie ugiął się i kazał odpalić działa.

Ja na tle zamku w Olsztynie koło Częstochowy

Sam zamek robi ogromne wrażenie. Usytuowany na wzgórzu, otoczony piękną przestrzenią, daje sporo miejsca do spacerów i odkrywania ruin. Rower zostawiłem przy wejściu i ruszyłem na zwiedzanie.



Obszedłem zamek naokoło oglądając całą okolicę, a widoki są przednie! Uwielbiam takie otwarte przestrzenie!

To jest to! Miejsce po części zawdzięcza swój urok również dzięki ostańcom, które porozwalane są po okolicy. Niektóre z nich doczekały się własnych nazw np: Słoneczne Skały, albo Ganek Ewy.

Ja na tle zamku w Olsztynie koło Częstochowy

Skorzystałem również z możliwości wejścia na jedną z wież (wstęp płatny) i nie zawiodłem się. Część zdjęć, które dla Was przygotowałem pochodzi właśnie stąd.

Pierwszy zamek tylko wyostrzył apetyt na zwiedzanie Szlaku Orlich Gniazd. Spędziłem tu sporo czasu. Jednak w końcu trzeba było ruszyć dalej! Przygodo trwaj!



Rozpadało się konkretnie. Jadąc dalej minąłem Pustynię Siedlecką. Nawet podjechałem bliżej, ale nie było sensu iść, czy jechać dalej w jej głąb. No piach to piach ;D. W oddali słychać było maszyny z napędem na 4 koła. Pewnie to wspaniałe miejsce do zabawy takimi terenowymi autami dające dużą frajdę. Ponoć też wojsko trenuje tutaj skoki spadochronowe. Jadę dalej.

Deszcz się uspokoił. Jadę szosą przez małe wioski. Ogólnie ruch jest bardzo mały. Ilość podjazdów odczuwalnie się zwiększa.

Po jakimś czasie wjeżdżam do dużego lasu. Widać po falującej w oddali koronie drzew, że stoją one na górzystym terenie. Gdzieniegdzie widzę większe, lub mniejsze skałki. Minął jakiś czas i dojechałem do pierwszej ciekawej formacji skalnej.

Brama Twardowskiego

,,Ale fajna skała, z dziurą w środku!" - tak sobie pomyślałem zbliżając się do Bramy Twardowskiego. W pobliżu kręciło się jeszcze kilka osób. Takie formacje skalne robią na mnie duże wrażenie.

Ja na tle zamku w Olsztynie koło Częstochowy

Obszedłem Bramę Twardowskiego z każdej strony. Można też wejść na górę. Fajna sprawa. Do tego cisza, spokój i zapach lasu nasilony przez deszcz. Kilka obowiązkowych zdjęć dla Was i ruszam dalej.



Te osobliwe skały zbudowane ze skalistego wapienia w okresie jury zawdzięczają swoją nazwę w nawiązaniu do czarnoksiężnika Twardowskiego, które zostały nazwane tak przez Zygmunta Krasińskiego.

Niegdyś wybudowane były tu drewniane schody, co przyciągało odwiedzających.

W tych rejonach toczone były walki w 1939 roku. W 1944 roku 300-osobowy Samodzielny Batalion Armii Krajowej bił się tutaj z miażdżącymi siłami niemieckimi.

Wracając do pochodzenia nazwy tego ostańca ma on przypominać o rzekomej sytuacji, w której Twardowski uciekając na kogucie przed diabłem odbił się od skały. W efekcie powstała w niej dziura, która jest charakterystycznym znakiem rozpoznawczym tej skały.

Twardowski miał umowę z diabłem o to, że w zamian za ogromną wiedzę i znajomość magii winny był mu swoją duszę.

Gdy diabeł upomniał się o to co jego Twardowski przechytrzył czorta i wylądował na księżycu właśnie odbijając się z tego miejsca.


Tuż niedaleko za zakrętem jadąc leśną ścieżką natknąłem się na ogromne Skały. Sam ich widok wygląda po prostu groźnie. Przeczytałem tablicę informacyjną na jej temat.

Diabelskie Mosty

Diabelskie Mosty

Ostaniec ten otrzymał nazwę za sprawą Zygmunta Krasińskiego. Swojego czasu kazał, by wybudować pomiędzy wierzchołkami skały mostki.

Ja na tle zamku w Olsztynie koło Częstochowy

O tym miejscu krąży legenda. Również, tak jak z Bramą Twardowskiego chodzi o diabła, który wypatrywał Twardowskiego w ukryciu w skałach i zaklinował się między szczelinami ostańca.



Druga legenda tego miejsca mówi o zamku Tatarzyna. Za sprawą diabelskich czarów zapadł się pod ziemię.

W czasie II Wojny Światowej wojska niemieckie wpadły w zorganizowaną przez oddziałpartyzancki pułapkę.

Diabelskie Mosty
Ja na tle zamku w Olsztynie koło Częstochowy

Te skały wydawały być się bardziej ponure od tych poprzednich. Surowy widok, z tym wielkim pęknięciem budził niepokój. Nie na tyle duży, bym tam nie wlazł ; D.

Jest dosyć ślisko i musiałem uważać na stromy teren, ale udało się wszędzie zajrzeć.

Diabelskie Mosty


Ruszam dalej. Jadę fantastyczną leśną ścieżką. Ziemia jest ubita. Jestem w szczerym lesie. Od czasu do czasu mijam pieszych turystów.

Kolejny cel znalazłem bez problemu. No więc zsiadam z roweru i idę połazić ;-)

Ruiny zamku Ostrężnik (Jaskinia Ostrężnicka)

Ja na tle zamku w Olsztynie koło Częstochowy

Powstanie zamku datuje się na wiek XIV. Budowę zamku rozpoczął Wojciech z Potoka herbu Jelitka - właściciel Trzebniowa, Mokrzeszy i Potoka.

Zamek składał się z dwóch części - górnej i dolnej, które oddzielała fosa z wodą, z niegdyś płynącego tu źródła.

Część górna miała około 1500 m2, a długość murów około 140 metrów. Zamek miał basztę o wymiarach około 6 x 9 metrów. Pod basztą mieścił się podziemia. Część dolna miała około 7200 m2.

W roku 1391 zamek został zburzony na rozkaz króla Władysława Jagiełły. Ponoć przyczyną miał być bandycki charakter księcia Władysława Opolczyka (który ponoć Wojciechowi z Potoka zlecił wybudowanie tego zamku), a który napadał na karawany kupieckie wraz ze wspomnianym Wojciechem.

Władysław Jagiełło w 1391r. przejmuje ruiny zamku ostrężnickiego dla korony. Przekazuje je później w dzierżawę Janowi ze Szczekocin (Herbu Odrowąż).

Jano ze Szczekocin jednak nie chce odbudowywać zamku. Ruiny niszczeją jeszcze bardziej z czasem. Do tej pory z zamku zostało bardzo mało, a zapisków na jego temat jest bardzo mało.



Ogólnie ruin zamku to się nie dopatrzyłem. Za to jaskinia była interesująca. ' Również tutaj pochodziłem sobie po terenie.

Zjadłem coś, bo zgłodniałem odrobinę i ruszyłem dalej. Ponoć jeszcze dwa zamki przede mną.

Zamek Mirów

Ponoć w miejscu tego zamku wcześniej istniał drewniany gródek. Zabezpieczał on granice kraju przed agresją ze strony Czech.

Zamek powstał w wieku XIV. Jego wygląd z biegiem lat zmieniał się. Był rozbudowywany. WW 1587 roku został zdobyty przez arcyksięcia Maksymiliana Habsburga. W czasie Potopu Szwedzkiego zamek zamienił się niemal w ruinę. W końcu został opuszczony. Kamienie z ruin posłużyły okolicznym mieszkańcom wsi do budowy domów.

Już z daleka bardzo fajnie się prezentował. Na dodatek ta wielka flaga Polski ślicznie udekorowała ścianę zamku. To ze względu na Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polski.

Standardowo. Bilecik, przypięcie roweru do płotu i zwiedzanko. Zamek oczywiście usytuowany jest na wzgórzu, pod które bardzo miło się podjeżdżało rowerem. Ludzi nawet trochę już po okolicy się krząta. Idę łazić.



Ja na tle zamku w Olsztynie koło Częstochowy

Zamek pięknie prezentuje się na tle wielkich skał. Mam wrażenie jakby ktoś je tak sobie porozrzucał po okolicy. Na niektóre na pewno bym mógł się wdrapać.

Na okolicę rozpościera się naprawdę bardzo ładny widok. Stoję tu jakiś czas i zmieniam miejsce, by nacieszyć oczy. Po jakimś czasie wracam z powrotem na dół.


Tuż niedaleko od zamku w Mirowie stoi kolejny zamek. Można już pieszo dojść od jednego do drugiego zamku fajną ścieżką!

Zamek Bobolice

Zamek Bobolice
Ja na tle zamku w Olsztynie koło Częstochowy

Zamek w Bobolicach był na początku zamkiem królewskim. Najprawdopodobniej wybudowany był przez Kazimierza Wielkiego. Za datę wybudowania zamku uważa się rok 1350. Jego funkcja tak jak większość zamków jurajskich to obrona granic państwa.

W 1370 zamek zostaroku rządzący wówczas Polską Ludwik Węgierski. Zamek na przestrzeni lat miał wielu właścicieli. Najdłużej należał, bo przez 150 lat do rodziny herbu Ostoja, a Mikołaj Kreza był pierwszym członkiem tej rodziny, w krórego ręce trafił zamek w Bobolicach.

Niestety i ten zamek został zdobyty przez Maksymiliana Habsburga - pretendenta do polskiego tronu. Jednak został odbity przez Jana Zamojskiego.

Zamek Bobolice

W wieku XVII i XVIII na skutek wojen, które nawiedziły kraj zamek powoli zamieniał się w ruinę. W XIX wieku w piwnicach odnaleziono skarb.



O zamku krąży legenda, która głosi że zamek w Bobolicach i twierdzę w Mirowie łączył podziemny tunel.

Zamek Bobolice

Kolejną jest historia dwóch braci, którzy panowali w dwóch warowniach. Jednak pokochali tą samą kobietę. W efekcie doszło do bratobójstwa.

Zamek robi wrażenie. Trzeba kawałek przejść ścieżką, by się znaleźć pod zamkiem. W jego towarzystwie mieszczą się ciekawe z kształtu formacje skalne.


Na dzisiaj koniec zwiedzania. Robi się późno. Jestem głodny. Do miejsca, w którym dziś nocuję mam kilka kilometrów. Ładna górka do pokonania wieńczy dzisiejszą przejażdżkę.

Ja na tle zamku w Olsztynie koło Częstochowy

Małe uzupełnienie prowiantu w pobliskim sklepie i już wypoczywam w pensjonacie Jurajska Stokrotka w miejscowości Kotowice .

To był udany dzień, pomimo pogody, która płatała figle ;-) Zbieram siły na kolejny dzień.



Dalsza część wpisu na drugiej stronie