Jedną z pierwszych, a zarazem najbardziej charakterystycznych tras w mojej rowerowej przygodzie był odcinek z Gdańska na Hel. Przejechałem go kilkukrotnie – czasem w obie strony, co dawało imponujące ponad 200 km w siodle, innym razem dojechałem do samego Helu i wróciłem promem. To rozwiązanie okazało się świetnym pomysłem, bo po całym dniu pedałowania rejs statkiem był niezwykle przyjemnym urozmaiceniem. Alternatywą, której jeszcze nie wypróbowałem, jest powrót do Gdyni pociągiem – wygodna opcja, szczególnie gdy nogi odmówią współpracy.
Trasa ta bywa określana mianem „gdańskiej kosy”, ponieważ na mapie przypomina kosę Ponurego Żniwiarza. Warto rozpocząć podróż już w gdańskim Brzeźnie i kierować się dalej nadmorską trasą przez Sopot i Gdynię aż do Pucka. O samym Gdańsku rozpisywałem się w osobnym wpisie, więc tutaj tylko dodam, że ten odcinek nad zatoką zawsze cieszy oko – co chwilę znajdziecie wejście na plażę, gdzie można odpocząć i złapać oddech.
Latem trzeba liczyć się z dużą liczbą turystów, więc tempo jazdy bywa wolniejsze. W Sopocie warto zajrzeć na słynne Molo – najdłuższe drewniane molo w Europie, a jeśli ktoś szuka mniej tłocznych miejsc, to w Gdyni wystarczy odbić w stronę Oksywia czy Pogórza. Tam zaczyna się spokojniejszy klimat, choć wcześniej czeka mała wspinaczka na charakterystyczną górkę.
Dalej polecam koniecznie odwiedzić Mechelinki i Rewę – niewielkie nadmorskie miejscowości, w których wciąż można poczuć atmosferę dawnych rybackich wiosek. Rewa słynie zwłaszcza z malowniczej „Szpyrk”, czyli mierzei wysuniętej w głąb Zatoki Puckiej, która szczególnie o zachodzie słońca potrafi zrobić ogromne wrażenie.
Jedną z moich ulubionych tras była droga z Gdańska na Hel – czasem w obie strony, innym razem powrót promem z Helu. Odcinek nad Zatoką Pucką, przez Sopot i Gdynię, daje piękne widoki, a w Sopocie warto zajrzeć na Molo. Mniejsze miejscowości jak Mechelinki i Rewa zachowują klimat dawnych rybackich wiosek, a szczególnie zachód słońca na mierzei w Rewie robi ogromne wrażenie.


Jadąc z Gdańska warto przejechać całe miasto wzdłuż Zatoki Gdańskiej – przy dobrych warunkach widać Hel z plaż. Pierwszy punkt widokowy znajduje się przy zachodnim falochronie, niedaleko latarni morskiej w Gdańsku. Stamtąd zobaczysz krzywiznę zatoki w kierunku Gdyni, piaszczyste plaże przechodzące w klify i korony drzew w oddali.
Falochron zachodni przyciąga wielu spacerowiczów, a w pobliżu znajduje się plaża dla psów. Odwracając się, dostrzeżesz pomnik Obrońców Wybrzeża na Westerplatte, który odwiedzimy kolejnego dnia. Dodatkowo, przy ujściu Martwej Wisły można obserwować ruch statków – to atrakcja sama w sobie.
Przejeżdżając Gdańsk nad Zatoką, zobaczysz Hel z plaż. Warto zatrzymać się przy zachodnim falochronie i latarni morskiej, skąd widać krzywiznę zatoki i klify. W okolicy jest plaża dla psów, pomnik Obrońców Wybrzeża na Westerplatte i ruch statków przy ujściu Martwej Wisły.



Ten odcinek został specjalnie przygotowany dla turystów. Jest to droga rowerowa i chodnik dla pieszych ciągnący się wzdłuż morza od falochronu, z którego ruszamy, aż do Sopotu. Co rusz od Jantarowej odbijają wejścia na plażę, więc możesz zrobić sobie krótką przerwę na opalanie, może nawet kąpiel ;-)
Kiedy już narobicie fotek i napatrzycie się na zatokę wyjeżdżając z molo kierujemy się w kierunku Sopotu. Po lewej stronie mamy Park Reagana, który również oferuje ciekawe atrakcje i jest ładnym miejscem.
Spokojnie jadąc nad zatoką dojedziesz do Gdyni. Pierwszy w mojej ocenie wyjątkowym miejscem na dzisiejszej trasie wycieczki jest Rewa.


Rewa to piękna miejscowość położna w powiecie puckim. Jest to miejsce odwiedzane przez turystów z kilku ważnych powodów. Nazwa tego miejsca identyfikuje się z definicją tego słowa w aspekcie geografii, czyli jako zjawiska tworzenia się specyficznej rzeźby dna morskiego, która w wyniku tworzenia się wału piaszczystego pod wodą ciągnącego się od tego miejsca praktycznie (prócz sztucznie przekopanej części) aż do kuźnicy tworzy pas płycizny zwany Rybitwią Mielizną.
Taki pas o zmieniającej się głębokości, który zaczynając się od plaży rewskiej pięknym ,,klinem" wchodzącym w zatokę ciągnie się przez ok. 10 km zmieniając swoją głębokość. Zatem chcąc przejść tą mielizną musimy liczyć się z tym, że przy sprzyjających warunkach będą momenty, gdy będziemy brodzić na środku zatok po kolana, idąc po szyję zanużonym w wodzie lub po prostu płynąć. Poniżej widok z satelity, na którym widać Rybitwią Mieliznę.
Samodzielnego pokonania Mewiej Rewy stanowczo odradzam. Lepiej jest wziąć udział w Marszu Śledzia.
Marsz Śledzia jest impreza, w której 100 osób wybranych na drodze losowania przemierza zatokę od Kuźnicy do Rewy idąc pasem Mewiej Rewy!
Tak unikalnych przegód ze świecą szukać w innych częściach świata, a u nas w Polsce przy odrobinie szczęścia, bo wylosować wejściówkę z roku na rok jest coraz trudnie, można przeżyć niezapomnianą przygodę.


Dalsza jazda wzdłuż Zatoki Gdańskiej obfituje w piękne widoki, które trudno pominąć. Za Rewą mijam Puck, a chwilę później towarzyszy mi już tafla Zatoki Puckiej. Niedługo potem docieram do Władysławowa – i właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa przygoda, bo wjeżdżam na Półwysep Helski. Czeka mnie teraz około 30 kilometrów jazdy na wprost, przez słynne miejscowości tego wąskiego skrawka lądu: Chałupy, Kuźnicę, z której wyruszał wspomniany wcześniej Marsz Śledzia, Jastarnię z jej niewielką, ale oficjalnie „zaliczaną” latarnią morską, a także Juratę. Na końcu oczywiście czeka Hel.
Jazda po Półwyspie latem bywa wymagająca – tłumy turystów, wyjazdy z kempingów i ośrodków mogą zaskoczyć, dlatego trzeba zachować czujność. Ścieżka rowerowa prowadzi raz po jednej, raz po drugiej stronie drogi, a dopiero bliżej Helu staje się bardziej komfortowa – oddzielona od pieszych tras i dająca poczucie bezpieczeństwa. W okolicach Kuźnicy czy Jastarni, przy odpowiedniej pogodzie, nietrudno dostrzec dziesiątki kolorowych latawców – to raj dla kajtserferów i miłośników sportów wodnych.



Końcówka Półwyspu, czyli sam Hel, jest zupełnie inna – szeroka, zalesiona i pełna pamiątek historii. W lasach ukryte są bunkry, wieże i inne militarne pozostałości, które najlepiej eksplorować pieszo. Na samym końcu półwyspu wita latarnia morska w Helu – zdecydowanie warto wejść na górę. Panorama z tarasu jest imponująca: widać stąd nie tylko linię Zatoki, ale przy dobrej pogodzie również Gdynię i Gdańsk.
Dla tych, którzy jadą szlakiem R-10 z zachodu i docierają na Hel, pojawia się mały dylemat: półwysep się kończy i trzeba wracać. Ale to nie problem – możliwości jest kilka. Można cofnąć się rowerem te 30 kilometrów, można w sezonie letnim skorzystać z promów kursujących z Helu do Gdyni czy Gdańska (co samo w sobie jest atrakcją), albo po prostu wsiąść w pociąg do Gdyni i kontynuować wyprawę dalej na wschód.
Wycieczkę zaczynam od świetnej atrakcji – przeprawy promem.
Prom pływa między brzegami Przekopu Wisły między Świbnem,
które leży na Wyspie Sobieszewskiej, czyli jeszcze w Gdańsku, a
Mikoszewem.
Postanowiłem rozpocząć wyprawę na Mierzeję Wiślaną, przeprawiając się na drugą stronę w Świbnie na Wyspie Sobieszewskiej.

Gdy na naszą stronę dopłynął prom, szybko załadował się ludźmi, rowerami i autami.
Ciekawostka:
Przekop Wisły wybudowany został w roku 1895, na skutek siejących spustoszenie powodzi, które nawiedzały Żuławy Wiślane.
Spokojna Wisła pięknie odbijała promienie słońca.

Niedługo po tym dopłynąłem do brzegu Wisły od strony Mikoszewa. Chwila na przygotowanie rowerów i założenie bagaży i jesteśmy gotowi na wycieczkę.
Rowerzysta ma teraz wybór. Jechać cały czas szosą, lub skierować się na Szlak R10.


Szlak, którym podążamy został odnowiony i specjalnie przygotowany dla rowerzystów w wyniku połączenia siły tutejszych gmin, a sfinansowany został z funduszy Unii Europejskiej.
Robi się naprawdę upalnie, a takie mają być dwa dni. Właśnie sobie zdałem sprawę, że wypad w te strony, do chłodnych lasów blisko morza to najlepsza decyzja na taki gorąc.

Jadąc, napawałem się pięknem natury. Proste, utwardzone leśne ścieżki dają możliwość bezpiecznej jazdy i rozglądania się we wszystkie strony.
Od czasu do czasu zatrzymywałem się na krótką przerwę. Na trasie utworzono sporo specjalnych miejsc na odpoczynek dla rowerowych turystów.

Dotarłem na plażę w Jantarze. To jedno z popularniejszych miast Mierzei Wiślanej.
Słynie z pięknej plaży, na której stoją wciągnięte kutry rybackie. Turyści bardzo upodobali sobie piękno tego miejsca, a w sezonie letnim jest ono przepełnione ludźmi. Nad plażą znajdują się sklepiki i budki z żywnością.


Jedną z pierwszych, a zarazem najbardziej charakterystycznych tras w mojej rowerowej przygodzie był odcinek z Gdańska na Hel. Przejechałem go kilkukrotnie – czasem w obie strony, co dawało imponujące ponad 200 km w siodle, innym razem dojechałem do samego Helu i wróciłem promem. To rozwiązanie okazało się świetnym pomysłem, bo po całym dniu pedałowania rejs statkiem był niezwykle przyjemnym urozmaiceniem. Alternatywą, której jeszcze nie wypróbowałem, jest powrót do Gdyni pociągiem – wygodna opcja, szczególnie gdy nogi odmówią współpracy.
Trasa ta bywa określana mianem „gdańskiej kosy”, ponieważ na mapie przypomina kosę Ponurego Żniwiarza. Warto rozpocząć podróż już w gdańskim Brzeźnie i kierować się dalej nadmorską trasą przez Sopot i Gdynię aż do Pucka. O samym Gdańsku rozpisywałem się w osobnym wpisie, więc tutaj tylko dodam, że ten odcinek nad zatoką zawsze cieszy oko – co chwilę znajdziecie wejście na plażę, gdzie można odpocząć i złapać oddech.
Latem trzeba liczyć się z dużą liczbą turystów, więc tempo jazdy bywa wolniejsze. W Sopocie warto zajrzeć na słynne Molo – najdłuższe drewniane molo w Europie, a jeśli ktoś szuka mniej tłocznych miejsc, to w Gdyni wystarczy odbić w stronę Oksywia czy Pogórza. Tam zaczyna się spokojniejszy klimat, choć wcześniej czeka mała wspinaczka na charakterystyczną górkę.
Dalej polecam koniecznie odwiedzić Mechelinki i Rewę – niewielkie nadmorskie miejscowości, w których wciąż można poczuć atmosferę dawnych rybackich wiosek. Rewa słynie zwłaszcza z malowniczej „Szpyrk”, czyli mierzei wysuniętej w głąb Zatoki Puckiej, która szczególnie o zachodzie słońca potrafi zrobić ogromne wrażenie.
Jedną z moich ulubionych tras była droga z Gdańska na Hel – czasem w obie strony, innym razem powrót promem z Helu. Odcinek nad Zatoką Pucką, przez Sopot i Gdynię, daje piękne widoki, a w Sopocie warto zajrzeć na Molo. Mniejsze miejscowości jak Mechelinki i Rewa zachowują klimat dawnych rybackich wiosek, a szczególnie zachód słońca na mierzei w Rewie robi ogromne wrażenie.


Jadąc z Gdańska warto przejechać całe miasto wzdłuż Zatoki Gdańskiej – przy dobrych warunkach widać Hel z plaż. Pierwszy punkt widokowy znajduje się przy zachodnim falochronie, niedaleko latarni morskiej w Gdańsku. Stamtąd zobaczysz krzywiznę zatoki w kierunku Gdyni, piaszczyste plaże przechodzące w klify i korony drzew w oddali.
Falochron zachodni przyciąga wielu spacerowiczów, a w pobliżu znajduje się plaża dla psów. Odwracając się, dostrzeżesz pomnik Obrońców Wybrzeża na Westerplatte, który odwiedzimy kolejnego dnia. Dodatkowo, przy ujściu Martwej Wisły można obserwować ruch statków – to atrakcja sama w sobie.
Przejeżdżając Gdańsk nad Zatoką, zobaczysz Hel z plaż. Warto zatrzymać się przy zachodnim falochronie i latarni morskiej, skąd widać krzywiznę zatoki i klify. W okolicy jest plaża dla psów, pomnik Obrońców Wybrzeża na Westerplatte i ruch statków przy ujściu Martwej Wisły.



Ten odcinek został specjalnie przygotowany dla turystów. Jest to droga rowerowa i chodnik dla pieszych ciągnący się wzdłuż morza od falochronu, z którego ruszamy, aż do Sopotu. Co rusz od Jantarowej odbijają wejścia na plażę, więc możesz zrobić sobie krótką przerwę na opalanie, może nawet kąpiel ;-)
Kiedy już narobicie fotek i napatrzycie się na zatokę wyjeżdżając z molo kierujemy się w kierunku Sopotu. Po lewej stronie mamy Park Reagana, który również oferuje ciekawe atrakcje i jest ładnym miejscem.
Spokojnie jadąc nad zatoką dojedziesz do Gdyni. Pierwszy w mojej ocenie wyjątkowym miejscem na dzisiejszej trasie wycieczki jest Rewa.


Rewa to piękna miejscowość położna w powiecie puckim. Jest to miejsce odwiedzane przez turystów z kilku ważnych powodów. Nazwa tego miejsca identyfikuje się z definicją tego słowa w aspekcie geografii, czyli jako zjawiska tworzenia się specyficznej rzeźby dna morskiego, która w wyniku tworzenia się wału piaszczystego pod wodą ciągnącego się od tego miejsca praktycznie (prócz sztucznie przekopanej części) aż do kuźnicy tworzy pas płycizny zwany Rybitwią Mielizną.
Taki pas o zmieniającej się głębokości, który zaczynając się od plaży rewskiej pięknym ,,klinem" wchodzącym w zatokę ciągnie się przez ok. 10 km zmieniając swoją głębokość. Zatem chcąc przejść tą mielizną musimy liczyć się z tym, że przy sprzyjających warunkach będą momenty, gdy będziemy brodzić na środku zatok po kolana, idąc po szyję zanużonym w wodzie lub po prostu płynąć. Poniżej widok z satelity, na którym widać Rybitwią Mieliznę.
Samodzielnego pokonania Mewiej Rewy stanowczo odradzam. Lepiej jest wziąć udział w Marszu Śledzia.
Marsz Śledzia jest impreza, w której 100 osób wybranych na drodze losowania przemierza zatokę od Kuźnicy do Rewy idąc pasem Mewiej Rewy!
Tak unikalnych przegód ze świecą szukać w innych częściach świata, a u nas w Polsce przy odrobinie szczęścia, bo wylosować wejściówkę z roku na rok jest coraz trudnie, można przeżyć niezapomnianą przygodę.


Dalsza jazda wzdłuż Zatoki Gdańskiej obfituje w piękne widoki, które trudno pominąć. Za Rewą mijam Puck, a chwilę później towarzyszy mi już tafla Zatoki Puckiej. Niedługo potem docieram do Władysławowa – i właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa przygoda, bo wjeżdżam na Półwysep Helski. Czeka mnie teraz około 30 kilometrów jazdy na wprost, przez słynne miejscowości tego wąskiego skrawka lądu: Chałupy, Kuźnicę, z której wyruszał wspomniany wcześniej Marsz Śledzia, Jastarnię z jej niewielką, ale oficjalnie „zaliczaną” latarnią morską, a także Juratę. Na końcu oczywiście czeka Hel.
Jazda po Półwyspie latem bywa wymagająca – tłumy turystów, wyjazdy z kempingów i ośrodków mogą zaskoczyć, dlatego trzeba zachować czujność. Ścieżka rowerowa prowadzi raz po jednej, raz po drugiej stronie drogi, a dopiero bliżej Helu staje się bardziej komfortowa – oddzielona od pieszych tras i dająca poczucie bezpieczeństwa. W okolicach Kuźnicy czy Jastarni, przy odpowiedniej pogodzie, nietrudno dostrzec dziesiątki kolorowych latawców – to raj dla kajtserferów i miłośników sportów wodnych.



Końcówka Półwyspu, czyli sam Hel, jest zupełnie inna – szeroka, zalesiona i pełna pamiątek historii. W lasach ukryte są bunkry, wieże i inne militarne pozostałości, które najlepiej eksplorować pieszo. Na samym końcu półwyspu wita latarnia morska w Helu – zdecydowanie warto wejść na górę. Panorama z tarasu jest imponująca: widać stąd nie tylko linię Zatoki, ale przy dobrej pogodzie również Gdynię i Gdańsk.
Dla tych, którzy jadą szlakiem R-10 z zachodu i docierają na Hel, pojawia się mały dylemat: półwysep się kończy i trzeba wracać. Ale to nie problem – możliwości jest kilka. Można cofnąć się rowerem te 30 kilometrów, można w sezonie letnim skorzystać z promów kursujących z Helu do Gdyni czy Gdańska (co samo w sobie jest atrakcją), albo po prostu wsiąść w pociąg do Gdyni i kontynuować wyprawę dalej na wschód.
Wycieczkę zaczynam od świetnej atrakcji – przeprawy promem.
Prom pływa między brzegami Przekopu Wisły między Świbnem,
które leży na Wyspie Sobieszewskiej, czyli jeszcze w Gdańsku, a
Mikoszewem.
Postanowiłem rozpocząć wyprawę na Mierzeję Wiślaną, przeprawiając się na drugą stronę w Świbnie na Wyspie Sobieszewskiej.

Gdy na naszą stronę dopłynął prom, szybko załadował się ludźmi, rowerami i autami.
Ciekawostka:
Przekop Wisły wybudowany został w roku 1895, na skutek siejących spustoszenie powodzi, które nawiedzały Żuławy Wiślane.
Spokojna Wisła pięknie odbijała promienie słońca.

Niedługo po tym dopłynąłem do brzegu Wisły od strony Mikoszewa. Chwila na przygotowanie rowerów i założenie bagaży i jesteśmy gotowi na wycieczkę.
Rowerzysta ma teraz wybór. Jechać cały czas szosą, lub skierować się na Szlak R10.


Szlak, którym podążamy został odnowiony i specjalnie przygotowany dla rowerzystów w wyniku połączenia siły tutejszych gmin, a sfinansowany został z funduszy Unii Europejskiej.
Robi się naprawdę upalnie, a takie mają być dwa dni. Właśnie sobie zdałem sprawę, że wypad w te strony, do chłodnych lasów blisko morza to najlepsza decyzja na taki gorąc.

Jadąc, napawałem się pięknem natury. Proste, utwardzone leśne ścieżki dają możliwość bezpiecznej jazdy i rozglądania się we wszystkie strony.
Od czasu do czasu zatrzymywałem się na krótką przerwę. Na trasie utworzono sporo specjalnych miejsc na odpoczynek dla rowerowych turystów.

Dotarłem na plażę w Jantarze. To jedno z popularniejszych miast Mierzei Wiślanej.
Słynie z pięknej plaży, na której stoją wciągnięte kutry rybackie. Turyści bardzo upodobali sobie piękno tego miejsca, a w sezonie letnim jest ono przepełnione ludźmi. Nad plażą znajdują się sklepiki i budki z żywnością.

