Poranek był pochmurny i trochę padało. Wstałem wcześnie i pojechałem pod Górę Zborów. Właściciel miejsca, w którym nocowałem mówił, że na samą górę wchodzi się długo i tylko pieszo.
W związku z dużą ilością dzisiejszych celów zrezygnowałem z wejścia na Górę Zborów i podziwiałem ją z daleka jadąc dalej.
Do ruin zamku Bąkowiec w Morsku jechało się ciężko. Droga wiodła najpierw przez piaszczystą drogę przy lesie, a później już w nim po jakiś kamienistych, dziurawych i grząskich ścieżkach. Oczywiście co chwilę jadąc pod górę. Do tego deszcz nieznośnie się nasilił. W tych miłych okolicznościach przyrody zbliżałem się do kolejnego zamku.
Mijałem po drodze małe campingi. Ludzie, którzy sobie zaplanowali majówkę bez względu na pogodę (tak jak ja) po prostu spędzali miło czas na łonie natury ;-).


Nie wiadomo kto i kiedy wzniósł zamek Bąkowiec. Przyjmuje się że powstał w XIV wieku, a za fundatorów można uznać króla Kazimierza Wielkiego, rycerzy Morskich herbu Topór lub księcia Władysława Opolczyka. Możliwe, że pierwotną strażnicę Kazimierza Wielkiego później rozbudowano. Pewne jest że Opolczyk dzierżył Morsko od roku 1370 do 1390, kiedy to przekazał go swojemu zaufanemu stronnikowi - rycerzowi ze Śląska Mikołajowi Strzale. Jest to pierwsza wzmianka o zamku w dokumentach.
W 1392 roku wraz z kresem panowania Opolczyka pojawił się nowy właściciel Piotr z Marcinowic. W latach 1413-34 właścicielem całej okolicy był Jan z Sieciechowic a funkcję burgrabiego zamku powierzył na pewien czas rycerzowi o imieniu Piotr herbu Lis (1418-22).

Od 1435 dobra z zamkiem Bąkowice przejął Krystyn z Koziegłów i jego potomkowie, a następnie Włodkowie, Zborowscy, Brzescy i Giebułtowscy. Nie są znane dzieje warowni pod panowaniem tych rodów. Wiadomo tylko, że na początku XVII wieku obiekt był w bardzo złym stanie i został opuszczony.
Po ,,zaliczeniu" zamku w Morsku kierowałem się do kolejnego, ale już wcześniejszego dnia moją uwagę przykuł jeden znacznik na mapie.

Ta ,,skałka" okazała się jednym z najfajniejszych punktów wycieczki! Ahoj spontaniczna przygodo! Już z daleka ostaniec robił wrażenie. Wysoka skała z dziurą na wylot, trochę kojarząca mi się z wieżą Saurona z Władcy Pierścieni. Im bliżej podjeżdżałem tym ciekawiej się zapowiadało.
Wdrapanie się na Okiennik Wielki dało mi naprawdę wielką satysfakcję. Było niebezpiecznie, bo było ślisko, ale udało się wdrapać na samą górę. W ogóle te skały porasta jakaś śmieszna roślinność. Tak, biolog ze mnie żaden, ale zrobiłem zdjęcie tych ,,kwiatków". Może ktoś z Was kojarzy? ;-)

W tej lokalizacji zaczynała się bardzo fajna ścieżka rowerowa. Oczywiście też były srogie podjazdy. Dla osób mniej wprawionych co raz przy drodze stały ławki.
Ścieżka wiedzie przez malownicze tereny. Nie śpieszę się, tylko rozglądam się z lewa na prawo. Jest naprawdę ładnie. Pogoda się poprawiła.
Na Okienniku Wielkim spędziłem dużo czasu. W końcu zszedłem na dół i ruszyłem na jeden z najpopularniejszych zamków w Polsce.
Od 1435 dobra z zamkiem Bąkowice przejął Krystyn z Koziegłów i jego potomkowie, a następnie Włodkowie, Zborowscy, Brzescy i Giebułtowscy. Nie są znane dzieje warowni pod panowaniem tych rodów. Wiadomo tylko, że na początku XVII wieku obiekt był w bardzo złym stanie i został opuszczony.
W XX wieku zamek miał nieszczęście stać się przedmiotem dziwacznych zabiegów budowlanych. Najpierw w 1927 r. kupił go architekt Witold Czeczott, któremu kilka lat później zachciało się wybudować na skale od strony południowej budynek - kamienicę z materiału pozyskanego z oryginalnych murów.
Po 1800 roku teren kupiły Zabrzańskie Zakłady Naprawcze Przemysłu Węglowego i przekształciły go w ośrodek wypoczynkowy. U stóp skały dostawiły szpecący całość podłużny kamienny budynek, oraz nieco dalej kawiarnię z tarasem. Na miejscu dawnego majdanu gospodarczego i baszty bramnej powstał wyciąg narciarski.

Po ,,zaliczeniu" zamku w Morsku kierowałem się do kolejnego, ale już wcześniejszego dnia moją uwagę przykuł jeden znacznik na mapie.

Ta ,,skałka" okazała się jednym z najfajniejszych punktów wycieczki! Ahoj spontaniczna przygodo! Już z daleka ostaniec robił wrażenie. Wysoka skała z dziurą na wylot, trochę kojarząca mi się z wieżą Saurona z Władcy Pierścieni. Im bliżej podjeżdżałem tym ciekawiej się zapowiadało.
Wdrapanie się na Okiennik Wielki dało mi naprawdę wielką satysfakcję. Było niebezpiecznie, bo było ślisko, ale udało się wdrapać na samą górę. W ogóle te skały porasta jakaś śmieszna roślinność. Tak, biolog ze mnie żaden, ale zrobiłem zdjęcie tych ,,kwiatków". Może ktoś z Was kojarzy? ;-)
Na Okienniku Wielkim spędziłem dużo czasu. W końcu zszedłem na dół i ruszyłem na jeden z najpopularniejszych zamków w Polsce.
W tej lokalizacji zaczynała się bardzo fajna ścieżka rowerowa. Oczywiście też były srogie podjazdy. Dla osób mniej wprawionych co raz przy drodze stały ławki.
Ścieżka wiedzie przez malownicze tereny. Nie śpieszę się, tylko rozglądam się z lewa na prawo. Jest naprawdę ładnie. Pogoda się poprawiła.

Pierwsze mury obronne powstały w XIII wieku za czasów Bolesława Krzywoustego. W 1241 w wyniku najazdu tatarskiego zostały zniszczone. Po latach Kazimierz Wielki wybudował tu murowany zamek. W 1655 roku zamek został zajęty przez Szwedów. Został splądrowany i spalony.

W drugiej połowie XVII wieku zamek został udbudowany. Wzmocniono mury obronne, postawiono nowe stajnie. Niestety w 1702 roku wojska króla Karola XII ponownie zniszczyły zamek. Został doszczętnie zniszczony. Później ruiny zamku zostały wykorzystane jako budulec do budowy obiektów w pobliskich wsiach."

,,Mają rozmach s***wi***y" - powiedział w kultowej polskiej komedii Siara Siarzewski. Zamek Ogrodzieniec jest duży i robi wrażenie. Widać, że dużo tu się dzieje, bo w pobliżu jest dużo atrakcji dla rodzin z dziećmi. Miejsce wygląda na licznie odwiedzane. Chwilkę postałem w kolejce do kasy. Za ten rozmach też opłaciłem najdroższy bilet ;-)

Poszedłem zwiedzać. Zamek, chociaż w ruinie to dostosowany do zwiedzania. W jego sąsiedztwie nie mogło zabraknąć oczywiście okazałych skał, które były ogromne i niedostępne. Po wejściu na dziedziniec możemy zjeść średniowieczny podpłomyk robiony na miejscu, czy też zakupić pamiątkową bitą monetę, którą jegomość na oczach wybija.
Zwiedzania jest dużo. Nie zabrakło też szafotu i dyb. Co raz spoglądam przez mury na piękną okolicę, którą widać w całej okazałości z tak wysoko położonego zamku. Bardzo mi się podoba.


Spędziłem tu kilkadziesiąt minut. Akurat gdy miałem ruszyć dalej pogoda się załamała. Zrobiło się bardzo zimno, wietrznie i na dodatek zaczął padać grad. Cóż, zacząłem mocniej kręcić i już po chwili było ciepło.
Ruszam dalej, do Smolenia. Co prawda byłem tam rok temu i szczerze mówiąc nie zachwycił mnie, a nazwanie tej budowli pałacem to lekka przesada ;-). Dlatego pozwoliłem sobie już drugi raz tu nie zajeżdżać Dla zainteresowanych umieszczam informację o tym miejscu poniżej.

Zamek powstał w XIV wieku i należał do rodu Toporczyków. Budowla miała wieli właścicieli. W 1655 r. Szwedzi zdobyli zamek. W 1705, podczas wojny północnej zamek ponownie zajęli Szwedzi. W PRL istniał tu zakład poprawczy dla młodzieży.
Brzydka pogoda w Ogrodzieńcu bardzo szybko się poprawiła, w miarę zbliżania się do kolejnego zamku. Wyjrzało słońce, a chmur zrobiło się mało. Asfalt mokry, ale widocznie zdążyło wypadać się przede mną. Super! Wieżę widać już z oddali, a by do niej dojechać musiałem pokonać kilka konkretnych wzniesień. Oj czuję, że będzie warto tam dojechać ;-)
W tamtym roku, podczas III Pallotyńskiej Pielgrzymki Rowerowej tuż przed dotarciem do miejscowości Wolbrom, gdzie mieliśmy zrobić ostatni przystanek przed Krakowem, chciałem zobaczyć jakiś jeszcze zamek. Wszystkie jak do tej pory skrupulatnie omijaliśmy... Udało się namówić kilka osób i odbiliśmy w kierunku zamku Pilcza. Odrobinę błądziliśmy nim ktoś z członków wskazał na kawałek wieży wynoszącej się ponad koronę drzew.

Cóż za śmiech nas wtedy ogarnął, że spodziewaliśmy się (przynajmniej ja) wielkiego zamku, przynajmniej takiego jak Ogrodzieniec, a tu jakaś wieżyczka. Na dodatek okazało się, że wejście jest płatne. Zrezygnowaliśmy, bo byliśmy już trochę zmęczeni i nieprzygotowani do zostawienia rowerów i spacerowania. Wróciliśmy.
Tego dnia wycieczki na Szlaku Orlich Gniazd, w momencie gdy wszedłem na tą niepozorną wieżyczkę tego zamku, zdałem sobie sprawę, że z moimi kompanami rok temu, przegapiliśmy jeden z najpiękniejszych widoków jakie mogliśmy tutaj ujrzeć. Tak w życiu bywa. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana ;-)


Zamek ponoć powstał już w XIII wieku. W wyniku pożaru zamek spłonął. W wieku XIV został ponownie odbudowany. Pełnił funkcję warowni.

W 1655 roku zamek został zniszczony przez Szwedów. Dodatkowo pod koniec XVIII wieku dodatkowo był zdewastowany przez Austriaków, a kamień budowli został użyty do budowy komory celnej w Smoleniu.
W latach 40. XIX wieku zamek został częściowo zrekonstrtuowany. W 2015 roku zamek został zabezpieczony i udostępniony zwiedzającym.
Wejście na teren po zakupie biletu. Warto, bo okolica zamku jest bardzo ładna. Mieszczą się tu tablice informacyjne.

W środku pomimo ruin gdzieniegdzie stoją armatki, no i oczywiście można wejść na wieżę. W mojej ocenie widoki z góry należą do jednych z najpiękniejszych w tym rejonie.

Jestem oczarowany okolicą. Udało mi się zrobić ładne zdjęcie sferyczne. Ale jak dobrze wiecie, żadne z dodanych tu zdjęć nie oddaje tego piękna, czy wielkości zamków, ostańców itp. Dopiero gdy sami tu się pojawicie, do czego po cichu Was zachęcam, odkryjecie piękno Szlaku Orlich Gniazd ;-)

Chociaż zostałbym tu jeszcze długo musiałem się zbierać. Do obejrzenia dzisiaj zostały jeszcze dwa miejsca.

Zamek powstał w XIV wieku. Początkowo pełnił on funkcję warowni z wieżą obronną. Zamek miał około dwudziestu właścicieli. Na początku XVI wieku został przebudowany na kościół.
W 1655 roku w czasie najazdu Szwedów został zniszczony, ale kilkadziesiąt lat później ponownie został odbudowany.
Z biegiem lat jednak podupadał powoli w ruinę.
Historia tego miejsca jest o wiele ciekawsza niż pozostałości. Ładna okolica, to fakt. Ruiny mieszczą się w takim małym lasku. Jest tu bardzo ładnie i zajechać było warto.
Pogoda jest bardzo ładna. Jadę przez piękne tereny leśne. Od dawna już słuchawki mam schowane w kieszeni, bo dźwięk lasu, w szczególności różnej maści ptactwa to miód na moje uszy.
Po jakimś czasie widzę informację o tym, że jestem prawie na miejscu. Ładna, spokojna okolica. Idę połazić ;-)


Zamek rozbudowywany przez Kazimierza Wielkiego. Kiedyś do zamku prowadził most zwodzony, którego słady zostały do dziś. Również ten zamek został zniszczony po najeździe Szwedów w XVII wieku. Potem zamek został odbudowany.

Zamek jest bardzo ładny. Oczywiście czasy świetności ma za sobą, ale cieszy oko. Nie ma możliwości wejść do środka. Chwilę spaceruję po okolicy. Cisza spokój, grupki ludzi spacerujących w pobliżu. Robię kilka fotek i pora się zbierać.

Docelowo Zamek Tenczyn miałem chęć zwiedzić. Zakładałem, że może w czasie tej przygody jeszcze starczy mi czasu na to, by pojechać na ten oddalony o blisko 20 km na południe zamek. Niestety ten dzień był bardzo obfity w zwiedzanie i również pod kątem trudności jazdy. Było już po prostu za późno. Zostawiam sobie ten zamek na kiedyś, a Wam podsyłam informacje na jego temat. Wy czytajcie, a ja w tym czasie wracam do kolejnego miejsca na nocleg ;-)


Pierwsze informacje na temat zamku pochodzą z początku XIV wieku. Początkowo zamek był drewniany. Dopiero syn Nawoja, Jędrzej przebudował go. Zamek w późniejszym czasie pełnił funkcję więzienia da jeńców krzyżackich, wziętych do niewoli po bitwie pod Grunwaldem.
Zamek był rozbudowywany na przestrzeni lat. W XVI wieku doczekał się folwarku, browaru i łaźni. W XVII wieku zamek został oblężony przez oddział szwedzki pod podództwem Kurta Christopha von Königsmarck. W efekcie cała załoga broniąca zamek została zamordowana, ponieważ nie znaleźli w zamku skarbu, który rzekomo tu miał być przetrzymywany. W lipcu 1656 roku opuszczając zamek szwedzi spalili go.

Po potopie szwedzkim zamek odbudowano. W 1748 r. uległ pożarowi po uderzeniu pioruna. Został znacznie uszkodzonyn.
Po roku 2000 zamek udało się doprowadzić do lepszego stanu, dzięki pracom zabezpieczającym.
Ten dzień był naprawdę intensywny. Ilość podjazdów zdecydowanie większa niż wcześniej. Czuję te wszystkie podjazdy i chodzenie po górkach. Ale jestem taki szczęśliwy. Wiem, że rano będę super wypoczęty.
Po takim aktywnym wypoczynku śpię jak zabity. Małe uzupełnienie zapasów na kolejny dzień na Orlenie (polubiłem ich burgery) i już jestem zameldowany w kolejnym przytulnym pensjonacie WiktorJan Agroturystyka we wsi Osiek. Jeszcze jakiś czas leżę i przypominam sobie atrakcje tego dnia i zasnąłem.
Poranek był pochmurny i trochę padało. Wstałem wcześnie i pojechałem pod Górę Zborów. Właściciel miejsca, w którym nocowałem mówił, że na samą górę wchodzi się długo i tylko pieszo.
W związku z dużą ilością dzisiejszych celów zrezygnowałem z wejścia na Górę Zborów i podziwiałem ją z daleka jadąc dalej.
Do ruin zamku Bąkowiec w Morsku jechało się ciężko. Droga wiodła najpierw przez piaszczystą drogę przy lesie, a później już w nim po jakiś kamienistych, dziurawych i grząskich ścieżkach. Oczywiście co chwilę jadąc pod górę. Do tego deszcz nieznośnie się nasilił. W tych miłych okolicznościach przyrody zbliżałem się do kolejnego zamku.
Mijałem po drodze małe campingi. Ludzie, którzy sobie zaplanowali majówkę bez względu na pogodę (tak jak ja) po prostu spędzali miło czas na łonie natury ;-).


Nie wiadomo kto i kiedy wzniósł zamek Bąkowiec. Przyjmuje się że powstał w XIV wieku, a za fundatorów można uznać króla Kazimierza Wielkiego, rycerzy Morskich herbu Topór lub księcia Władysława Opolczyka. Możliwe, że pierwotną strażnicę Kazimierza Wielkiego później rozbudowano. Pewne jest że Opolczyk dzierżył Morsko od roku 1370 do 1390, kiedy to przekazał go swojemu zaufanemu stronnikowi - rycerzowi ze Śląska Mikołajowi Strzale. Jest to pierwsza wzmianka o zamku w dokumentach.
W 1392 roku wraz z kresem panowania Opolczyka pojawił się nowy właściciel Piotr z Marcinowic. W latach 1413-34 właścicielem całej okolicy był Jan z Sieciechowic a funkcję burgrabiego zamku powierzył na pewien czas rycerzowi o imieniu Piotr herbu Lis (1418-22).

Od 1435 dobra z zamkiem Bąkowice przejął Krystyn z Koziegłów i jego potomkowie, a następnie Włodkowie, Zborowscy, Brzescy i Giebułtowscy. Nie są znane dzieje warowni pod panowaniem tych rodów. Wiadomo tylko, że na początku XVII wieku obiekt był w bardzo złym stanie i został opuszczony.
Po ,,zaliczeniu" zamku w Morsku kierowałem się do kolejnego, ale już wcześniejszego dnia moją uwagę przykuł jeden znacznik na mapie.

Ta ,,skałka" okazała się jednym z najfajniejszych punktów wycieczki! Ahoj spontaniczna przygodo! Już z daleka ostaniec robił wrażenie. Wysoka skała z dziurą na wylot, trochę kojarząca mi się z wieżą Saurona z Władcy Pierścieni. Im bliżej podjeżdżałem tym ciekawiej się zapowiadało.
Wdrapanie się na Okiennik Wielki dało mi naprawdę wielką satysfakcję. Było niebezpiecznie, bo było ślisko, ale udało się wdrapać na samą górę. W ogóle te skały porasta jakaś śmieszna roślinność. Tak, biolog ze mnie żaden, ale zrobiłem zdjęcie tych ,,kwiatków". Może ktoś z Was kojarzy? ;-)

W tej lokalizacji zaczynała się bardzo fajna ścieżka rowerowa. Oczywiście też były srogie podjazdy. Dla osób mniej wprawionych co raz przy drodze stały ławki.
Ścieżka wiedzie przez malownicze tereny. Nie śpieszę się, tylko rozglądam się z lewa na prawo. Jest naprawdę ładnie. Pogoda się poprawiła.
Na Okienniku Wielkim spędziłem dużo czasu. W końcu zszedłem na dół i ruszyłem na jeden z najpopularniejszych zamków w Polsce.
Od 1435 dobra z zamkiem Bąkowice przejął Krystyn z Koziegłów i jego potomkowie, a następnie Włodkowie, Zborowscy, Brzescy i Giebułtowscy. Nie są znane dzieje warowni pod panowaniem tych rodów. Wiadomo tylko, że na początku XVII wieku obiekt był w bardzo złym stanie i został opuszczony.
W XX wieku zamek miał nieszczęście stać się przedmiotem dziwacznych zabiegów budowlanych. Najpierw w 1927 r. kupił go architekt Witold Czeczott, któremu kilka lat później zachciało się wybudować na skale od strony południowej budynek - kamienicę z materiału pozyskanego z oryginalnych murów.
Po 1800 roku teren kupiły Zabrzańskie Zakłady Naprawcze Przemysłu Węglowego i przekształciły go w ośrodek wypoczynkowy. U stóp skały dostawiły szpecący całość podłużny kamienny budynek, oraz nieco dalej kawiarnię z tarasem. Na miejscu dawnego majdanu gospodarczego i baszty bramnej powstał wyciąg narciarski.

Po ,,zaliczeniu" zamku w Morsku kierowałem się do kolejnego, ale już wcześniejszego dnia moją uwagę przykuł jeden znacznik na mapie.

Ta ,,skałka" okazała się jednym z najfajniejszych punktów wycieczki! Ahoj spontaniczna przygodo! Już z daleka ostaniec robił wrażenie. Wysoka skała z dziurą na wylot, trochę kojarząca mi się z wieżą Saurona z Władcy Pierścieni. Im bliżej podjeżdżałem tym ciekawiej się zapowiadało.
Wdrapanie się na Okiennik Wielki dało mi naprawdę wielką satysfakcję. Było niebezpiecznie, bo było ślisko, ale udało się wdrapać na samą górę. W ogóle te skały porasta jakaś śmieszna roślinność. Tak, biolog ze mnie żaden, ale zrobiłem zdjęcie tych ,,kwiatków". Może ktoś z Was kojarzy? ;-)
Na Okienniku Wielkim spędziłem dużo czasu. W końcu zszedłem na dół i ruszyłem na jeden z najpopularniejszych zamków w Polsce.
W tej lokalizacji zaczynała się bardzo fajna ścieżka rowerowa. Oczywiście też były srogie podjazdy. Dla osób mniej wprawionych co raz przy drodze stały ławki.
Ścieżka wiedzie przez malownicze tereny. Nie śpieszę się, tylko rozglądam się z lewa na prawo. Jest naprawdę ładnie. Pogoda się poprawiła.

Pierwsze mury obronne powstały w XIII wieku za czasów Bolesława Krzywoustego. W 1241 w wyniku najazdu tatarskiego zostały zniszczone. Po latach Kazimierz Wielki wybudował tu murowany zamek. W 1655 roku zamek został zajęty przez Szwedów. Został splądrowany i spalony.

W drugiej połowie XVII wieku zamek został udbudowany. Wzmocniono mury obronne, postawiono nowe stajnie. Niestety w 1702 roku wojska króla Karola XII ponownie zniszczyły zamek. Został doszczętnie zniszczony. Później ruiny zamku zostały wykorzystane jako budulec do budowy obiektów w pobliskich wsiach."

,,Mają rozmach s***wi***y" - powiedział w kultowej polskiej komedii Siara Siarzewski. Zamek Ogrodzieniec jest duży i robi wrażenie. Widać, że dużo tu się dzieje, bo w pobliżu jest dużo atrakcji dla rodzin z dziećmi. Miejsce wygląda na licznie odwiedzane. Chwilkę postałem w kolejce do kasy. Za ten rozmach też opłaciłem najdroższy bilet ;-)

Poszedłem zwiedzać. Zamek, chociaż w ruinie to dostosowany do zwiedzania. W jego sąsiedztwie nie mogło zabraknąć oczywiście okazałych skał, które były ogromne i niedostępne. Po wejściu na dziedziniec możemy zjeść średniowieczny podpłomyk robiony na miejscu, czy też zakupić pamiątkową bitą monetę, którą jegomość na oczach wybija.
Zwiedzania jest dużo. Nie zabrakło też szafotu i dyb. Co raz spoglądam przez mury na piękną okolicę, którą widać w całej okazałości z tak wysoko położonego zamku. Bardzo mi się podoba.


Spędziłem tu kilkadziesiąt minut. Akurat gdy miałem ruszyć dalej pogoda się załamała. Zrobiło się bardzo zimno, wietrznie i na dodatek zaczął padać grad. Cóż, zacząłem mocniej kręcić i już po chwili było ciepło.
Ruszam dalej, do Smolenia. Co prawda byłem tam rok temu i szczerze mówiąc nie zachwycił mnie, a nazwanie tej budowli pałacem to lekka przesada ;-). Dlatego pozwoliłem sobie już drugi raz tu nie zajeżdżać Dla zainteresowanych umieszczam informację o tym miejscu poniżej.

Zamek powstał w XIV wieku i należał do rodu Toporczyków. Budowla miała wieli właścicieli. W 1655 r. Szwedzi zdobyli zamek. W 1705, podczas wojny północnej zamek ponownie zajęli Szwedzi. W PRL istniał tu zakład poprawczy dla młodzieży.
Brzydka pogoda w Ogrodzieńcu bardzo szybko się poprawiła, w miarę zbliżania się do kolejnego zamku. Wyjrzało słońce, a chmur zrobiło się mało. Asfalt mokry, ale widocznie zdążyło wypadać się przede mną. Super! Wieżę widać już z oddali, a by do niej dojechać musiałem pokonać kilka konkretnych wzniesień. Oj czuję, że będzie warto tam dojechać ;-)
W tamtym roku, podczas III Pallotyńskiej Pielgrzymki Rowerowej tuż przed dotarciem do miejscowości Wolbrom, gdzie mieliśmy zrobić ostatni przystanek przed Krakowem, chciałem zobaczyć jakiś jeszcze zamek. Wszystkie jak do tej pory skrupulatnie omijaliśmy... Udało się namówić kilka osób i odbiliśmy w kierunku zamku Pilcza. Odrobinę błądziliśmy nim ktoś z członków wskazał na kawałek wieży wynoszącej się ponad koronę drzew.

Cóż za śmiech nas wtedy ogarnął, że spodziewaliśmy się (przynajmniej ja) wielkiego zamku, przynajmniej takiego jak Ogrodzieniec, a tu jakaś wieżyczka. Na dodatek okazało się, że wejście jest płatne. Zrezygnowaliśmy, bo byliśmy już trochę zmęczeni i nieprzygotowani do zostawienia rowerów i spacerowania. Wróciliśmy.
Tego dnia wycieczki na Szlaku Orlich Gniazd, w momencie gdy wszedłem na tą niepozorną wieżyczkę tego zamku, zdałem sobie sprawę, że z moimi kompanami rok temu, przegapiliśmy jeden z najpiękniejszych widoków jakie mogliśmy tutaj ujrzeć. Tak w życiu bywa. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana ;-)


Zamek ponoć powstał już w XIII wieku. W wyniku pożaru zamek spłonął. W wieku XIV został ponownie odbudowany. Pełnił funkcję warowni.

W 1655 roku zamek został zniszczony przez Szwedów. Dodatkowo pod koniec XVIII wieku dodatkowo był zdewastowany przez Austriaków, a kamień budowli został użyty do budowy komory celnej w Smoleniu.
W latach 40. XIX wieku zamek został częściowo zrekonstrtuowany. W 2015 roku zamek został zabezpieczony i udostępniony zwiedzającym.
Wejście na teren po zakupie biletu. Warto, bo okolica zamku jest bardzo ładna. Mieszczą się tu tablice informacyjne.

W środku pomimo ruin gdzieniegdzie stoją armatki, no i oczywiście można wejść na wieżę. W mojej ocenie widoki z góry należą do jednych z najpiękniejszych w tym rejonie.

Jestem oczarowany okolicą. Udało mi się zrobić ładne zdjęcie sferyczne. Ale jak dobrze wiecie, żadne z dodanych tu zdjęć nie oddaje tego piękna, czy wielkości zamków, ostańców itp. Dopiero gdy sami tu się pojawicie, do czego po cichu Was zachęcam, odkryjecie piękno Szlaku Orlich Gniazd ;-)

Chociaż zostałbym tu jeszcze długo musiałem się zbierać. Do obejrzenia dzisiaj zostały jeszcze dwa miejsca.

Zamek powstał w XIV wieku. Początkowo pełnił on funkcję warowni z wieżą obronną. Zamek miał około dwudziestu właścicieli. Na początku XVI wieku został przebudowany na kościół.
W 1655 roku w czasie najazdu Szwedów został zniszczony, ale kilkadziesiąt lat później ponownie został odbudowany.
Z biegiem lat jednak podupadał powoli w ruinę.
Historia tego miejsca jest o wiele ciekawsza niż pozostałości. Ładna okolica, to fakt. Ruiny mieszczą się w takim małym lasku. Jest tu bardzo ładnie i zajechać było warto.
Pogoda jest bardzo ładna. Jadę przez piękne tereny leśne. Od dawna już słuchawki mam schowane w kieszeni, bo dźwięk lasu, w szczególności różnej maści ptactwa to miód na moje uszy.
Po jakimś czasie widzę informację o tym, że jestem prawie na miejscu. Ładna, spokojna okolica. Idę połazić ;-)


Zamek rozbudowywany przez Kazimierza Wielkiego. Kiedyś do zamku prowadził most zwodzony, którego słady zostały do dziś. Również ten zamek został zniszczony po najeździe Szwedów w XVII wieku. Potem zamek został odbudowany.

Zamek jest bardzo ładny. Oczywiście czasy świetności ma za sobą, ale cieszy oko. Nie ma możliwości wejść do środka. Chwilę spaceruję po okolicy. Cisza spokój, grupki ludzi spacerujących w pobliżu. Robię kilka fotek i pora się zbierać.

Docelowo Zamek Tenczyn miałem chęć zwiedzić. Zakładałem, że może w czasie tej przygody jeszcze starczy mi czasu na to, by pojechać na ten oddalony o blisko 20 km na południe zamek. Niestety ten dzień był bardzo obfity w zwiedzanie i również pod kątem trudności jazdy. Było już po prostu za późno. Zostawiam sobie ten zamek na kiedyś, a Wam podsyłam informacje na jego temat. Wy czytajcie, a ja w tym czasie wracam do kolejnego miejsca na nocleg ;-)


Pierwsze informacje na temat zamku pochodzą z początku XIV wieku. Początkowo zamek był drewniany. Dopiero syn Nawoja, Jędrzej przebudował go. Zamek w późniejszym czasie pełnił funkcję więzienia da jeńców krzyżackich, wziętych do niewoli po bitwie pod Grunwaldem.
Zamek był rozbudowywany na przestrzeni lat. W XVI wieku doczekał się folwarku, browaru i łaźni. W XVII wieku zamek został oblężony przez oddział szwedzki pod podództwem Kurta Christopha von Königsmarck. W efekcie cała załoga broniąca zamek została zamordowana, ponieważ nie znaleźli w zamku skarbu, który rzekomo tu miał być przetrzymywany. W lipcu 1656 roku opuszczając zamek szwedzi spalili go.

Po potopie szwedzkim zamek odbudowano. W 1748 r. uległ pożarowi po uderzeniu pioruna. Został znacznie uszkodzonyn.
Po roku 2000 zamek udało się doprowadzić do lepszego stanu, dzięki pracom zabezpieczającym.
Ten dzień był naprawdę intensywny. Ilość podjazdów zdecydowanie większa niż wcześniej. Czuję te wszystkie podjazdy i chodzenie po górkach. Ale jestem taki szczęśliwy. Wiem, że rano będę super wypoczęty.
Po takim aktywnym wypoczynku śpię jak zabity. Małe uzupełnienie zapasów na kolejny dzień na Orlenie (polubiłem ich burgery) i już jestem zameldowany w kolejnym przytulnym pensjonacie WiktorJan Agroturystyka we wsi Osiek. Jeszcze jakiś czas leżę i przypominam sobie atrakcje tego dnia i zasnąłem.