Nastał nowy dzień. Czuję, że się bardzo wyspałem. Przed godziną ósmą byłem już przed pensjonatem. Ruszyłem na szlak. Już bliżej niż dalej i wcale mnie to nie cieszy, bo bawię się tym zwiedzaniem wyśmienicie!



Pokaż filmik

W drodze do Zamku Pieskowa Skała miałem przyjemność jazdy po polach. Na początku ścieżka była tylko widoczna na mapach, a w rzeczywistości jakiś czas wiodła po błocie i trawie. Wyjeżdżając na pola widziałem sarny na polu. Chyba się zainteresowały przez moment moją osobą - o dziwnych kształtach i kolorach, bo stały jak wryte. Potem czmychnęły gdzieś dalej.

Pojawiła się w końcu dobra nawierzchnia. Więc jadę ;-) Pogoda rewanżuje się za poprzednie dni.


Zamek Pieskowa Skała

Zamek powstał za Kazimierza Wielkiego. Pełnił rolę gotyckiej strtażnicy. Początkowo był usytuowany wyżej niż aktualnie. Od XIV do XVII wieku zamek należał do rodiznyn Szafrańców. Za ich czasów zamek został rozbudowany. Stał się renesansową siedzibą i mieścił się w miejscu dawnego podzamcza.

Zamek Pieskowa Skała


W 1718 w wyniku pożaru zamek został poważnie zniszczony. Po 60 latach został ponownie odbudowany przez Hieronima WWielopolskiego. Niestety w 1850 znowu uległ pożarowi. Po II Wojnie Światowej zamek Pieskowa Skała został odbudowany na wzór jego wyglądu z czasów świetności. Aktualnie mieści się tu filia Muzeum Zamku Królewskiego na Wawelu.

Zamek Pieskowa Skała

Zamek dumnie prezentuje się na wielkiej skale. W dole płynie mała rzeczka, w której pływają żabki ;D Żabki, tu są ważne, o czym informują mnie tablice, bym im nie przeszkadzał i nie niszczył siatek zabezpieczających. Racja! Przyroda first! Nieco dalej stoi sławna Maczuga Herkulesa. Ten skalny olbrzym ma 25 metrów wysokości i sam stoi na skale o wysokości 8-12 metrów. Jak mawiał Siara Siarzewski....zaraz...już raz to pisałem ;-) W każdym bądź razie Maczuga Herkulesa dodaje temu miejscu uroku. Przypinam rower do jakiegoś żelastwa i idę łazić, uważając na żabki.



Pokaż filmik

Idę udeptaną ścieżką po zielonym wzgórzu. Mam okazję zrobić kilka fajnych zdjęć okolicy, a potem się porozglądać. Zakładam, że ogólnie jest tutaj mnóstwo ludzi, ale jestem tu po pierwsze rano, a po drugie ciągle szaleje COVID.

Zamek Pieskowa Skała

Poszedłem na dziedziniec zamku. W środku równie ciekawie. Zamek z bliska prezentuje się tak samo pięknie jak z daleka. Jeszcze spędzam tu jakiś czas, po czym nieśpiesznie wracam na dół po rower.

Zamek Pieskowa Skała
Zamek Pieskowa Skała



Wiem, że jestem już na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego. Wyraźnie to widać, bo bujnej roślinności, gęstych lasach i fajnych kształtach terenu. Mijam miejscowość Skała. Nie od parady jej nazwa, skoro u wjazdu przejeżdżam pod ogromnymi skałami. Wspaniale to wygląda. Całkowicie nowe dla mnie formy terenu. Po prostu jadę i się rozglądam raz w lewo raz w prawo. Jedzie się przyjemnie. Jest bardzo mały ruch. Co raz przy drodze stoją małe domki. Miejsce jest urocze!



Za zakrętem jednej ze skał widzę osobliwy budynek nad wodą. To Kaplica „Na Wodzie” św. Józefa Robotnika w Ojcowie. A myślałem, że już mnie nic dzisiaj nie zaskoczy.

Kościół na wodzie

Po jakimś czasie tej przyjemnej jazdy na wielkiej skale stoi kolejny zamek. Zajeżdżam na parking. Chwilę tu zabawię.


Zamek w Ojcowie

Zamek wybudowano w XIV wieku z polecenia króla Kazimierza Wielkiego. Zamek był dzierżawionyn przez wielu właścicieli od momentu gdy Władysław Jagiełło oddał go w dzierżawę Janowi de Kozcow.


W XVI wieku zamek przeszedł na własność królowej Bony Ssforzy. Jednak po wyjeździe do włoch przekazany został Stanisławowi Płazie. Po jego śmierci trafił do właścicieli herbu Jastrzębiec. Za ich czasów zamek podupadł.

Poźniej zamek został sprzedany i został wyremontowany za sprawą Mikołaja Korycińskiego. W czasie Potopu Szwedzkiego zamek nie został zniszczony.

W wieku XIX, aż do XX wieku zamek stał opuszczony. Na początku XX wieku został kupionyn i odbudowany przez Ludwika Krasińskiego.

W 1996 roku w zamku urządzono ekspozycję.


Wejście do zamku okazało się całkiem kosztowne – bilet ponad 20 zł trochę studzi początkowy entuzjazm. Niestety, już przy pierwszych krokach po dziedzińcu widać, że z dawnej warowni niewiele przetrwało. Została właściwie tylko jedna mała wieża i kilka fragmentów murów, a cała reszta to już tylko wspomnienie dawnych czasów.

Na plus – rozciąga się stąd naprawdę ładny widok na okolicę. Można chwilę przysiąść, poczytać tablice z opisami i wyobrazić sobie, jak zamek wyglądał w czasach swojej świetności. Samo zwiedzanie nie trwa długo – po kwadransie człowiek ma wrażenie, że zobaczył już wszystko. Mimo wysokiej ceny biletu, nie żałuję – takie miejsca mają w sobie klimat, a ten krótki przystanek i tak dodał coś wyjątkowego do całej trasy.


Ojcowski Park Narodowy

Ojcowski Park Narodowy wywarł na mnie ogromne wrażenie. Co chwilę jakaś jaskinia, skała lub grupy ogromnych formacji skalnych zatopione w lesie. Dużo ludzi tu idzie pieszo lub tak jak ja porusza się rowerami.




Wchodzę na ciekawsze punkty widokowe i zaglądam do jaskiń. Widzę, że pełno ścieżek odbija gdzieś w głąb parku, lub wiedzie bardzo wysoko na szczyty skał lub gór.

Ojcowski Park Narodowy

Koniecznie trzeba tu zajrzeć kiedyś i poświęcić więcej czasu na zbadanie tego magicznego miejsca. Widać jak przyroda po zimie budzi się do życia. Część roślinności już kwitnie. Wiedziałem, że nie zawiodę się na tym miejscu.

Ojcowski Park Narodowy

Powoli jadę przed siebie podziwiając to miejsce. Myślę o tym, jaki nasz kraj jest zróżnicowany i piękny. Coś niesamowitego. Odkrywanie Polski na dwóch kółkach to najfajniejszy sposób na poznanie kraju ;-).

Ojcowski Park Narodowy

Trochę z niechęcią opuszczam to miejsce. Wiem, że będę za nim tęsknić, tak jak teraz, gdy Wam o tym opowiadam.


Na ,,do widzenia" dostaję taki wysoki podjazd, że prawie językiem dotykam jezdni, ale podjeżdżam bez marudzenia. Sakwa daje o sobie znać w takich sytuacjach ;-). W nagrodę zjeżdżam z dużą prędkością i zatrzymuję się pod lokalnym sklepem. To świetna okazja, by uzupełnić prowiant. Nie ma lepszego izotonika niż bezalkoholowe piwko. Jestem tuż niedaleko od kolejnego zamku.


Zamek Korzkiew

Zamek Korzkiew

Zamek został wybudowany w XIV wieku. Na przestrzeni wieków miał wielu właścicieli. Z prostokątnej, podpiwniczonej wieży, która pełniła funkcję obronną w 1720 roku zamek został gruntownie przebudowany. Jednak w XIX wieku popadł w ruinę

W 1997 roku właścicielem zamku został architekt Jerzy Donimirski. Podjął się on odbudowania zamku. Zamek na nowo odzyskał świetność i pełni rolę hotelu oraz zapewnia inne atrakcje.

Po jakiejś godzinie jestem w Krakowie. Trwają roboty drogowe i są małe korki. Z nawigacją bez problemu docieram na Wawel.


Zamek Królewski na Wawelu



Badanie archeologiczne dowodzą, że obecność człowieka w tych stsrtonach miała miejsce od epoki paleolitu. Wawel był jedną z głównych siedzib Mieszka I. Wieki XIV-XVI to czas, gdy Wawel był rozbudowywany.

Zamek na Wawelu
Katedra Wawelska

Niestety i ten zamek był niszczony i plądrowany w czasie wojen. W 1796 roku został przejęty przez Austriaków. Później zamieniono go w koszary.


Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Wawel odbudowano i przywrócono do pięknego wyglądu z dawnych czasów. Było też tu muzeum.

Smok Wawelski

Ah.. Jak lubie to miasto. Jestem w nim zdecydowanie za rzadko. Wawel zwiedziłem dokładnie rok temu. Teraz objechałem wszystko dookoła oraz postałem chwilę w środku. Przed Wawelem nad Wisłą masa ludzi leży na trawie. Słychać śmiech młodzieży.


Jest tu po prostu pięknie. Przy Wiśle usytuowana jest ścieżka rowerowa. Można tak sobie jechać i jechać. Jak zawsze przy smoku Wawelskim jest dużo ludzi. Ale ognia z paszczy nie wypuścił. Może się przeziębił ;-)

Jadę do hotelu CDR się zameldować i zostawić sakwę, by jeszcze raz ruszyć na miasto.


Pod Kościół Mariacki podjeżdżam w kilka minut. Na Rynku Głównym jest mnóstwo ludzi. Zdecydowana większość to młodzi. Objeżdżam sobie całą okolicę. Zaglądam do sukiennic i kupuję jakieś pamiątki. Słucham ulicznych grajków i cieszę się tym miejscem.

Kościół Mariacki
Kościół Mariacki

Oglądam Sukiennice i kupuję pamiątki.

Kościół Mariacki

Spędzam tu jeszcze trochę czasu, po czym wracam odpoczywać do hotelu.


Dzień V - Powrót do domu

rower

Niestety, co dobre szybko się kończy... Pociąg już czeka. Zainstalowałem rower na stojaku i wygodnie się rozsiadłem. Pociąg ruszył z dziesięciominutowym opóźnieniem, które nadrobił w trasie. Cała podróż minęła niesamowicie szybko. Wpatrzony w szybę wspominałem poszczególne zamki, ostańce i piękne okoliczności przyrody, które miałem okazję zobaczyć. Mniej więcej zastanawiałem się jak opisać moją przygodę i zredagować ją tak, by dobrze się czytało. Mam nadzieję, że nie przynudzałem.


Do Gdańska dojechałem po godzinie siedemnastej. Pogoda w Gdańsku jak zwykle w formie, czyli duży wiatr i złowrogie chmury na horyzoncie. W podróży z dworca do domu zdążyło się nawet rozpadać.

Tak kończy się rowerowa przygoda. Szlak Orlich Gniazd to wspaniały pomysł na aktywne spędzenie czasu. Wiem, że nie byłem w wielu miejscach, a w innych mógłbym pobyć dłużej, ale to tylko dodatkowy pretekst, by jeszcze kiedyś zawitać na Jurę Krakowsko-Częstochowską.

Cieszę się, że cała podróż obyła się zgodnie z planem, bez żadnych niezapowiedzianych problemów. Mój rower dostał mocno na tej wyprawie, ale zdał egzamin na piątkę! Nie złapałem nawet gumy.

Jeśli macie jakieś uwagi, sugestie i dodatkowe informacje odnośnie Szlaku Orlich Gniazd, to bardzo proszę zostawcie je w komentarzu pod spodem ;-)

Do zobaczenia na szlaku!



Szlak Orlich Gniazd

Nastał nowy dzień. Czuję, że się bardzo wyspałem. Przed godziną ósmą byłem już przed pensjonatem. Ruszyłem na szlak. Już bliżej niż dalej i wcale mnie to nie cieszy, bo bawię się tym zwiedzaniem wyśmienicie!



Pokaż filmik

W drodze do Zamku Pieskowa Skała miałem przyjemność jazdy po polach. Na początku ścieżka była tylko widoczna na mapach, a w rzeczywistości jakiś czas wiodła po błocie i trawie. Wyjeżdżając na pola widziałem sarny na polu. Chyba się zainteresowały przez moment moją osobą - o dziwnych kształtach i kolorach, bo stały jak wryte. Potem czmychnęły gdzieś dalej.

Pojawiła się w końcu dobra nawierzchnia. Więc jadę ;-) Pogoda rewanżuje się za poprzednie dni.


Zamek Pieskowa Skała

Zamek powstał za Kazimierza Wielkiego. Pełnił rolę gotyckiej strtażnicy. Początkowo był usytuowany wyżej niż aktualnie. Od XIV do XVII wieku zamek należał do rodiznyn Szafrańców. Za ich czasów zamek został rozbudowany. Stał się renesansową siedzibą i mieścił się w miejscu dawnego podzamcza.

Zamek Pieskowa Skała


W 1718 w wyniku pożaru zamek został poważnie zniszczony. Po 60 latach został ponownie odbudowany przez Hieronima WWielopolskiego. Niestety w 1850 znowu uległ pożarowi. Po II Wojnie Światowej zamek Pieskowa Skała został odbudowany na wzór jego wyglądu z czasów świetności. Aktualnie mieści się tu filia Muzeum Zamku Królewskiego na Wawelu.

Zamek Pieskowa Skała

Zamek dumnie prezentuje się na wielkiej skale. W dole płynie mała rzeczka, w której pływają żabki ;D Żabki, tu są ważne, o czym informują mnie tablice, bym im nie przeszkadzał i nie niszczył siatek zabezpieczających. Racja! Przyroda first! Nieco dalej stoi sławna Maczuga Herkulesa. Ten skalny olbrzym ma 25 metrów wysokości i sam stoi na skale o wysokości 8-12 metrów. Jak mawiał Siara Siarzewski....zaraz...już raz to pisałem ;-) W każdym bądź razie Maczuga Herkulesa dodaje temu miejscu uroku. Przypinam rower do jakiegoś żelastwa i idę łazić, uważając na żabki.



Pokaż filmik

Idę udeptaną ścieżką po zielonym wzgórzu. Mam okazję zrobić kilka fajnych zdjęć okolicy, a potem się porozglądać. Zakładam, że ogólnie jest tutaj mnóstwo ludzi, ale jestem tu po pierwsze rano, a po drugie ciągle szaleje COVID.

Zamek Pieskowa Skała

Poszedłem na dziedziniec zamku. W środku równie ciekawie. Zamek z bliska prezentuje się tak samo pięknie jak z daleka. Jeszcze spędzam tu jakiś czas, po czym nieśpiesznie wracam na dół po rower.

Zamek Pieskowa Skała
Zamek Pieskowa Skała



Wiem, że jestem już na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego. Wyraźnie to widać, bo bujnej roślinności, gęstych lasach i fajnych kształtach terenu. Mijam miejscowość Skała. Nie od parady jej nazwa, skoro u wjazdu przejeżdżam pod ogromnymi skałami. Wspaniale to wygląda. Całkowicie nowe dla mnie formy terenu. Po prostu jadę i się rozglądam raz w lewo raz w prawo. Jedzie się przyjemnie. Jest bardzo mały ruch. Co raz przy drodze stoją małe domki. Miejsce jest urocze!



Za zakrętem jednej ze skał widzę osobliwy budynek nad wodą. To Kaplica „Na Wodzie” św. Józefa Robotnika w Ojcowie. A myślałem, że już mnie nic dzisiaj nie zaskoczy.

Kościół na wodzie

Po jakimś czasie tej przyjemnej jazdy na wielkiej skale stoi kolejny zamek. Zajeżdżam na parking. Chwilę tu zabawię.


Zamek w Ojcowie

Zamek wybudowano w XIV wieku z polecenia króla Kazimierza Wielkiego. Zamek był dzierżawionyn przez wielu właścicieli od momentu gdy Władysław Jagiełło oddał go w dzierżawę Janowi de Kozcow.


W XVI wieku zamek przeszedł na własność królowej Bony Ssforzy. Jednak po wyjeździe do włoch przekazany został Stanisławowi Płazie. Po jego śmierci trafił do właścicieli herbu Jastrzębiec. Za ich czasów zamek podupadł.

Poźniej zamek został sprzedany i został wyremontowany za sprawą Mikołaja Korycińskiego. W czasie Potopu Szwedzkiego zamek nie został zniszczony.

W wieku XIX, aż do XX wieku zamek stał opuszczony. Na początku XX wieku został kupionyn i odbudowany przez Ludwika Krasińskiego.

W 1996 roku w zamku urządzono ekspozycję.


Wejście do zamku okazało się całkiem kosztowne – bilet ponad 20 zł trochę studzi początkowy entuzjazm. Niestety, już przy pierwszych krokach po dziedzińcu widać, że z dawnej warowni niewiele przetrwało. Została właściwie tylko jedna mała wieża i kilka fragmentów murów, a cała reszta to już tylko wspomnienie dawnych czasów.

Na plus – rozciąga się stąd naprawdę ładny widok na okolicę. Można chwilę przysiąść, poczytać tablice z opisami i wyobrazić sobie, jak zamek wyglądał w czasach swojej świetności. Samo zwiedzanie nie trwa długo – po kwadransie człowiek ma wrażenie, że zobaczył już wszystko. Mimo wysokiej ceny biletu, nie żałuję – takie miejsca mają w sobie klimat, a ten krótki przystanek i tak dodał coś wyjątkowego do całej trasy.


Ojcowski Park Narodowy

Ojcowski Park Narodowy wywarł na mnie ogromne wrażenie. Co chwilę jakaś jaskinia, skała lub grupy ogromnych formacji skalnych zatopione w lesie. Dużo ludzi tu idzie pieszo lub tak jak ja porusza się rowerami.




Wchodzę na ciekawsze punkty widokowe i zaglądam do jaskiń. Widzę, że pełno ścieżek odbija gdzieś w głąb parku, lub wiedzie bardzo wysoko na szczyty skał lub gór.

Ojcowski Park Narodowy

Koniecznie trzeba tu zajrzeć kiedyś i poświęcić więcej czasu na zbadanie tego magicznego miejsca. Widać jak przyroda po zimie budzi się do życia. Część roślinności już kwitnie. Wiedziałem, że nie zawiodę się na tym miejscu.

Ojcowski Park Narodowy

Powoli jadę przed siebie podziwiając to miejsce. Myślę o tym, jaki nasz kraj jest zróżnicowany i piękny. Coś niesamowitego. Odkrywanie Polski na dwóch kółkach to najfajniejszy sposób na poznanie kraju ;-).

Ojcowski Park Narodowy

Trochę z niechęcią opuszczam to miejsce. Wiem, że będę za nim tęsknić, tak jak teraz, gdy Wam o tym opowiadam.


Na ,,do widzenia" dostaję taki wysoki podjazd, że prawie językiem dotykam jezdni, ale podjeżdżam bez marudzenia. Sakwa daje o sobie znać w takich sytuacjach ;-). W nagrodę zjeżdżam z dużą prędkością i zatrzymuję się pod lokalnym sklepem. To świetna okazja, by uzupełnić prowiant. Nie ma lepszego izotonika niż bezalkoholowe piwko. Jestem tuż niedaleko od kolejnego zamku.


Zamek Korzkiew

Zamek Korzkiew

Zamek został wybudowany w XIV wieku. Na przestrzeni wieków miał wielu właścicieli. Z prostokątnej, podpiwniczonej wieży, która pełniła funkcję obronną w 1720 roku zamek został gruntownie przebudowany. Jednak w XIX wieku popadł w ruinę

W 1997 roku właścicielem zamku został architekt Jerzy Donimirski. Podjął się on odbudowania zamku. Zamek na nowo odzyskał świetność i pełni rolę hotelu oraz zapewnia inne atrakcje.

Po jakiejś godzinie jestem w Krakowie. Trwają roboty drogowe i są małe korki. Z nawigacją bez problemu docieram na Wawel.


Zamek Królewski na Wawelu



Badanie archeologiczne dowodzą, że obecność człowieka w tych stsrtonach miała miejsce od epoki paleolitu. Wawel był jedną z głównych siedzib Mieszka I. Wieki XIV-XVI to czas, gdy Wawel był rozbudowywany.

Zamek na Wawelu
Katedra Wawelska

Niestety i ten zamek był niszczony i plądrowany w czasie wojen. W 1796 roku został przejęty przez Austriaków. Później zamieniono go w koszary.


Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Wawel odbudowano i przywrócono do pięknego wyglądu z dawnych czasów. Było też tu muzeum.

Smok Wawelski

Ah.. Jak lubie to miasto. Jestem w nim zdecydowanie za rzadko. Wawel zwiedziłem dokładnie rok temu. Teraz objechałem wszystko dookoła oraz postałem chwilę w środku. Przed Wawelem nad Wisłą masa ludzi leży na trawie. Słychać śmiech młodzieży.


Jest tu po prostu pięknie. Przy Wiśle usytuowana jest ścieżka rowerowa. Można tak sobie jechać i jechać. Jak zawsze przy smoku Wawelskim jest dużo ludzi. Ale ognia z paszczy nie wypuścił. Może się przeziębił ;-)

Jadę do hotelu CDR się zameldować i zostawić sakwę, by jeszcze raz ruszyć na miasto.


Pod Kościół Mariacki podjeżdżam w kilka minut. Na Rynku Głównym jest mnóstwo ludzi. Zdecydowana większość to młodzi. Objeżdżam sobie całą okolicę. Zaglądam do sukiennic i kupuję jakieś pamiątki. Słucham ulicznych grajków i cieszę się tym miejscem.

Kościół Mariacki
Kościół Mariacki

Oglądam Sukiennice i kupuję pamiątki.

Kościół Mariacki

Spędzam tu jeszcze trochę czasu, po czym wracam odpoczywać do hotelu.


Dzień V - Powrót do domu

rower

Niestety, co dobre szybko się kończy... Pociąg już czeka. Zainstalowałem rower na stojaku i wygodnie się rozsiadłem. Pociąg ruszył z dziesięciominutowym opóźnieniem, które nadrobił w trasie. Cała podróż minęła niesamowicie szybko. Wpatrzony w szybę wspominałem poszczególne zamki, ostańce i piękne okoliczności przyrody, które miałem okazję zobaczyć. Mniej więcej zastanawiałem się jak opisać moją przygodę i zredagować ją tak, by dobrze się czytało. Mam nadzieję, że nie przynudzałem.


Do Gdańska dojechałem po godzinie siedemnastej. Pogoda w Gdańsku jak zwykle w formie, czyli duży wiatr i złowrogie chmury na horyzoncie. W podróży z dworca do domu zdążyło się nawet rozpadać.

Tak kończy się rowerowa przygoda. Szlak Orlich Gniazd to wspaniały pomysł na aktywne spędzenie czasu. Wiem, że nie byłem w wielu miejscach, a w innych mógłbym pobyć dłużej, ale to tylko dodatkowy pretekst, by jeszcze kiedyś zawitać na Jurę Krakowsko-Częstochowską.

Cieszę się, że cała podróż obyła się zgodnie z planem, bez żadnych niezapowiedzianych problemów. Mój rower dostał mocno na tej wyprawie, ale zdał egzamin na piątkę! Nie złapałem nawet gumy.

Jeśli macie jakieś uwagi, sugestie i dodatkowe informacje odnośnie Szlaku Orlich Gniazd, to bardzo proszę zostawcie je w komentarzu pod spodem ;-)

Do zobaczenia na szlaku!