Central Park

Dolina Chochołowska jest najbardziej na zachód położoną doliną w Tatrach. To typowa dolina lodowcowa, ukształtowana przez działalność lodowca.

Dolina Chochołowska

Charakterystyczne są tu moreny, kotliny polodowcowe i inne formy geologiczne.

W letnich miesiącach można zobaczyć tu wielkie stada owiec pasących się na łąkach.

W Dolinie można również zobaczyć liczne chaty i gospodarstwa, które zachowują tradycyjny góralski charakter.

Chociaż Dolina jest popularnym miejscem turystycznym, to wciąż zachowuje swoją naturalną urodę i spokojny charakter.

Dolina Chochołowska jest najdłuższą doliną Tatr Zachodnich. Rozciąga się na długości około 10 kilometrów. Aż do samego schroniska można dojechać rowerem, co bardzo mi się spodobało, stąd moja wizyta w tych stronach.

Do doliny pojechałem autem, na który zapakowałem rower. To prawie godzina jazdy ze schroniska Głodówka. Na miejscu, na właściwej drodze, która prowadzi do tej doliny, zaparkowałem na najbliższym parkingu. Jest ich tu wiele. Jeden za drugim, a na każdy zaprasza parkingowy. Ceny wahają się od 15 do 20 złotych.

Po godzinie 7.00 już byłem na rowerze. Po przejechaniu krótkiego dystansu dojechałem do kasy, gdzie musiałem prócz biletu wstępu do Tatrzańskiego Parku Narodowego kupić dodatkowy bilet na rower. Koszt 9 zł. Myślę, że to lekka przesada, niczym nieuzasadniona. Jednak komentarz zostawiłem dla siebie i ruszyłem dalej.

Mniej więcej połowa drogi do schroniska jest asfaltowa i wiedzie pod górę, ale wzniesienie terenu nie jest jakoś mocno odczuwalne. Po drodze było co prawda parę większych podjazdów, ale to tylko dodało urozmaicenia trasie. Później zaczął się piach i kamienie. Specjalnie na tę okazję przed wyjazdem w góry wyposażyłem się w szersze opony z odpowiednim bieżnikiem na taki teren. Rozmiar opony 40C był wystarczający.

W końcu dojechałem na Polanę Chochołowską. Piękny otwarty teren u stóp gór. Pojawiły się góralskie chatki. Piękna sceneria. Pokonałem ostatni kamienisty podjazd przed schroniskiem, a po dotarciu przypiąłem tu rower i przebrałem się na pieszą wędrówkę.


Dolina Chochołowska

Zaczął się spacer pod górę. Dosyć sporo ludzi jak na tę porę. Słońce świeci i jest ciepło od samego rana. Teren jest bujnie porośnięty drzewami, które dają schronienie przed promieniami. Powoli zbliżamy się na pierwszy szczyt - Grześ.

Na szczycie Wołowiec było sporo ludzi. Jest to miejsce, gdzie można zdecydować się na dalszą wspinaczkę w głąb Słowacji lub tak jak ja iść wzdłuż granicy państw do szczytu Łopata.

Szczyt Grześ


Wspisnam się na kolejny szczyt - Wołowiec. Wejście wiedzie przez takie schody zrobione z ułozonych belek. Wysokość stopni jest na tyle duża, że kolana zginają się mocno, co potrafi zmęczyć. Dzięki kijkom do nordic walkingu idę równym tempem i się nie zatrzymuję.

Na górze jest wielu turystów, którzy tak jak ja odpoczywaja po wejściu na Rakoń. Podziwiam całą okolicę. Patrzę od strony polskiej na Dolinę Chochołowską i odwracam się, by podziwiać przepiękne góry po stronie Słowackiej. Można się właśnie stąd wybrać na część słowacką, czy czyni wielu obecnych turystów. Ja w planie mam spacer wzdłuż granicy krajów. Po odpoczynku ruszam dalej.



Myślałem, że po wejściu na Wołowiec dalej już będzie tylko z górki. Może pod kątem tego ile zostało kilometrów do przejścia, było już z górki, ale jednak było pod górkę. Paradoks!

Góry po stronie Słowackiej

Zejście ze szczytu Wołowiec było trudne. Swobodnie leżące kamienie osuwały się, gdy się na nie stawało. Parę razy mną majtnęło. Myślę, że ten odcinek po deszczu byłby niebezpieczny. Mozolnie schodzę w dół, a szczyt Łopata rośnie i rośnie.




Oczy człowieka nie są tak dobre i takie wzniesienia nie oddają głębi, a zdjęcia w ogóle. Tak więc czekało mnie prawie 300 m wspinaczki na długości 600 m. Bardziej stromo, niż wcześniejsze wejście na Wołowiec.

No więc wspinam się dalej. Kolejny raz cieszę się z tego, że mam ze sobą kijki do Nordic Walking'u. Robią niezłą robotę. To, że mam silne ręce, bardzo pomogło mi przy wchodzeniu na głazy, które nie były niskie.


W drodze na szczyt Łopata

W końcu dotarłem na górę. Zarządziłem tu przerwę, by się posilić i podziwiać okolicę. Znowu w ruch idzie lorneta i rozglądam się po całej okolicy. Od strony słowackiej na niebie pojawili się śmiałkowie na paralotniach. Ci to dopiero muszą mieć widoki, lawirując między szczytami, łapiąc wiatry, które w nieskończoność unoszą ich w powietrzu.

Okrążając powoli Dolinę Chochołowską, daje się ona poznać trochę z innej strony. Pozostało zejść z Łopaty i dojść na ostatni szczyt, który już nie jest trudny. To Kończysty Wierch.

Szczyt Łopata

Od tej pory już będę tylko schodził. Po jakimś czasie utworzone stopnie są wysokie. Schodząc, kolano musiało ugiąć się czasem do 70 stopni. Jest to naprawdę męcząca sprawa. Jednak znowu kijki do nordic walkingu uratowały sytuację.

Jarząbczy Wierch
Pokaż filmik

Mniej więcej po przejściu 1/3 tego niekończącego się schodzenia, na zakręcie ścieżki, mały strumyk wypływający z góry przecinał ją w poprzek. Poczułem niewyobrażalnie wielką chęć zdjąć te ciężkie buciory, w których tkwiły cały dzień moje stopy i zanurzyć je w lodowatej wodzie. Niesamowite uczucie. Po moczeniu stóp w lodowatej wodzie, po kilkunastu sekundach poczułem, że chłód w stopach zaczyna się bardzo nasilać i należy wyciągnąć stopy. To szybkie orzeźwienie wpłynęło bardzo kojąco nie tylko na stopy, ale na całe ciało. Chwilę tak jeszcze posiedziałem na głazie obok, po czym ubrałem buty i ruszyłem dalej.

Jarząbczy WierchSpoglądam na granie, którymi niedawno schodziłem

Schodząc coraz niżej i na każdym z zakrętów mijając ten sam strumyk, który nabierał coraz większych rozmiarów. Podobne strumyki musiałby wypływać z innych miejsc, by w końcu dać życie Potokowi Chochołowskiemu, w pobliżu którego kroczyłem przed siebie.



Chochołowska

Końcówka dzisiejszej trasy już była bardziej płaska. W końcu wyszedłem na prostą do schroniska, którą wcześniej pokonałem rowerem. Ponownie moim oczom ukazało się schronisko. Zamarzyłem o dobrym jedzeniu. Wszedłem do budynku i zamówiłem ichniejszy przysmak. Po kilku minutach zajadałem się obiadem.

Po wyjściu ze schroniska natknąłem się na stado owieczek z dzwoneczkami. Miły akcent tej wycieczki ;-)

Owce na pastwisku w Dolinie Chochołowskiej

Ostatni etap dzisiejszej podróży to powrót tą samą drogą rowerem. Był to najprostszy fragment, ponieważ zjeżdżałem ciągle w dół bez konieczności pedałowania, za to z koniecznością hamowania. Ten etap trwał około 30 minut. Jadąc między turystamim powoli oddalałem się od Polany Chochołowskiej.

W końcu dojechałem do parkingu, gdzie zostawiłem auto. Wycieczka skończona. Ogromne wrażenia i satysfakcja. Po około godzinie jazdy autem byłem z powrotem w schronisku.


Analiza wycieczki

Dolina Chochołowska
Transport Rowerem Pieszo
Dystans 16 km 18 km
Droga pod górę 270 m 1445 m
Poziom trudności Łatwa Trudna
Nawierzchnia Asfalt, piach, kamienie Teren górski
Preferowany typ roweru MTB
Wycieczka z dzieckiem Tak Nie

Pobierz ślad trasy, którą szedłem w formacie pliku .GPX

Dolina Chochołowska
Transport Rowerem Pieszo
Dystans 16 km 18 km
Droga pod górę 270 m 1445 m
Poziom trudności Łatwa Trudna
Nawierzchnia Asfalt, piach, kamienie Teren górski
Preferowany typ roweru MTB
Wycieczka z dzieckiem Tak Nie

Na kolejnej wycieczce znajduej się relacja z trasy Velo Dunajec i Velo Czorsztyn wkoło jeziora Czorsztyńskiego. Zapraszam



TATRY
PIESZO I ROWEREM

Central Park

Dolina Chochołowska jest najbardziej na zachód położoną doliną w Tatrach. To typowa dolina lodowcowa, ukształtowana przez działalność lodowca.

Dolina Chochołowska

Charakterystyczne są tu moreny, kotliny polodowcowe i inne formy geologiczne.

W letnich miesiącach można zobaczyć tu wielkie stada owiec pasących się na łąkach.

W Dolinie można również zobaczyć liczne chaty i gospodarstwa, które zachowują tradycyjny góralski charakter.

Chociaż Dolina jest popularnym miejscem turystycznym, to wciąż zachowuje swoją naturalną urodę i spokojny charakter.

Dolina Chochołowska jest najdłuższą doliną Tatr Zachodnich. Rozciąga się na długości około 10 kilometrów. Aż do samego schroniska można dojechać rowerem, co bardzo mi się spodobało, stąd moja wizyta w tych stronach.

Do doliny pojechałem autem, na który zapakowałem rower. To prawie godzina jazdy ze schroniska Głodówka. Na miejscu, na właściwej drodze, która prowadzi do tej doliny, zaparkowałem na najbliższym parkingu. Jest ich tu wiele. Jeden za drugim, a na każdy zaprasza parkingowy. Ceny wahają się od 15 do 20 złotych.

Po godzinie 7.00 już byłem na rowerze. Po przejechaniu krótkiego dystansu dojechałem do kasy, gdzie musiałem prócz biletu wstępu do Tatrzańskiego Parku Narodowego kupić dodatkowy bilet na rower. Koszt 9 zł. Myślę, że to lekka przesada, niczym nieuzasadniona. Jednak komentarz zostawiłem dla siebie i ruszyłem dalej.

Mniej więcej połowa drogi do schroniska jest asfaltowa i wiedzie pod górę, ale wzniesienie terenu nie jest jakoś mocno odczuwalne. Po drodze było co prawda parę większych podjazdów, ale to tylko dodało urozmaicenia trasie. Później zaczął się piach i kamienie. Specjalnie na tę okazję przed wyjazdem w góry wyposażyłem się w szersze opony z odpowiednim bieżnikiem na taki teren. Rozmiar opony 40C był wystarczający.

W końcu dojechałem na Polanę Chochołowską. Piękny otwarty teren u stóp gór. Pojawiły się góralskie chatki. Piękna sceneria. Pokonałem ostatni kamienisty podjazd przed schroniskiem, a po dotarciu przypiąłem tu rower i przebrałem się na pieszą wędrówkę.


Dolina Chochołowska

Zaczął się spacer pod górę. Dosyć sporo ludzi jak na tę porę. Słońce świeci i jest ciepło od samego rana. Teren jest bujnie porośnięty drzewami, które dają schronienie przed promieniami. Powoli zbliżamy się na pierwszy szczyt - Grześ.

Na szczycie Wołowiec było sporo ludzi. Jest to miejsce, gdzie można zdecydować się na dalszą wspinaczkę w głąb Słowacji lub tak jak ja iść wzdłuż granicy państw do szczytu Łopata.

Szczyt Grześ


Wspisnam się na kolejny szczyt - Wołowiec. Wejście wiedzie przez takie schody zrobione z ułozonych belek. Wysokość stopni jest na tyle duża, że kolana zginają się mocno, co potrafi zmęczyć. Dzięki kijkom do nordic walkingu idę równym tempem i się nie zatrzymuję.

Na górze jest wielu turystów, którzy tak jak ja odpoczywaja po wejściu na Rakoń. Podziwiam całą okolicę. Patrzę od strony polskiej na Dolinę Chochołowską i odwracam się, by podziwiać przepiękne góry po stronie Słowackiej. Można się właśnie stąd wybrać na część słowacką, czy czyni wielu obecnych turystów. Ja w planie mam spacer wzdłuż granicy krajów. Po odpoczynku ruszam dalej.



Myślałem, że po wejściu na Wołowiec dalej już będzie tylko z górki. Może pod kątem tego ile zostało kilometrów do przejścia, było już z górki, ale jednak było pod górkę. Paradoks!

Góry po stronie Słowackiej

Zejście ze szczytu Wołowiec było trudne. Swobodnie leżące kamienie osuwały się, gdy się na nie stawało. Parę razy mną majtnęło. Myślę, że ten odcinek po deszczu byłby niebezpieczny. Mozolnie schodzę w dół, a szczyt Łopata rośnie i rośnie.




Oczy człowieka nie są tak dobre i takie wzniesienia nie oddają głębi, a zdjęcia w ogóle. Tak więc czekało mnie prawie 300 m wspinaczki na długości 600 m. Bardziej stromo, niż wcześniejsze wejście na Wołowiec.

No więc wspinam się dalej. Kolejny raz cieszę się z tego, że mam ze sobą kijki do Nordic Walking'u. Robią niezłą robotę. To, że mam silne ręce, bardzo pomogło mi przy wchodzeniu na głazy, które nie były niskie.


W drodze na szczyt Łopata

W końcu dotarłem na górę. Zarządziłem tu przerwę, by się posilić i podziwiać okolicę. Znowu w ruch idzie lorneta i rozglądam się po całej okolicy. Od strony słowackiej na niebie pojawili się śmiałkowie na paralotniach. Ci to dopiero muszą mieć widoki, lawirując między szczytami, łapiąc wiatry, które w nieskończoność unoszą ich w powietrzu.

Okrążając powoli Dolinę Chochołowską, daje się ona poznać trochę z innej strony. Pozostało zejść z Łopaty i dojść na ostatni szczyt, który już nie jest trudny. To Kończysty Wierch.

Szczyt Łopata

Od tej pory już będę tylko schodził. Po jakimś czasie utworzone stopnie są wysokie. Schodząc, kolano musiało ugiąć się czasem do 70 stopni. Jest to naprawdę męcząca sprawa. Jednak znowu kijki do nordic walkingu uratowały sytuację.

Jarząbczy Wierch
Pokaż filmik

Mniej więcej po przejściu 1/3 tego niekończącego się schodzenia, na zakręcie ścieżki, mały strumyk wypływający z góry przecinał ją w poprzek. Poczułem niewyobrażalnie wielką chęć zdjąć te ciężkie buciory, w których tkwiły cały dzień moje stopy i zanurzyć je w lodowatej wodzie. Niesamowite uczucie. Po moczeniu stóp w lodowatej wodzie, po kilkunastu sekundach poczułem, że chłód w stopach zaczyna się bardzo nasilać i należy wyciągnąć stopy. To szybkie orzeźwienie wpłynęło bardzo kojąco nie tylko na stopy, ale na całe ciało. Chwilę tak jeszcze posiedziałem na głazie obok, po czym ubrałem buty i ruszyłem dalej.

Jarząbczy WierchSpoglądam na granie, którymi niedawno schodziłem

Schodząc coraz niżej i na każdym z zakrętów mijając ten sam strumyk, który nabierał coraz większych rozmiarów. Podobne strumyki musiałby wypływać z innych miejsc, by w końcu dać życie Potokowi Chochołowskiemu, w pobliżu którego kroczyłem przed siebie.



Chochołowska

Końcówka dzisiejszej trasy już była bardziej płaska. W końcu wyszedłem na prostą do schroniska, którą wcześniej pokonałem rowerem. Ponownie moim oczom ukazało się schronisko. Zamarzyłem o dobrym jedzeniu. Wszedłem do budynku i zamówiłem ichniejszy przysmak. Po kilku minutach zajadałem się obiadem.

Po wyjściu ze schroniska natknąłem się na stado owieczek z dzwoneczkami. Miły akcent tej wycieczki ;-)

Owce na pastwisku w Dolinie Chochołowskiej

Ostatni etap dzisiejszej podróży to powrót tą samą drogą rowerem. Był to najprostszy fragment, ponieważ zjeżdżałem ciągle w dół bez konieczności pedałowania, za to z koniecznością hamowania. Ten etap trwał około 30 minut. Jadąc między turystamim powoli oddalałem się od Polany Chochołowskiej.

W końcu dojechałem do parkingu, gdzie zostawiłem auto. Wycieczka skończona. Ogromne wrażenia i satysfakcja. Po około godzinie jazdy autem byłem z powrotem w schronisku.


Analiza wycieczki

Dolina Chochołowska
Transport Rowerem Pieszo
Dystans 16 km 18 km
Droga pod górę 270 m 1445 m
Poziom trudności Łatwa Trudna
Nawierzchnia Asfalt, piach, kamienie Teren górski
Preferowany typ roweru MTB
Wycieczka z dzieckiem Tak Nie

Pobierz ślad trasy, którą szedłem w formacie pliku .GPX

Dolina Chochołowska
Transport Rowerem Pieszo
Dystans 16 km 18 km
Droga pod górę 270 m 1445 m
Poziom trudności Łatwa Trudna
Nawierzchnia Asfalt, piach, kamienie Teren górski
Preferowany typ roweru MTB
Wycieczka z dzieckiem Tak Nie

Na kolejnej wycieczce znajduej się relacja z trasy Velo Dunajec i Velo Czorsztyn wkoło jeziora Czorsztyńskiego. Zapraszam